wtorek, 2 września 2014

Prolog części II

Spojrzałam za okno po raz setny. No tak kolejny dzień do zniesienia. Przecież zniknął na dwa i pół miesiąca. To nic…nic oprócz tego, co ze mną się stało po jego wyjeździe. Tęskniłam, z początku bardzo, jak za Deanem. Tylko, że do mojego zmarłego przyjaciela nie czuję żadnej u razy, do Nialla zaś dość dużą.
Weszłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Znów ta zmęczona twarz, worki pod oczami i zaczerwienione policzki od ilości wylanych łez. Nadal nie mogę się pozbierać po jego stracie.

Patrzyłam na telefon od ponad kilku godzin…chyba, straciłam poczucie czasu tego co się ze mną działo. Wiedziałam przynajmniej to, że spędziłam nad komórką o wiele za dużo czasu czekając na jakikolwiek sygnał od mojego chłopaka.
Nie wierzyłam Harry’emu, że Niall zgarnął Blair i pojechali…właściwie to nie wiem gdzie. W każdym bądź razie wierzyłam, że Niall wróci, że zadzwoni, że powie, że będzie za nie długo w domu, że położę się obok niego i zasnę z nim.
Usłyszałam trzask drzwi odgłos kroków, ale się tym nie przejęłam. Czekałam na połączenie od blondyna, tylko to się liczyło. Nic więcej.
- Winter. – usłyszałam Harrego.
Podniosłam głowę i spojrzałam na mojego przyjaciela. Wyglądał podobnie do mnie, tęsknił za Blair równie mocno, co ja za Niallem.
- Siedzisz nad tym telefonem dwa dni. Dosłownie. – westchnął. – Jadłaś coś?
- Taa…- zbyłam go.
- Mam nadzieję, że tak. Połóż się spać.

W życiu nie pomyślałabym, że te dwa i pół miesiąca zbliżą mnie na tyle do Harrego, że będzie on dla mnie taki sam jak Dean. Kochanym starszym bratem, który będzie się mną opiekował, którego potrzebowałam przez ten czas.

Leżałam na łóżku przytulona do szarego swetra Nialla. Patrzyłam na Harrego, który siedział na skraju mojego łóżka, która stała na lekkim drewnianym podeście, w naszym wspólnym mieszkaniu. Budowla została wyrzucona, nie chciałam jej już, nie mieściła się w naszym azylu.
- Nie zadzwoni…prawda? – miałam już takie łzy w oczach, że ledwo wiedziałam loczka.
Wyglądał na równie przybitego co ja. Wiedziałam co czuł. Pustkę…zostało tyle wolnego miejsca po wyjeździe Nialla, potrzebowałam ją zapełnić miłością, którą otrzymywałam systematycznie przez dwa miesiące…mało, ale przywiązałam się do blondyna…pokochałam go.
- Nie. – wyszeptał a ja wybuchłam niekontrolowanym płaczem. W końcu to musiało nastąpić, tyle dni samotnie spędzonych na czekaniu na ten telefon…nic po prostu cisza.
Łzy leciały strumieniami, ja się trzęsłam – to było nie do powstrzymania. Harry wszedł na łóżko. Przyciągnął mnie do siebie i zaczął kołysać. Pocałował mnie w czoło.
- Spokojnie Wii…będzie dobrze, zobaczysz. – kołysał mną na boki, gdy ja nadal moczyłam łzami jego koszulkę.
Moja mama doskonale zdawała sobie sprawę z tego co przeżywam. Weszła do pokoju z wiadomością, że zrobi nam coś do jedzenia.
- Dziękuję, nie jestem głodna. – odparłam mamie przez płacz.

Rozczesałam moje długie włosy, które zasłaniały moje ciało. Było grube…stanowczo za grube, wszędzie tłuszcz…nie podobałam się sobie. Dlaczego? Zdałam sobie sprawę, że Niall zostawił mnie bo mógł mieć każdą inną, więc po co trzymać mnie w nadziei, że będziemy sobie żyć razem do końca, skoro on może zdobyć nawet modelkę o idealnej figurze, idealnej do pieprzenia codziennie, której to nie będzie przeszkadzać. To oczywiste.
Ja natomiast wyglądałam okropnie, cały czas widziałam pochowane wały tłuszczu na moim ciele, mimo, że Harry mi mówił, że jestem za chuda. Ale to nic nie dało…

Zaczęłam kopać Harrego jak tylko mogłam. Wbijałam paznokcie w skórę Liama, i Zayna, tylko żeby mnie puścili. Wbiłam je tak, że aż z Liama ręki zaczęła lecieć krew. Ale nie poddawali się. Nie chciałam jeść…wszystko było tuczące, powodowało, że czułam się jeszcze gorzej i chciałam to wszystko zwymiotować.
- NIE!!! Nie będę jeść! Nie rozumiecie tego!!! – rzucałam się na krześle.
- Winter to tylko kurczak! – pokazał mi mięso wykąpane w tłuszczu.
- Nie słyszałeś, że kurczaki to jedno z najbardziej tuczących mięs? Mają w sobie zawarte i wyłącznie hormony, które są na gówno aktualnie mi potrzebne. – warknęłam patrząc na jedzenie. – Nie zjem ich. – Chciałam wstać ale od razu zostałam bardziej przyciśnięta do stołka.
Wmusili to we mnie. Gdy minęło pół godziny po moim posiłku, zadowoleni siebie wyszli z mojego domu. Ja zerwałam się z kanapy w salonie i pognałam do ubikacji. Klęknęłam przed toaletą. Wsadziłam szczoteczkę do zębów, czekałam na wymioty. W końcu fala strawionego i niestrawionego jedzenia wyleciałam przez moje usta. Kiedy ten koszmar się skończył upadłam obok kibla. Z siedzącej pozycji nacisnęłam spłuczkę by nie pozostawić po sobie żadnego śladu.

Czy próbowali więcej razy? Oczywiście. Praktycznie co trzy, no może cztery dni robili mi takie dramy, ale kończyło się zawsze tak samo – wymiocinami w ściekach.
Nasunęłam na siebie czarne rurki, białą bluzkę i skórzaną kurtkę. Sięgnęłam po kluczyki do mojego nowiutkiego camaro. Uśmiechnęłam się do siebie. Plusy bycia milionerką.

Ten film mógł mnie zabić, ale i tak postanowiłam odtworzyć płytkę od cioci, która znalazła ją w pokoju Deana. Byłą podpisana ‘na 19 urodziny siostrzyczki’ ciotka się pomyliła, mówiąc, że na „na 19 urodziny Winter”. Wsadziłam ją do odtwarzacza. Wcisnęłam play i patrzyłam z niepokojem na ekran.
Pokazał się w nim Dean. Był ubrany w ciuchy szpitalne, do ręki miał przypięto kroplówkę i widać było że ciężko oddychał.
- Słuchaj mnie młoda. Pewnie mnie nienawidzisz, za to że ci nie powiedziałem. Ale to byłoby umierać widząc się smutną i rozwaloną psychicznie. Wolałem tego uniknąć. I bardzo cię za to przepraszam. Rak płuc…złośliwy jest przecież nieuleczalny. – Westchnął ciężko. – Naprawdę cię przepraszam. Nie wiem czy to co właśnie zrobię sprawi, że przestaniesz mnie nienawidzić. Ale i tak jestem gotów i podpisałem już papiery. Pamiętasz może mojego dziadka z Anglii? Do którego jeździłem? Tam na północy Wielkiej Brytanii, ten co ma masę kasy i willę na wsi. Ja dostałem to w spadku. Jako, że nie nacieszyłem się tymi pieniędzmi dostajesz je…czy tego chcesz czy nie. Moja mama je ma. Nie wie tylko kiedy się dowiesz, po prostu zostawiłem film u mnie na biurku i czekałem na rozwój wydarzeń. Mam nadzieję, że dogadasz się z nią. Masz dla siebie firmę, willę, wszystkie moje rzeczy, mój motor i konto z – podniósł kartkę na której było napisane 3 mln. – to wszystko jest twoje. I mam prośbę. Wiem, że tęsknisz za mną…możliwe też że nienawidzisz teraz motorów…ale…ugh, będę brzmiał jak pedał. Błagam cię, widzę jaka jesteś szczęśliwa gdy jeździsz, jaka skoncentrowana jesteś na naprawianiu tego co się zepsuło. Jeżeli to zrobiłaś nie rezygnuj z tego co kochasz dotarło? Ani gimnastyka, ani motory, to ma być twoje. Masz tytuł Hot Ass i Królowej Torów Nowej Zelandii…
- Prosimy na badania. – usłyszałam głos pielęgniarki w tle.
- Pa Winter, przepraszam, że ci nie powiedziałem, kocham cię smarku, i będę twoim aniołem stróżem…albo diabłem, zależ jak mi się poszczęści. – puścił oczko do kamerki i tak zakończyło się nagranie.

