niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdział 7

Nie potrafiłam się skupić na lekcji, nie dość że nie rozumiałam niczego co pojawiło się na tablicy, to jeszcze, bez przerwy myślałam o okropnej malince wykonanej przez Nialla. Miałam nadzieję, że moje ciemne loki zasłaniają ją wystarczająco i mogę spokojnie siedzieć na lekcji.
Za to Niall, robił wszystko tylko nie uważał, a jak trzeba było rozwiązać zadanie, raz rzucił okiem na tablicę i znał wynik. Do jasnej Anielki, dlaczego nie mogłam się urodzić ścisłowcem? To trochę niesprawiedliwe. Spojrzałam na tablicę i widziałam coś takiego: Bałwan + niebieski = stolik bo sarna kaszalot. Żadne wzory mi nie pomagały, to jest jakiś kosmos a nie kurde fizyka. Poddałam się zaczęłam rysować po marginesie zeszytu. Jeżeli zaraz nie zadzwoni dzwonek to ze świruję. Samo wyżywanie się na trzycentymetrowym pasku papieru nic nie dawało, więc zaczęłam stukać ołówkiem o blat ławki.
            Odchyliłam głowę do tyłu i spojrzałam na zegar umieszczony nad głową durnego zgreda który wykładał fizykę. Westchnęłam głośno i powróciłam do zabawy ołówkiem, dołączając do tego tupanie nogą. W moim zeszycie nie znajdowała się ani jedna kreska związana z obliczaniem czegokolwiek, cud w ogóle że dostałam to ‘a’ na matmie.
            Po chwili usłyszałam upragniony dzwonek oznajmujący że nie mam już lekcji i mogę sobie pomaszerować do domu. Wstałam z ławki i jednym zamachem wsunęłam wszystko do torby. Wyszłam z Sali, na nieszczęście koło mnie pojawił się Niall.
- Czego nie rozumiesz? – zapytał zbijając mnie z tropu.
- Nie wiem o co ci chodzi. – wypaliłam.
- Fizyka, widziałem, że nic nie rozwiązałaś.
- Masz huśtawki nastrojów jak kobieta w ciąży. – jego oczy pociemniały w momencie więc przestałam się odzywać.
- Nie przeginaj. – wysyczał przez zaciśnięte zęby.
- Wszystkiego. – powiedziałam.
- Fizyka jest prosta. Chodź wytłumaczę ci, a potem pójdziemy do klubu. – pociągnął mnie za rękę w stronę swojego samochodu.