Pamiętam miliony uczuć jakie przeze mnie wtedy przebiegły. Przez ten film codziennie chodziłam w kółko po pokoju zastanawiając się dlaczego miał umrzeć, gdyby nie wyścigi zmarłby może kilka tygodni później, za co Bóg go tak nienawidzi.
Wyszłam z domu zatrzaskując drzwi, przekręciłam klucz w zamku i pilotem otworzyłam garaż. Z dumą przeszłam obok moich dwóch motorów. Kolejne zaskoczenie prawda? Zero płaczu, ani ataku paniki. Motywacja w słowach Deana była ogromna, ale mój powrót na tor był bardzo efektowny

Startowałam praktycznie na ślepo, żadne kobiety nie brały udział w tych wyścigach, na dodatek nie miałam zamiaru nikomu mówić, że ja to ja. Bliźniaki się domyślą ale to zostawię sobie na potem.
Wjechałam na start i zajęłam miejsce między Harrym a Liamem. Nie wiedzieli, że startuję, mogli jedynie zorientować się, że jeden z przeciwników to kobieta, przez moją sylwetkę, mimo, ze byłam gruba, miałam cycki i biodra.
Kilku facetów zagwizdało, na co pokazałam im eleganckiego fucka z paznokciem pomalowanym na czerwono. Skwitowali to śmiechami. Ktoś rzucił, żebym się stąd zwijała, bo to nie dla panienek. Taaa…

***
- Co ty tu kurwa robisz?! – usłyszałam w interkomie Larrę.
- No zapłon to macie niezły. – skwitowałam pochylając się do przodu, wychodząc na prowadzenie. - Ile minęło? Cały wyścig?
- Ha ha ha. – burknął Dylan. – Śmiej się.
- Dobra nie pierdolcie, tylko ustalcie moje położenie, chcę wiedzieć jak daleko mam do mety. – burknęłam.
- Skarbie, tylko dwie przecznice. Jak tak dalej pójdzie to wygrasz.- wypaliła Larra.
- Zapomnieliście że ja zawsze wygrywam. – uśmiechnęłam się pod nosem.
- Skromność przez ciebie mówi. – zaśmiał się Dylan.
- Jak zwykle podczas wyścigów. – zawtórowałam mu. – dawać nitro?
- Spokojnie dojedziesz bez. Z palcem w nosie. – skwitowała Larra.
Miałą rację, wszyscy byli za mną a ja prowadziłam dobre kilkanaście metrów.
***
- A oto pierwsza kobieta, która wygrała Londyński wyścig. – mężczyzna ukłonił mi się jak księżniczce. Dostałam od niego rulonik pieniędzy. Dopiero wtedy zdjęłam kask. Oczy Harrego wypadły z orbity, tak samo jak Liama, Zayna, Louisa i ich dziewczyn.
Podeszłam do bliźniaków i przybiłam im piątkę.
- Ale ty…no…bo ty…- Harry się jąkał. – Kurwa co to było! Zmiażdżyłaś wszystkich! – loczek wyrzucił ręce w górę.
- Byłaś mega. – inni zaczęli mi gratulować.

Oczywiście z Harrym dobyłam podróż do Nowej Zelandii. Teraz nawet mieszkają tu Mia i Lilah. Lialh oczywiście nie rozłączna z George’em. Mamy lepszy sprzęt w bazie, ale to dzięki mojej niezależności finansowej. Pozmieniało się wiele, przede wszystkim zastąpiłam Nialla w wyścigach, często wyznaczam kto ma startować zwiększając nasze szanse na wygrane. Dużo czasu siedzę też w warsztacie grzebiąc w motorach, robiąc poprawki.
Po kilku minutach jazdy znalazłam się na schodach szkoły. Liam, Zayn, Lou i ich dziewczyny skończyli szkołę, zostałam ja i Harry, no i powinna być Blair i Niall, który powtarza klasę bo zawalił przedmioty humanistyczne, ale pomińmy ten fakt. Lilah postanowiła się do nas zapisać, ponieważ była w moim wieku. Staraliśmy zawsze trzymać się w trójkę. Po szkole najczęściej zawoziłam ich do domu a ja…rozklejałam się psychicznie.
Dałam Harry’emu i Lilah buziaka na przywitanie. To było zarezerwowane dla najbliższych.
- Jadłaś? – zapytali oboje na raz. Zaśmiałam się cicho. Zaczynali powoli przypominać bliźniaki.
- Serek odtłuszczony. – powiedziałam, wiedząc, że ich zadowoli jeżeli zjem cokolwiek.
- Tyle dobrze. – westchnęła Lilah.
- Macie to pojebane wypracowanie o wakacjach?
- Mam. Nakłamałam tam ile wlezie. – burknęłam.
- Ja tam opisałem wypad do Nowej Zelandii. – zaśmiał się Harry a ja przywaliłam mu w ramię. – Napisałem, że byłaś zalana w trupa.
- No jasne. Ja byłam pijana, ty żeś się kleju na wdychał. – odparowałam pamiętając co loczek bredził po kilku naprawdę mocnych shotach.
- Ja też to pamięta…- Lilah urwała w końcu zdania patrząc za moje plecy. Harry zrobił to samo co ona.
- Nosz kurwa nie mogę…patrzcie kto z martwych wstał. – zaklęła Lilah.
Odwróciłam się patrząc na parking szkolny. Z czarnego samochodu, którym tak często niegdyś jeździłam, wyłoniła się najpierw Blair. Widziałam jak szczęście maluje się na twarzy Harrego. Ale ja byłam skupiona na kimś innym. Patrzyłam na blondyna zimnym wzrokiem. Jeżeli bym mogła nie żył by już dawno…kocham go. Byłam wyprostowana jak struna a moja głowa była zadarta wysoko do góry. Nie zmieniło się nic oprócz jego fryzury. Teraz każdy był chyba świadomy, że jego naturalny kolor to brąz. Miał na sobie białą koszulkę, czarną kurtkę, dżinsowe rurki, które opinały jego niesamowicie chude nogi… chcę je! Schudnij kretynko! Twój były ma lepsze nogi od ciebie!… oraz białe converse’y.

A o to największy chuj, przystojny, idiota, kochany, sukinsyn chodzący po ziemi, dokonujący rzeczy niemożliwych. Panie i panowie bez zbędnego przedłużania Niall Dupek Horan.

Hej kochani, tak więc w raz z rozpoczęciem roku, zaczynamy II części Violent, Yeeey
Musicie uzbroić się w cierpliwość, ponieważ ostatnio dość ciężko mi się pisze rozdziały, nie obiecuje, że będą często, musicie być wytrwali - mówi z powagą na twarzy.
Oczywiście proszę o komentarze :)
I przepraszam, że wczoraj nie dodałam, ale po darmowym koncercie Kwiata, zgubiłam się w Krakowie i wróciłam dopiero o 23.10 

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Rozdział 53

Weszłam do budynku szkoły. Mimo, że do końca roku szkolnego pozostało nam zaledwie kilka dni, uczniów było całkiem sporo. Skierowałam się do mojej szafki, gdzie miałam zamiar zabrać swój segregator z notatkami.
Przepchnęłam się przez tłum uczniów, którzy śpieszyli się do swoich klas na lekcje. Stanęłam obok szafki, opuszczając swoją torbę pod nogi. Wyciągnęłam segregator w palmy, zatrzasnęłam drzwiczki, po czym schyliłam się po moją torebkę.
Według planu lekcji miałam mieć teraz matematykę ze Stylesem. Uśmiechnęłam się na myśl, że po raz kolejny będziemy sobie stroić żarty z nauczycielki. Tuż przed klasą założyłam kosmyk moich włosów za ucho. Pchnęłam drzwi, odszukałam Harry'ego wzrokiem. Chłopak siedział w naszej ławce grając na telefonie. Szybkim krokiem dotarłam na swoje miejsce, po czym szturchnęłam chłopaka w ramię, zwracając na siebie uwagę.
- Co tam?
- W sumie to ni...- na telefon chłopaka przyszedł sms. - Albo jednak nie nic.
Podniosłam jedną brew patrząc podejrzliwie na przyjaciela. Chłopak otworzył wiadomość, na telefonie i przeczytał zawartość. Uśmiechnął się do komórki.
- Dzisiaj wyścig. Będzie zabawa.
- Pewnie będę czekać na Nialla w domu. - powiedziałam
- Czekaj u mnie. I tak pewnie do mnie wszyscy przyjdą po wyścigu. - włożył telefon do kieszeni spodni.
- Okey.
- Kurde zastanawiam się czy nie wynająć mieszkania. - westchnął.
- Ja tak samo, mama mówi, że nie utrzyma sama całego domu, powiedziała, że czeka nas przeprowadzka. Stwierdziłam, że skoro i tak czy siak za niedługo będę musiała się wyprowadzić to czemu nie teraz. Mama zamieszka sobie w jakiejś małej kawalerce, a ja poszukam sobie swojego kącika. - powiedziałam rysując domek na kartce.
- Poszukamy razem. Może będziemy sąsiadami. - przybiliśmy sobie żółwika zanim do klasy wkroczyła nauczycielka.
Kobieta postanowiłam dać nam wolną lekcję, więc wyjęłam komórkę i zaczęłam sprawdzać po kolei jak leci, wszystkie aplikacje na telefonie. Najwięcej czasu zajął mi Tumblr i Twitter. Gdy zaczęło mi się nudzić, włączyłam wyszukiwarkę w telefonie i wpisałam „Mieszkanie do wynajęcia”. Na mojego pecha, były albo jakieś rudery, które zawaliłyby się mi na moją głowę zaraz po przekroczeniu progu drzwi, albo luksusowe apartamenty, na które nie było mnie stać.
Gdy zadzwonił dzwonek wyszłam z Harrym na korytarz szkolny gdzie było już kilkoro uczniów. Teraz miałam mieć fizykę z Niallem ale zapowiadało się, że będę siedzieć sama, bo mój chłopak postanowił nie przychodzić do szkoły. Okazało się, że będzie jakieś rozdanie nagród więc po raz kolejny spotkałam się z Loczkiem na trybunach. Usiadłam na krześle po turecku i zaczęłam jeść pianki, gdy usłyszeliśmy z Harrym głos Blair. Dziewczyna pomachała do nas, po chwili siedziała obok Harrego całując się z nim.
- Nie połknijcie się, co? - poprosiłam patrząc na nich spode łba.
- Nie musisz być nie miła. - Blair wydęła usta.
- To było za wczoraj. - puściłam jej oczko a do sali wszedł dyrektor. Facet jak zwykle był w gajerze, ale według uczniów wyglądał beznadziejnie z jego odstającym brzuchem. Westchnęłam ciężko, ponieważ wiedziałam, że ta uroczystość a biorąc pod uwagę godzinną wypowiedź dyrektora to będziemy tu siedzieć wieki.