***
Od półtorej godziny siedziałam na krześle w cichej bibliotece razem z Niallem, który usiłował wytłumaczyć mi fizykę, która nadal była dla mnie czarną magią. Westchnęłam ciężko po czy po raz kolejny spojrzałam na podręcznik.
- No i łapiesz coś? – zapytał w końcu.
- Chyba … – skłamałam, na co on popatrzył groźnym wzrokiem. – nie, nie łapię.
- Dobra, - przysunął się na stołku i wziął mnie na kolana, nawet nie próbowałam protestować, bo po tym jak po raz kolejny zrobił mi malinkę, zaczęłam się go bać. Po raz kolejny zabrał się za tłumaczenie czegoś co wzięło się z kosmosu. – Czy do tego momentu rozumiesz?
- Nie…skąd masz to 45. – wypaliłam.
- Przekształcasz wzór. – powiedział spokojnie.
- Co? Jak się tak nie bawię. – odsunęłam zeszyt od siebie i splotłam ręce na piersi, po czym wydęłam usta.
- No nie obrażaj się na kartkę papieru. Spróbuj sama, może ci wyjdzie. Zaraz coś wymyślę. – powiedział i zaczął pisać zadanie tekstowe. Po chwili oddał mi kawałek papieru i kazał rozwiązać. Super. Czuję się jak dziecko z podstawówki, jak zasad fizyki z gimnazjum nie znam a on wymaga ode mnie cudów na kiju. 
            Wzięłam długopis do ręki i zaczęłam obliczać nie wiadomo co, po chwili stwierdziłam, że chyba dał mi coś prostego do rozwiązania, bo źle mi nie poszło.
- 69. – wypaliłam.
- Jak proponujesz. – zaśmiał się a ja poczułam jak moje policzki oblewa rumieniec.
- Ej! – trzepnęłam go w ramię. – Specjalnie coś takiego ułożyłeś.
- Może tak, może nie. – co mu się dzieje, nie może być normalny? – Dobra, teraz pobawimy się w duże liczby dobra? – Usiadł przy kartce i zaczął najpierw coś liczyć na palcach a potem postanowił ułożyć ćwiczenie. Wygodnie na jego kolanach nie było, a już to że opierał brodę o moje ramię, było dość nieprzyjemne. Dał mi długopis do ręki a swoje dłonie umieścił na mojej talii.
- Przestań. – fuknęłam.
- Nie. – zaprotestował jednym słowem dając mi do zrozumienia, że nie mam o czym dyskutować. No cóż, niby zadanie nie trudne ale musiałam użyć kalkulatora, bo faktycznie wynik wyszedł spory.
- 169 518 511 – powiedziałam.
- Dobrze, a teraz pobaw się w kryptologa. Zgadnij co napisałem na tej kartce. – coś mi się wydawało że nic normalnego.
- Albo nie, powiem ci ma być tak 16, 9, 5 , 18, 5, 11. Każda cyfra to kolejna litera alfabetu. Czyli 1 to A.
- Super. – przewróciłam oczami i zaczęłam skrobać na kartce. – Nie napiszę tego . – wypaliłam kiedy zrozumiałam co to jest.
- Bo co? – zapytał.
- Bo wszystko sprowadzasz do podtekstu seksualnego. – odparłam.
- Albo nie chce ci się tego rozwiązywać, nie mów że jesteś taką kretynką.
- Nie jestem, wiem co jest tu napisane.
- No to powiedz.
- Nie.
- Nie wiesz. – zaśmiał się.
- PIESEK. Zadowolony? Napisałeś PIESEK. – poddałam się.
- Tak źle było?
- Tak. Jestem głodna, chodźmy stąd. – poprosiłam.
- Jak sobie życzysz kangurku. – wstałam z niego. Chwyciłam swoją torbę i przerzuciłam przez ramię. Wyszliśmy spod gmachu biblioteki miejskiej i ruszyliśmy uliczkami. Uwielbiałam chodzić dróżkami z kostki brukowej między wysokimi budynkami, najlepiej w Chorwacji, Grecji albo we Włoszech.
- Poczekaj sekundę. – poprosił Niall i zniknął mi z pola widzenia. Powoli podeszłam do jednego z stoisk ustanowionych na zewnątrz sklepu i rozglądnęłam się na wszystkie strony. Nikt nie szedł więc wzięłam jabłko do ręki, czy miałam wyrzuty sumienia? Nie, już nie raz kradłam, drobne rzeczy, a jabłko to nic. Wróciłam na miejsce gdzie zostawił mnie Niall i wbiłam zęby w jabłko. Po chwili chłopak wrócił z Frappe.
- Zostawiłeś mnie i poszedłeś kupić sobie kawę mrożoną? – udałam obrażoną.
- No można powiedzieć, ze zaświeciłem oczkami do sprzedawczyni. – aha czyli zrobił to samo co ja z jabłkiem.
- A ty masz jabłko skąd? – też był ciekawy.
- Wiesz nikt nie stał przy stoisku.
- Kangurek w akcji, ciekawie by się to oglądało. – powiedział i przyczepił się do słomki, nagle naszła mnie ochota na kawę. Zrobiłam maślane oczka do chłopaka. Przez chwilę patrzył zastanawiając się o co mi chodzi.
- Nie ma mowy, sam sobie ją załatwiłem, nie dam ci.
            Zrobiłam naburmuszoną minę, i odwróciłam się do niego plecami splatając ręce na piersi. Wiedziałam że chłopak bije się z myślami, czy dać mi frappe, czy też nie. Usłyszałam głośne westchnięcie.
- Dobra masz. – wyciągnął plastikowy kubek w moją stronę.
- Dziękuję. – uśmiechnęłam się słodko i przypięłam się do słomki.

***
Stałam przed lustrem zastanawiając się czy tak mogę iść do klubu. Wiadomo że alkohol będzie, i wiele napalonych zboczeńców też, no cóż powiedzmy że kręciłam się w tych klimatach i wiem co się dzieje w zatłoczonych klubach. Wyglądałam dość seksowanie, lubiłam czarny kolor, a jak pobawiłam się makijażem, wyglądałam jak seks bomba. Buty na koturnie, kiecka w pióra, w szafie wyglądała jak badziew ale jak dobrałam odpowiednie dodatki wyglądała zabójczo. Włosy lekko podkręciłam na lokówce.
            Zbiegłam na dół i ruszyłam do domu Nialla gdzie była umówiona z Blair, za pewne Harry właśnie dawał jej korki, ale blondynka oznajmiła że chce wiedzieć jak idę do klubu. Weszłam bez pukania, bo kilka krotnie dostałam ochrzan od Blair, że jej się nie chce za każdym razem podnosić dupy z kanapy i mam wchodzić jak jest otwarte.
            Ruszyłam do kuchni gdzie spodziewałam się zastać przyjaciółkę, nie myliłam się.
- Hejka, jak wam idzie?
- Hej Winter. – przywitali się chórem.
- Zostały jej dwa ćwiczenia, jak dobrze jej pójdzie to będziemy gotowi za piętnaście minut. – Blair popatrzyła na mnie wściekła, stała za Harrym więc chłopak nie widział jak ciska we mnie piorunami. No tak sama ją wkopałam w korki z matmy z której jest dobra.
            Usiadła przy stoliku i zaczęła kreślić coś po kartce, po chwili wstała ze stołka i oddała Harremu.
- Mieliśmy to na lekcji. – wypaliła jak gdyby nigdy nic i pociągnęła mnie za sobą do swojego pokoju. Minęłyśmy na schodach Nialla który aż się obrócił żeby na mnie spojrzeć, mówiłam ż jestem seksi dupa.
- Boże , udawanie debila to jest trudniejsze niż się wydaje. – powiedziała. – Nie wiem gdzie mam postawić błąd tak żeby nie wyjść na totalną idiotkę. – wypaliła.
- Spokojnie, nie połapie się, a ty spędzisz z nim dużo czasu. – zaśmiałam się. – Co ubierasz?
- Nie wiem właśnie nie wiem…może to?
- Winter! – Niall krzyknął z dołu.
- Jedziemy na dwa samochody?
- Tak. – powiedziała.
- O boże, nie chcę.
- Nie jest taki zły. – powiedziała. – Żyję z nim już 17 lat, i jakoś się trzymam. – pokazała kciuki w górę.
- No super. – zaśmiałam się i zeszłam na dół.

            Chłopak czekał na mnie przy drzwiach, miał na sobie skurzaną, kurtkę, białą koszulkę, rurki i białe supry, no i włosy standardowo postawione do góry. Wyglądał nieziemsko. O kurwa ja się do tego przyznałam?!



Mam mocne wrażenie, ze ten rozdział jest taki nijaki, nie wiem, boże, nudny, chyba się w nim nic nie dzieje, u góry zdjęcie jak byłą ubrana Winter. Przypominam o asku i dodaję zakładkę z moim Twitterem jakby się chciał ktoś skontaktować czy coś, niech was nie zwiedzie nazwa, to nie konto Winter, tylko moje XD. I jeszcze mój tumbr i znów niech was nazwa nie zwiedzie bo tumblrer jest mój a nie Winter :*
Buziaki do następnego