Podnieśliśmy tyłki z krzeseł i od razu zaczęliśmy je masować. Chyba już wiedziałam dlaczego Niall nie przyszedł do szkoły. Siedzenie na sali z dyrem, który przynudza to hardcorowe zajęcie.
Wyszliśmy z sali. Była godzina 16.00 więc udaliśmy się w czwórkę na lody. Harry postanowił zapłacić o co wybuchła wojna między nim a Blair. W końcu blondynka uspokoiła się i zajęliśmy miejsce w lodziarni.
- Blair czekasz dzisiaj ze mną na tych kretynów czy idziesz na wyścig? - zapytałam moją przyjaciółkę.
- Chyba idę oglądać tych downów. - pokazała łyżeczką na Harrego.
- Ale ja zostanę z tobą. - usłyszałam głos Larry.
- Dzisiaj nie monitorujesz wyścigu?
- Nie mam ochoty, wolę wywalić kopyta na kanapę i oglądać po raz setny „Kubusia Puchatka”, niż oglądać mega ekscytujące, nielegalne wyścigi, w których startują jacyś frajerzy. - zabrała mi łyżeczkę z ręki i nabrała sobie lodów.
- Masz coś do „Kubusia Puchatka”?
- A jak mam coś do Disneya. - prowokowała mnie.
- Ooo, to będzie fight. - wypalił Harry.
- Wiem, że lubisz Disneya. Sama zaciągnęłaś mnie na zaplątanych. - pokazałam jej język. - A to...- zabrałam jej łyżeczkę od moich lodów. - ...jest moje.
- Chodź frajerko idziemy do ciebie, a potem do Harry'ego. - pozwoliła mi dokończyć lody i pociągnęła mnie za rękę do wyjścia lodziarni.
Larra miała w planach wieczór filmowy, więc zaraz przed powrotem do domu zatrzymałyśmy się z sklepie spożywczym i poszłyśmy nakupić dużo słodyczy. Oczywiście wybuchła wojna, czy oglądamy coś z mojego zbioru filmów czy jedziemy do videoteki, w końcu wygrałam ja, mówiąc, że będzie chciała wybrać film, którego na pewno nie będę oglądała.
Do mojego domu przyjechałyśmy o godzinie dziewiętnastej, gdzie zaczęłyśmy robić babeczki do Harry'ego, bo znając życie chłopcy rzucą się na jedzenie zaraz po wyścigu. Podczas gdy nasze wypieki były w piekarniki, razem z Larrą postanowiłyśmy umyć sobie ręce i przebrać się w ciuchy na ewentualną imprezę.
- Ej Larra! - zawołałam do przyjaciółki, która krzątała się po łazience.
- Słucham? - wychyliła głowę z łazienki.
- Załóż tą bluzkę co? - rzuciłam jej o koszulkę bez ramiączek z nadrukowanym kwiatem wychodzącym z biodra. Dziewczyna ściągnęła z siebie czarną bokserkę i założyła bluzkę. Jedną rękę położyła na biodrze a drugą ugiętą w łokciu oparła o głowę i wyszczerzyła swoje zęby.
- Co ty robisz? - zapytałam, gdy Larra wciąż stałą w tej samej pozycji.
- Wyrywam. - rzuciłam w nią spodenkami.
- No chyba chwasty. - bliźniaczka schowała rękę do kieszeni udając że czegoś szuka by następnie pokazać mi środkowy palec. Wróciłam do rozczesywanie swoich włosów, gdy poczułam zapach spalenizny.
- Kurwa! Babeczki. - pisnęłam i nie wyciągając szczotki z włosów popędziłam do kuchni. W całym pomieszczeniu było pełno dymu, aż dziwne, że alarm przeciw pożarowy nie zadzwonił. Otworzyłam wszystkie okna, po czym uchyliłam drzwiczki od piekarnika. Poczułam zapach spalonych babeczek. Jęknęłam głośno wyciągając ciastka na stolik.
- No wiedziałam. - zaśmiała się Larra.
- Przynajmniej nie z grubniemy. - wzruszyłam ramionami.
- Taaaa...nie lubię jak tak mówisz, przypomina mi się twoja choroba. - westchnęła i zajęła miejsce obok mnie podbierając się pod boki. - Spójrz, niektóre są niespalone. Połóż je na osobnym talerzu a resztę się wywali. - powiedziała moja przyjaciółka, podając mi biały półmisek.
Zaczęłyśmy przekładać wypieki do naczynia, gdy mój telefon zadzwonił. Spojrzałam na ekran, i zobaczyłam zdjęcie cioci; mamy Deana. Odebrała telefon, uruchomiłam głośnik, po czym położyłam aparat na stole.
- Hej ciociu, coś się stało? - zapytałam.
- Dzień dobrzy prze pani. - bliźniaczka przywitała się.
- Cześć dziewczynki, miło cię słyszeć Larro. Winter mam do ciebie sprawę. - usłyszałam głos ciotki
- Słucham. - oznajmiłam patrząc jak Larra parzy sobie palce jedną z babeczek, i robi głupie miny, bo ciastko było dla niej za gorące.
- Postanowiliśmy z wujkiem uporządkować pokój Deana i znaleźliśmy płytkę z napisem „na 19 urodziny Winter”. Skarbie nie obraź się, oglądnęliśmy ten filmik, i można powiedzieć, iż mój syn zostawił testament. Chcąc nie chcąc musisz wpaść do Nowej Zelandii. - patrzyłyśmy z Larrą w bezruchu, mojej przyjaciółce wypadła babeczka prosto na ziemię a mi odebrało mowę.
Jaki kurwa filmik? Jaki kurwa testament? Dean, czyś ty kurwa umarł celowo?! Miliony myśli i uczuć przeszły przez moje ciało, nie wspominając o mocnych dreszczach na plecach. Poczułam, że robi mi się słabo. Usiadłam na krześle podbierając ręką głowę. Mój wzrok skupił się na słuchawce. Larra usiadła obok mnie, przybierając podobną pozycję do mojej.
- A...ale ja..jak to? -wyjąkałam.
- Skarbie, to nie jest sprawa na telefon, musisz to oglądnąć, a że to jest jego testament to radziłabym ci przyjechać od razu z jakimś prawnikiem, bo to jest dość ciekawe. - westchnęła ciężko ciocia. - Daj mi znać jak będziesz się tu wybierać. Pa słonko. - usłyszałyśmy z Larrą potrójny dźwięk oznaczający zakończenie rozmowy.
Tkwiłyśmy w bezruchu do puki do domu nie wpadł Dylan. Stanął w drzwiach kuchni i oparł się o framugę drzwi.
- Co ty cicho jak na stypie?
- Co masz zamiar zrobić? - dziewczyna zignorowała brata.
- Pojadę tam, mam jakieś inne wyjście. Ten kretyn zostawił mi testament, planował tą śmierć? Czy jak? - zaczęłam się głupio śmiać ze łzami w oczach. - To jest chore! Czego on mi jeszcze kurwa nie powiedział!
- Chwila coś mnie ominęło? - Dylan podszedł do mnie i zaczął mi masować plecy wiedząc, że to pomoże mi się rozluźnić.
- Dean zostawił testament, z czego wynika że...-nie dokończyłam dławiąc się słowami.
- Nie rozumiem. - westchnął chłopak.
- Dean wiedział, że umrze. - Larra wypaliła prosto z mostu, a Dylan zastygł.
- Idę zadzwonić do Mii i Lilah. - wyszedł z pomieszczenia.
Siedziałyśmy z Larrą w ciszy, dziewczyna rozgrzebała kolejną babect5tzkę na papkę a ja patrzyłam jak zaczarowana na bitą śmietanę na jednym z ciastek. Dylan wrócił do pokoju i zajął miejsce obok naszej dwójki. Jednak nie usiedział długo, bo po chwili wstał by przynieść alkohol barku mojej mamy. Tak, to było coś czego potrzebowałam, mocny alkohol. Wypiliśmy po kieliszku bez popity po czym wybraliśmy się w trójkę do Harolda.
Gdy dotarliśmy chłopaka nie było, więc wyciągnęłam klucze z kwiatków, po czym otworzyłam drzwi do domu loczka. Zostawiliśmy babeczki w kuchni żeby następnie udać się do salonu, zająć miejsca na kanapie i patrzeć się tępo w pusty telewizor.
Nawet nie wiem ile czasu minęło, na zastanawianiu się co zrobił Dean, ale chyba z kilka godzin bo do domu wpadł Harry, który w momencie zaczął zasłaniać okna i pogasił światła. Jak widać to nie był nikogo dobrzy dzień.
- Co się stało? - zapytał w końcu Dean.
- Ktoś nas wsypał, psy wbiły na wyścig. Uciekliśmy ale wiem, że każdy gdzie indziej. - oparł głowę o komodę. W momencie się zreflektowałam.
- Gdzie Niall?
- Winter, to cię nie ucieszy. - westchnął.
- Kurwa mów, mam już tak zjebany dzień, że chyba nic nie sprawi, że poczuję się gorzej.
- Niall umawiał się z Blair, że jeżeli kapną się, że Niall jeździ w wyścigach, wyjeżdżają do Irlandii.
Patrzyłam w szoku, zrobiło mi się słabo.
- No nie mów, że nie jeździcie na fałszywych rejestracjach. - Dylan się podniósł gwałtownie.
- Jeździmy, ale policja uczepiła się Nialla, musieli uciekać, za nim ktoś się kapnął, że to fałszywki. Odebraliby Horanowi prawa do Blair. Powinien zadzwonić.


- Powinien...- jęknęłam patrząc na Harrego.


Koniec części I

No i ogłoszenia parafialne:
1. Prolog II części Violent pojawi się 2 września.
2. Kontynuacja będzie NA TYM BLOGU
3. Czy każdy z was mógłby zostawić komentarz pod tym rozdziałem? Chciałabym wiedzieć ile osób czytało Violent.
4. Proszę was, ożywcie aska i hashtag bloga, bo ostatnio świeci pustkami. Nadal jestem dostępna na asku i twitterze.

Do zobaczenia we wrześniu

wtorek, 22 lipca 2014

Rozdział 52

Obudziłam się w łóżku Nialla. Chłopak przytulał mnie na łyżeczki. Nos miał schowany w moich włosach, ręce w obronnym geście zaciśnięte na moim brzuchu a nogi splecione z moimi. Westchnęłam cicho przywołując wspomnienia z dzisiejszej nocy. Musiałam go naprawdę mocno przestraszyć akcją w nocy.
Poczułam nagłą potrzebę na siusiu. Postanowiłam się wysunąć z plątaniny ciał mojego i Nialla, ale gdy tylko lekko odsunęłam się od torsu blondyna, jego ręce mocniej zacieśniły się wokół mojej talii zmuszając do powrotu na miejsce.
- Gdzie idziesz? - nie otworzył oczu.
- Do łazienki.
Chłopak postanowił jeszcze mocniej otulić mnie w pasie. Mogłam spokojnie powiedzieć, że zaczyna mnie dusić.
- Puścisz mnie?
- Po wczorajszej akcji? - zapytał.- Nie.
- Niall ja chcę tylko siku.
- Mhm...- zignorował mnie.
Westchnęłam ciężko, postanowiłam się obrócić do niego twarzą, co można było nazwać rzeczą a wykonalną ponieważ chłopak za mocno trzymał mnie w pasie.
- Niall wczoraj spowodowałam wymioty, bo było mi niedobrze. Miałeś rację co do pianek i ich ilości. - powiedziałam spokojnie. - Nie chciałam cię wystraszyć. Po prostu ból był nie do zniesienia, mimo tabletki i gorzkiej herbaty. Nie wymiotowałam, bo chciałam się odchudzić. Uwierz mi.
Na twarzy chłopaka wymalowała się ulga.
- Kamień z serca. Ale nie rób tak więcej. - cmoknął mnie w usta.
- To mogę siku?
- Nie.
- Jak chcesz to będziesz stać pod drzwiami.
Udało mi się przekonać chłopaka. Weszłam do łazienki, i gdy miałam zamknąć drzwi, Niall wsunął się do pomieszczenia. Chciałam go wywalić, ale posłał mi wzrok, który mówił, że jak spróbuję to mnie zabije.
- Dobra. - wzruszyłam ramionami.
- Dobra? - zdziwił się gdy ściągnęłam bokserki i usiadłam na kiblu.
- Czego oczekiwałeś? Że zbesztam cię, i każę wyjść? Nie mam siły. - burknęłam załatwiając swoją potrzebę.
- A... a wstyd czy coś w tym guście?
- Wczoraj przebrałeś mnie z ciuchów w twoje rzecz, nie zapominając o zdjęciu mojej bielizny...
- Która była tak kusząca, że chciałem się wyruchać ale spałaś a nie miałem serca cię budzić. - puścił mi oczko.
- Cokolwiek. - przewróciłam oczami śmiejąc się z niego.
Wstałam z kibelka i nasunęłam na siebie z powrotem bokserki Nialla. Chłopak i tak nie mógł zobaczyć moich dolnych partii ciała ponieważ, jego koszulka sięgała mi aż do ud. Sięgnęłam po szczoteczkę do zębów. Chłopak wyjął mi ją z ręki, nałożył pastę. Posadził mnie na blacie i stanął między moimi nogami.
- Wyszczerz zęby. - poprosił.
- Będziesz mi je szczotkował jak dziecku?
- Jesteś dzieckiem. - przewrócił oczami. - No już. Będziesz je miała białe jak śnieg.
Chłopak zaczął mi szczotkować zęby a ja nie mogłam się nie śmiać. Co chwile chciałam je zamknąć aby utrudnić Niallowi zadanie, ale bez przerwy beształ mnie karcącym wzrokiem. W końcu pozwolił mi wypluć pastę i wypłukać usta.
Wróciłam do pokoju Nialla. Chłopak powiedział, że zaraz przyjdzie bo sam musi się doprowadzić do porządku. Odnalazłam moją bieliznę. Szybko ją założyłam, przystąpiłam do poszukiwań moich ubrań ale nigdzie nie mogłam ich znaleźć.
- Niall!? Gdzie są moje ciuchy. - wychyliłam głowę z jego pokoju.
Blondyn wyszedł jedną nogą z łazienki, miał już na sobie dżinsy i szczotkował właśnie zęby.
- Powinny być na dnie szafy. - wrócił do łazienki, a ja zaczęłam szukać ubrań.
Wywaliłam jego ubrania z dna szafy. Uradowana ze znalezienia ciuchów podskoczyłam do góry.
- Mam! - uśmiechnęłam się. Nasunęłam na siebie spodnie i stanęłam przed lustrem. Podparłam się pod boki patrząc na swój brzuch i nogi. Niall wszedł do pokoju. Utulił mnie w talii zasłaniając części ciała na które właśnie patrzyłam. Pocałował moje ramię, zaczął iść z pocałunkami co raz wyżej aż zatrzymał przygryzł mój płatek ucha.
Ja od samego tego gestu ciężko dyszałam, a na moim ciele była gęsia skórka. Chłopak zaczął ssać i przygryzać skórę na mojej szyi a mi się przypomniało, ile razy już miałam robioną malinkę, przez niesamowitego Nialla Horana.
- Niall...- westchnęłam cicho.
Nie przerwał do puki nie skończył swojego dzieła. Polizał je po czym standardowo dmuchnął w malinkę i odsunął się lekko patrząc w lustro, przed którym staliśmy.
- Teraz jest idealnie.
Odwróciłam się do niego i stanęłam na palcach by złączyć nasz usta w pocałunku. Niall od razy przejął dominację pieszcząc moje podniebienie. Wsunęłam palce w jego włosy, gdy jedna z dłoni blondyna znalazła się na mojej talii przysuwając mnie do niebieskookiego, a druga dociskała moją głowę pogłębiając nasz pocałunek.
Powoli zaczęliśmy się przesuwać w stronę łóżka Nialla. Nie przerywając pocałunku chłopak rozpiął moje spodnie. Lekko pchnął mnie na łóżko, po czym zsunął materiał i rzucił go w kąt mojego pokoju. Wszedł na łóżko i zawisnął nade mną, chcąc ściągnąć moje majtki.
- Nie ma tak, moja kolej. - teraz on leżał pode mną a ja mocno naprałam na jego usta. Nie przerywając pocałunku dobrałam się do paska jego spodni. Zaraz po tym jak je ściągnęłam usiadłam blondynowi na kroczu i schyliłam się do jego szyi. Zaczęłam mu robić malinkę, a gdy się zorientował było już za późno. Zrobiłam to samo co on, polizałam ją i dmuchnęłam w naznaczenie.
- Zauważyłem tu pewną niesprawiedliwość. - oznajmił Niall.
- Słucham. - położyłam ręce po bokach jego głowy.
Jego ręce znalazły się na moich udach i zaczęły sunąć ku górze.
- Bo ty masz o jedną część garderoby za dużo. - uśmiechnął się cwaniacko.
- Kup sobie stanik, będzie sprawiedliwie. - jego ręce były już na moich biodrach.
- Albo...pozbędziemy się tego irytującego materiału z twojego ciała. - dłonie blondyna w tym samym momencie odpięły mój biustonosz. W momencie znalazłam się pod nim. Usiadł lekko na moich biodrach nie zgniatając. Wyrzucił stanik za siebie. Jego oczy zaświeciły się na widok moich piersi.
- Zazwyczaj gimnastyczki są płaskie. - skrytykował dziewczyny z mojej dyscypliny sportu.
- Jestem wyją...-wstrzymałam oddech gdy chłopak wziął w usta jeden sutek i zaczął go ssać a dłonią pieścił moją drugą pierś. Oderwał się od niej. - ...tkiem. - wypuściłam powietrze z ust.
Niall postanowił pocałować mnie mocno w usta. Po chwili jego pocałunki zeszły na szczękę, sunął ustami do mojego pępka, który pocałował.
- Taka idealna. - powiedział zatrzymując się przy moich majtach. Pocałował mój wzgórek łonowy po czym zdarł moje majtki.
- Były od Victorii – jęknęłam patrząc na moją ulubioną bieliznę.
- Nie będzie ci przykro po wszystkim. - puścił mi oczko.
Przejechał językiem po mojej waginie, a ja westchnęłam głośno. Chłopak podniósł głowę spomiędzy moich nóg i spojrzał na mnie, by zobaczyć moją reakcję. Uśmiechnął się złośliwie i powtórzył swój ruch. Jęknęłam głośno gdy wsadził język w moją pochwę. W moim podbrzuszu zaczęło latać miliony motyli.
Chłopak pieprzył mnie swoim językiem, a ja dusiłam w sobie jęki. Moja klatka ruszała się bardzo szybko. Jedną rękę zacisnęłam na pościeli a drugą docisnęłam głowę Nialla do mojej kobiecości. Blondyn zaśmiał się wywołując wibracje, które doprowadził mnie do jeszcze większej ekstazy.
Przerwałam mu zabawę nim zaczęłam dochodzić. Teraz to ja byłam na górze a chłopak jedynie szczerzył się do mnie. Skradł mi szybkiego całusa. Ścisnęłam jego penisa przez bokserki. Zaczęłam go pompować do puki nie stanął na baczność.
- Teraz już oboje jesteśmy gotowi więc...- uśmiechnął się złośliwie po raz kolejny obracając nas. Znów znajdowałam się pod nim. Niall ściągnął bokserki i wbił się we mnie, uprzednio zakładając gumkę, w tym samym czasie zagłuszając mój jęk pocałunkiem. Zaczął się we mnie poruszać, dyszałam głośno. Ręce Nialla wylądowały po bokach mojej głowy.
Czułam rosnącą ekstazę w moim brzuchu.
- Niall...-jęknęłam głośno imię mojego chłopaka.
- Dojdź dla mnie skarbie. - wyszeptał do mojego ucha. Moje plecy wygięły się w łuk gdy dostałam orgazmu równo z chłopakiem. Opadliśmy na łóżko. Chłopak wyszedł ze mnie i wyszedł do łazienki. Po chwili wrócił już bez gumki i położył się do mnie przysuwając mnie bliżej swojego ciała.
- Kocham cię. - wyszeptał całując mnie w czoło.
- Ja ciebie też kocham. - przymknęłam oczy zmęczona seksem. To było po raz pierwszy jak usłyszałam to do Nialla. Teraz mogłam być pewna jego uczuć. Uśmiechnęłam się wtulają się w jego ciało. Splotłam nasze nogi.
- Drzemka po seksie?
- Zawsze i wszędzie. - mruknęłam.