środa, 15 stycznia 2014

Rozdział 6

Beep Beep Beep. To chyba jakiś żart. Nie chcę wstawać, kolejny dzień tego popapranego życia. Westchnęłam głośno i zaczęłam krzyczeć w poduszkę, że nienawidzę tego świata, że chcę spać i że szkoła jest popierdolona, i że chcę do Dana. Po wyżaleniu się mojej kochanej przyjaciółce – poduszce, poczułam się lepiej. Usiadłam na łóżku, po chwili zaczęłam schodzić po drabince z budowli gdzie było umieszczone moje łóżko. Doczłapałam do szafy i zaczęłam szukać czegoś do ubrania. Ja jak to ja musiałam zrobić sobie coś w kolano, więc obowiązkowo na nogę nasunęłam stabilizator, a żeby go ukryć zaczęłam szukać jakiś spodni które zasłonią to durne urządzenie.
            Niestety przegrałam walkę z ukrywaniem kontuzji kolana. Założyłam rurki a na nie stabilizator, innego wyjścia nie miałam. Wygrzebałam bluzkę w różowo czarne paski, na szybko ułożyłam loki i zabrałam na ramię torbę.
            Maszerowałam chodnikiem, nastawiając twarz do słońca, które jest tutaj rzadko, a widziane  szczególnie w zimie. Czarny samochód zwolnił i zatrzymał się obok mnie. Szybą się odsunęła i zobaczyłam nikogo innego jak Nialla i Blair.
- Wskakuj.
- Ładna pogoda, przejdę się. – wypaliłam nie chcąc spędzać czasu z blondynem.
- Oj Winter nie marudź. – zaśpiewała Blair. Szłam tak kilka minut do puki nie skapitulowałam i wsiadłam na tyły samochodu.
            Ciekawe na kiedy Blair umówiła się z Harrym. Chciałam aby zdała mi całe sprawozdanie, bo po tym jak wczoraj odłożyła słuchawkę przepiszczałyśmy piętnaście minut i potem Blair musiała się zmywać bo jest późno, kłamała było około 18.00.
            Wysiadłam z samochodu i mała blondynka zdążyła już gdzieś wyparować, zostawiając mnie na pastwę swojego brata. Dzięki Blair, też cię kocham. Niall wziął mnie pod rękę za co chciałam go zabić, ale opanowałam emocje.
- Idziesz dzisiaj do klubu wieczorem, razem ze mną.
- To nie było pytanie, prawda?
- Ależ oczywiście że nie.
- Super, skaczę z radości.
- Widzę kangurku.
- Z której strony ja ci przypominam kangura.
- Z lewej. – odparł głupio. – Co masz teraz.
- Matematykę, a potem angielski jeśli to chcesz wiedzieć, a do tego dorzucimy bonusa w postaci fizyki więc pewnie już się cieszysz na myśl, że znów poprzeszkadzasz mi na lekcji której zupełnie nie rozumiem. Coś jeszcze chcesz wiedzieć? – zapytałam podirytowana.
- Masz okres?
            JA.GO.ZA.BI.JĘ.
- Ugh! – warknęłam, po czym poprawiłam torbę na ramieniu i ruszyłam w stronę Sali matematycznej. Zajęłam swoje miejsce obok Styles’a od którego miałam zamiar wyciągnąć informacje na temat jego korków z Blair.
- Siema smarku. – tak samo mówił do mnie Dan. – Jak tam matematyka.
- Świetnie, dwa zadania z pięciu wyszły mi dobrze, a właśnie, dzwoniłeś do Blair?
- Tak. – pokiwał głową.
- I?
- I…
- Harry ja chcę informacji. – trzepnęłam go w ramię.
- Dobra, dobra, tylko nie bij, dzisiaj po południu idę z nią do mnie a potem dołączymy do was w klubie. Wiesz, zapowiada się ostry melanż.
- Diabeł w postaci aniołka, już widziałam to połączenie. – zaśmiałam się.
- Wątpię, jestem jedyny w swoim rodzaju.
- Jakiś ty skromny. – zaśmiałam się i wlepiłam wzrok w tablicę.
            On się zachowuje, i mówi jak Dan. Jego drugie wcielenie, jak boga kocham. Dzięki ci za to, klękam przed tobą, panie nieba, stworzycielu tego pojebanego świata, stokrotne ci dzięki.
            Pani oznajmiła, że ten kto pierwszy wykona zadanie dostanie ‘a’. Kusząca propozycja ale to nie wypali. Zaczęłam szybko liczyć, w końcu doszłam do pewnego momentu i zapomniałam tabliczki mnożenia, ostatnie działanie jasna cholera a ty mózgu zapominasz takich rzeczy.
- 7 x 8? – zapytałam Harrego.
- 56. – powiedział nie zastanawiając się.
            Odłożyłam długopis i podeszłam do biurka. Zawsze warto próbować. Pani popatrzyła na mnie wzrokiem mówiącym Jesteś głupia, tylko ja potrafię to obliczyć. Kobieta zaczęła patrzeć a obliczenia. Po chwili wstała od biurka.
- Koniec czasu, ‘a’ otrzymuje Winter. – zatkało mnie.
            Troszkę oszołomiona usiadłam w ławce, kiedy Harold umierał ze śmiechu. Ja dostałam ‘a’ z matematyki, chyba pierwsze w  życiu. Całą lekcję byłam oszołomiona, dość widocznie.