***
Poczułam jak palce Nialla rysują wzorki na moim ramieniu. Uchyliłam lekko powieki i odwróciłam się do chłopaka. Skradł mi szybkiego całusa. Blondyn chwycił mnie w talii i przysunął do siebie, zmniejszając dystans między nami do zera. Przypomniałam sobie, że jestem totalnie naga, natomiast Niall zdążył założyć na siebie bokserki.
- Niall, chcę swoją bieliznę. - jęknęłam czując, że moje policzki zalewa róż.
- Mam tylko stanik. - uśmiechnął się szelmowsko.
- Proszę cię...
- Dobrze. - wstał z łóżka. Strzelił moim czerwonym stanikiem w moją stronę. W momencie znalazł się na mnie, zasłaniając piersi. Chłopak zaczął szukać bielizny dla mnie. Po chwili podał mi szorty od koszykówki, w który spałam ostatnią noc.
- Dziękuję. - założyłam je pod kołdrą. Wstałam na równe nogi i skrzywiłam się lekko czując ból między nogami. Niall się zaśmiał z mojej miny.
- Ze mną miałaś pierwszy raz? - zapytał.
- Kto jak kto, ale ty powinieneś wiedzieć, że nie tylko dziewice krzywią się z bólu po seksie. - posłałam mu kpiącą minę.
Na twarzy chłopaka dalej malował się pytajnik.
- Ugh. Dawno tego nie robiłam, a ty do małych nie należysz. - burknęłam starając się iść w miarę normalnie.
- Puki co nikogo nie ma, chodź jak ci pasuje. Jestem w kuchni. - rzucił Niall wychodząc z pokoju.
Szłam w pingwini sposób ale niestety nadal bolała mnie dolna część ciała. Jęknęłam.
- Nia...-zawahałam się przez chwilę. - Niall! - krzyknęłam.
Chłopak przyszedł. Spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem. Niall podszedł do mnie i wziął mnie na ręce w stylu panny młodej. Kurczowo trzymałam się jego szyi gdy schodził po schodach. Zatrzymał się by podrzucić mnie lekko. Dzięki temu Niallowi był nieco wygodniej. Pisnęłam cicho, gdy mnie poprawiał. Niebieskooki posadził mnie na stołku i zaczął robić śniadanie. Po chwili przede mną stała ogromna góra kanapek.
- Wooow, zjemy to wszystko?
- Tak. - uśmiechnął się zabierając talerz do salonu. Wrócił po mnie by przenieść mnie na kanapę.
- Przecież będę normalnie pełna na cały dzień.
- Zjemy wszyściutko. - wyszczerzył zęby a ja już wiedziałam o co mu chodzi. Mina mi zrzedła gdy zrozumiałam, że góra tych kanapek za istniała przede mną tylko z powodu jebanej anoreksji, którą niegdyś miałam.
- Niall, nie możesz kontrolować tego co jem i jak jem. - westchnęłam. - Wiem ile mam minimalnie zjeść, ale opychanie się nie jest dobre.
- Spokojnie, przecież w tym domu mieszka jeszcze jedna osoba, która ma spust jak ja. Teraz patrz. - chłopak się zaśmiał. - Blair! Śniadanie!
Usłyszałam tupot nóg, które zbiegały po schodach. Dziewczyna weszła do salony z telefonem podtrzymywanym przez ramię i talerzem w ręce.
- Żartujesz sobie?! - powiedziała do telefonu. - Nie? Jesteś tępy. - burknęła. - Duh? Tak, ale powiedziałam ci. - nie miałam zielonego pojęcia o czym rozmawia przez telefon ale wyglądało to komicznie. - Nie...powiedziałam ci, masz być na miejscu o ósmej. - burknęła i zaczęła nakładać kanapki na talerz. Po chwili jedna trzecia tej góry znalazła się na talerzu dziewczyny. - Harry?! Ugh. Pa. - mruknęła do telefonu. - Następnym razem bądźcie ciszej, chyba że pozwalasz mi się wyprowadzić do Harrego. - powiedziała szybko.
- No weź bez przesady.
- Niall, o boże Niall. Dojdź dla mnie. - zaczęła naśladować moje i jęki chłopaka. - Chociaż i tak byłaś najciszej z tych wszystkich panienek co tu były.
- Blair.
- Zmień pościel. - nakazała wychodząc z pokoju wraz ze swoim talerzem.

- Ma okres. - Niall przetarł twarz dłońmi. - Zawsze się wtedy tak zachowuje.

Przepraszam że tak długo ale tak jakby mi się wakacje przedłużyły bo samochód się zepsuł i mieszkałam sobie w jakiejś dziurze.

To jest mój pierwszy opis stosunku więc bez hejtów i btw. Proszę o komentarze PLISSS

piątek, 11 lipca 2014

Rozdział 51

Ważna notka dotycząca tygodniowej przerwy.

- Jesteśmy. – oznajmił blondyn wysiadając z samochodu.
Wysunęłam nogi w auta, gdy otworzył mi drzwi, po czym wysiadłam z samochodu.
- Co to za miejsce?
- Nie wiem jak to nazwać. Generalnie, to jest taki chory park rozrywki, wszystko jest tu zrobione z "jedzenia" – pokazał cudzysłów.
- A jesteśmy tu bo…
- Mam darmowe wejściówki. – wyciągnął bilety.
Super romantycznie Niall, ty to umiesz zadowolić kobietę. Powstrzymałam się od ciętego komentarza na ten temat. Blondyn pociągnął mnie w stronę kas. Przeszliśmy przez bramę, po czym dostaliśmy się pod wielką mapę parku. Zaczęłam się rozglądać na wszystkie strony, gdy Niall studiował mapę.
- Czuję się jak w teledysku Katy Perry, Califonia Girls. – uśmiechnęłam się.
- To dobrze czy źle?
- Zajebiście. – spojrzałam na mapę. – Patrz na to. – pokazałam palcem na kamikaze.
- Niech będzie.
Splotłam nasze palce razem i ruszyliśmy w stronę karuzeli. Kolejka była mała, nawet nie było dużo osób, bo z tego co mówili, to największe tłumy są wieczorami. Zajęliśmy miejsce na samych przodach. Jako, że pierwszy raz weszła na Kamikazę zaczęłam lekko panikować.
- Może ja jednak wysiądę. – zaśmiałam się nerwowo.
- Nawet nie żartuj, będzie fajnie zobaczysz.
Przewróciłam oczami. Kraty się opuściły, odcinając mi drogę ucieczki. Powoli zaczęliśmy się bujać. Kiedy zaczynaliśmy być na dość dużej wysokości zaczęłam piszczeń.
- Ja nie chcę, nie, nie, nie, nieeeeeee! – wydarłam się. Usłyszałam jak Niall się ze mnie śmieje.
Gdy byliśmy do góry nogami, zaśmiałam się z faktu, że mam rozpuszczone włosy. Zamiatały sufit kabiny. W końcu przestałam krzyczeć, po czym dołączyłam do Nialla i śmiałam się. Wysiadłam z karuzeli i lekko się zatoczyłam, jakbym była pijana. Czknęłam głośno.
- O mój boże. – jęknęłam narzekając na czkawkę.
- Nie podobało ci się?
- Ni…- czknęłam. – …eee.
Niall kazał mi poczekać na małej ławeczce po czym zniknął w tłumie ludzi. Zaczęłam się rozglądać za innymi atrakcjami ciągle czkając. Podskakiwałam na ławce pod wpływem skurczów przepony, które doprowadzały mnie do szału. Po chwili pojawił się Niall z małą butelką wody. Cmoknął mnie w usta i dał butelkę. Wypiłam połowę, udało się, czkawka mi przeszła.
- Co teraz? – zapytałam.
- Filiżanki, rollercoster, gabinet luster, może być jeszcze przepłynięcie tunelem zakochanych.- powiedział a na jego policzkach pokazał się rumieniec.
Pocałowałam go w nos, po czym ruszyłam do kolejki na filiżanki.

***
Na niebie było widać już gwiazdy, cały park był pięknie oświetlony, a ja śmiałam się z Nialla, że uroczo wygląda na tle tych wszystkich lampionów w kształcie babeczek. Fuknął niezadowolony. Pokazałam mu język robiąc zdjęcie telefonem.
Byłam wyczerpana jeżdżeniem na karuzelach, więc postanowiliśmy pochodzić między namiotami. Byliśmy już w salonie gier, gabinecie luster. Teraz po prostu chodziliśmy alejkami w miasteczku, by potem udać się spokojnie na kolację do restauracji w tym parku. Zatrzymałam się przy jednym kramie widząc super ekstra pięknego pingwina. Strasznie mi się spodobał. Jednak Niall popatrzył chwilę na przytulankę po czym pociągnął mnie do restauracji.
Zajęliśmy miejsce przy oknie na dwóch dużych kanapach. Podeszła do nas kelnerka, trzepocząc rzęsami do Nialla. Dziewczyna chyba zupełnie nie robiła sobie nic, z tego powodu, że siedzę tuż obok mojego chłopaka.
- Mogę przyjąć twoje zamówienie. - zapytała Nialla.
- Omlet owsiany z dżemem nisko słodzonym, - blondyn utrzymywał ze mną kontakt wzrokowy ignorując nadętą blondynkę. - dla mnie naleśniki z czekoladą. Chcesz coś do picia? - zapytał.
- Wodę niegazowaną prosto z lodówki. - I zero nadętych kelnerek. Dodałam w duchu.
- W takim razie dwa razy woda niegazowana z lodówki. - Oddał jej menu.
Odprowadziłam tą idiotkę wzrokiem, aż za zaplecze, po czym wróciłam do Nialla. Chłopak się uśmiechał.
- Jesteś zazdrosna. - zauważył.
- Nie prawda. - splotłam ręce na piersi, opierając się o krzesło.
- Kłamiesz. - szybko przesiadł się obok mnie. Pocałował mnie w policzek. Położyłam głowę na jego ramieniu. - Zmęczona?
- Bardzo. - westchnęłam lekko przymykając powieki.
- Wytrzymaj jeszcze kolację i deser to pojedziemy do domu. - pocałował mnie w głowę. - Wstawaj bo idzie nadęta kelnerka. - mruknął mi do ucha. Jęknęłam otwierając oczy. Podniosłam się do pozycji siedzącej. Dziewczyna postawiła przed nami talerze i wodę. Gdy tylko odeszła od stolika odsunęłam swojego omleta od siebie i otworzyłam butelkę z wodą rozlewając ją do szklanek z lodem.
- Myślałęm, że lubisz omlety.
- I nie myliłeś się. - uśmiechnął się. - Ale to była wredna suk i bankowo napluła mi do jedzenia.
Niall jedynie pokręcił zrezygnowany głową, śmiejąc się pod nosem, i przysunął mi talerz z jego naleśnikami. Od razu chwyciłam za widelec i odkroiłam sobie kawałek.
- Poczekasz chwilę? - zapytał mnie blodnyn. - Muszę iść zadzwonić.
- Jasne. Zamówię jeszcze jedną porcję naleśników. - powiedziałam odprowadzając mojego chłopaka do drzwi restauracji. Powoli jadłam naleśniki, dopiero gdy skończyłam, przywołałam jakiegoś kelnera prosząc o jeszcze jedną porcję. Tym razem pozwolę zjeść ją Niallowi.
Blondyna nie było już od dwudziestu minut. Znudzona ciągłym czekaniem, wyciągnęłam telefon by przeglądnąć interakcje na Tumblrze i Twiterze.
W końcu Niall wrócił do stolika trzymając coś za plecami. Spojrzałam na niego jak na kretyna. Jedna z moich brwi wystrzeliła w górę patrząc na chłopaka podejrzliwie.
- Co ty kombinujesz.
- Bo wiesz. Jak mi się nudziło, to ustrzeliłem ptaka. - zaśmiał się wyjmując przytulankę zza pleców.
To był te pingwin, którego zobaczyłam w jednym z namiotów. Był śliczny.
- Dziękuję. - przytuliłam się do niego, chowając głowę w zagłębieniu jego szyi. - Zamówiłam ci drugie naleśniki.
Niall zjadł swoją kolację, postanowiliśmy pójść jeszcze do stołu szwedzkiego ze słodyczami. Kiedy zobaczyłam miskę pianek i fontannę z czekoladą oczy mi się zaświeciły. Patrzyłam na najlepsze połączenie smakowe w całym wszechświecie. Nałożyłam sobie bardzo dużo pianek na talerz. Oblizałam usta patrząc na mój deser.
- Winter nie za dużo tego nabrałaś? - zapytał Niall. - Będzie cie bolał brzuch.
- Spokojnie, to mało. - wypaliłam, wiedząc, że będę jeszcze chodzić po więcej.
- To się źle skończy. - mruknął pod nosem biorąc jabłko do ręki.
Przewróciłam jedynie oczami, lekceważąc słowa mojego chłopaka. Usiedliśmy z powrotem przy stoliku. Wzięłam jeden widelczyk i zanurzyłam piankę w czekoladzie, by następnie wsunąć ją do buzi. Podsunęłam talerzyk Niallowi.
- Spróbuj, są mega dobre. - powiedziałam uśmiechając się.
Chwyciłam piankę po czym wsadziłam ją chłopakowi w usta. Zaśmiał się jedynie przełykając smakołyk ustach.
- Dobre, ale wolę owoce w czekoladzie.
- Pfff... nie znasz się – burknęłam.
- O gustach się nie dyskutuje. - pokazał rząd śnieżnobiałych zębów.
- Ta, ta...- podniosłam się żeby napełnić swój talerz kolejną porcją pianek.
Siedzieliśmy jedząc nasze desery co chwila śmiejąc się z zdjęć na moim telefonie. Podczas wyjazdu na biwak zrobiliśmy naprawdę sporo fotek. Śmiałam się z fotografii przedstawiającej Loczka umazanego czekoladą, następna ukazywała mnie, jak jęczałam gdy jak Harry zakładał mi opatrunek na skaleczoną nogę.
Około godziny dziesiątej postanowiliśmy wracać do domu. Niall otworzył mi drzwi do jego samochodu. Zajęłam swoje miejsce. Chłopak okrążył samochód i usiadł za kierownicą.
- Idź spać. Przeniosę cię do domu. - powiedział troskliwie.
Posłałam mu jedynie zmęczony uśmiech. Oparłam głowę o szybę samochodu, po czym osunęłam się w krainę snów.

***
Obudził mnie, ostry ból brzucha. Moja głowa leżała na piersi Nialla, a chłopak otulał mnie ramieniem. Chciałam podkulić nogi, ale niestety nie było to możliwe, ponieważ musiała bym odsunąć się od niego, czego nie chciała robić.
Postanowiłam obrócić się na plecy aby nie przygniatać, mojego bolącego brzucha. Zamknęłam oczy, starając się pogrążyć w krainie snów, jednak kujące uczucie w brzuchu postanowiło o sobie przypomnieć niemal natychmiast. Podniosłam się z łóżka, zostawiając blondyna samego. Zeszłam powoli do kuchni.
Zapaliłam lampkę nad blatem kuchennym i wyciągnęłam apteczkę. Łyknęłam proszki na brzuch. Nastawiłam sobie wodę na herbatę. Usiadłam na wysepce podkurczając nogi pod klatkę piersiową. Dopiero wtedy zorientowałam się, że Niall mnie przebrał.
Miałam na sobie jego czarną koszulkę i bokserki. Zarumieniłam się na samą myśl, że widział mnie nago.
Czajnik pstryknął dając mi sygnał, że woda nadaje się do zalania herbaty. Wyciągnęłam biały kubek i woreczek z miętą. Nalałam do naczynia wody a potem przykryłam talerzykiem, aby zaparzyć napój.
Wróciłam do poprzedniej pozycji zwijając się kuleczkę na blacie kuchennym. Po kilku minutach chwyciłam za kubek i powoli zaczęłam pić jego zawartość, co chwila parząc sobie język. Po wypiciu herbaty postanowiłam wrócić do łóżka, jednak było jeszcze gorzej. Brzuch bolał mnie po słodyczach do tego stopnia, że nie mogłam się wyprostować.
Kretynka. Zganiłam się w głowie. Trzeba było iść zwymiotować. Przejdzie od razu. Jęknęłam głośno schylając się lekko. Na wymioty mi się nie zbierało, ale jeżeli faktycznie zwymiotuje to pozbędę się wszystkiego z brzucha.
Zaczęłam się bić z myślami, jednak wygrała myśl z wymiotowaniem, bo miałam serio dość tego bólu. Dostałam się do ubikacji. Usiadłam przed kiblem i westchnęłam ciężko, że robię rzecz, do której nigdy miałam nie wracać.
Wepchnęłam głęboko palce do gardła. Naciągnęło mnie w mocno, po czym zaczęłam wymiotować. Czystą ręką trzymałam swoje włosy, aby nie zostały ubrudzone kolacją i deserem.
Powoli opadałam z sił. Takie robienie twixa kończy się zawsze na spaniu. Wymiotowanie była naprawdę męczące, na dodatek zrobiłam to w przerwie między snem. Gdy wszystko co miałam w brzuchu wylądowało w ubikacji, musiałam się modlić by to piekło się skończyło. Najgorsze w anoreksji było tycie i smak żółtego płynu z żołądka.
Wyplułam ślinę do ubikacji i podniosłam się z ziemi. Nogi mi lekko dygotały. Wypłukałam swoje usta, po czym wyszczotkowałam je swoją szczoteczką, którą zostawiłam u Nialla w razie jakby co. Trzęsącymi rękami podpierałam się o białą umywalkę. Gdy skończyłam i podniosłam głowę w lustrze zobaczyłam mojego chłopaka.
Włosy blondyna opadały na jego niedobudzoną twarz, miał na sobie same szorty, przez co mogłam zobaczyć jego dobrze zbudowany brzuch. Odwróciłam się do niego. Stał i gapił się na mnie.
- Niall? - zapytałam, nie wiedząc o co mu chodzi.
- Dlaczego to zrobiłaś? - zapytał patrząc na mnie. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Nie mając siły stać na nogach usiadłam na ziemi. Niall w momencie znalazł się przy mnie. Wziął mnie na kolana i mocno przytulił.
- Winter, jesteś piękna, nie musisz się odchudzać. Słyszysz. - schował głowę w zagłębienie obok mojej szyi. - Nie odchudzaj się podobasz mi się taka jaka jesteś.
Teraz zrozumiałam. Niall myślał, że zwymiotowała, bo nażarłam się słodkiego i teraz niby zwymiotowałam aby nie przytyć. Przytuliłam się do niego lekko przymykając oczy ze zmęczenia.
- Ale ja...

- Shhhh – złączył nasze usta w pocałunku. Po raz kolejny przeszedł mi dreszcz po plecach, a w brzuchu zaczęło latać ogromne stado motyli. Chłopak oderwał mnie od siebie, i z powrotem zamknął w swoich ramionach. Zaczął lekko nami kołysać na boki powtarzając mi do ucha, że jestem piękna i mam w sobie nic nie zmieniać i się nie odchudzać. Zasnęłam mu w ramionach w łazience.

Hej kochani.
Nie wiem czy wiecie ale mamy jeszcze 2 rozdziały i epilog, ale spokojnie, będzie II część Violent, ale to było tak na marginesie.

Tak więc jadę na jachty, nie będzie mnie przez tydzień i przez tydzień nie będę pisać, więc jeżeli wrócę nie oczekujcie od razu rozdziału. To tyle w tej sprawie.

Słuchajcie proszę was o komentarze, bo to wygląda tak, że ślęczę nad rozdziałem kilka godzin albo dni, wy przychodzicie i czytacie. Pod ostatnim postem było tylko 12 komentarzy jak spokojnie dobijaliście po 12. Dla was komentarz to kilka sekund, a one dają bardzo dużą motywację do pisania. Nie błagam was o litanie, tylko dwa zdania. Mi wystarczy że napiszecie swój ulubiony moment rozdziału.

No nic, do zobaczenia za tydzień
Love ya
Śnieżka