***
            Stałam oparta o moją szafkę i bawiłam się telefonem. Wyrzucałam zdjęcia motoru które wysłała mi matka Dana, po nie wiadomo jakiego grzyba. Po chwili koło mnie zmaterializował się Niall.
 - Cześć skarbie.
- aha. – rzuciłam niedbale z nad telefonu.
- Gotowa na fizykę i 45 minut z nieziemskim chłopakiem.
- Zawsze i wszędzie. – chciałam go spławić, założyłam włosy na jedno ramię.
            Nagle chłopak stanął tuż przede mną. Tak jak na imprezie. Od razu moja odwaga postanowiła się jebać, i zostawiła mnie samą w towarzystwie mojego kumpla – strachu. Niall przycisnął mnie do szafki.
- Kto by pomyślał, że jeden krok do przodu i zmienisz nastawienie do danej osoby. – szepnął mi do ucha. Przełknęłam głośno ślinę. Dopiero teraz zauważyłam, że nikogo nie ma na korytarzu. O w ciapkę. Poczułam usta na swojej szyi, o nie! Nie chcę kolejnej malinki! Położyłam dłonie na piersi chłopaka, ale od razu zainterweniował, złapał moje nadgarstki nie dając mi się ruszyć i zassał skórę na szyi. Pięknie. Dmuchnął w świeżą malinkę i odsunął się aby spojrzeć z dala na swoje dzieło.

- Świetnie, od razu lepiej, teraz chodź, jesteśmy spóźnieni. – pociągnął mnie za nadgarstek do Sali fizycznej.



Rozdział krótki i nie narzekać, sami trujecie mi dupę (wybaczcie za wyrażenie). Dodałam tyle ile mogłam, uprzedzam, nigdy nie dodaję rozdziałów dwa razy dziennie, to dla tych co się notorycznie pytają. Jeżeli dacie mi więcej czasu, rozdział będzie dłuższy i ciekawszy, ten napisałam w 20 minut i jest do dupy, co ewidentnie widać. Nie oczekuję tygodnia tylko dwóch-trzech wolnych wieczorów. Jak mi dobrze pójdzie to będzie szybciej. Przypominam o asku i pytań do bohaterów bo często pojawiają się bardzo ważne odpowiedzi, ze dwie już takie są. Oraz jakbyście chcieli do mnie napisać to to jest mój numer GG: 48102834

Oraz informacja do mojej kochanej przyjaciółki, słuchaj w szkole a nie zawracaj dupę wieczorem kiedy się uczę.

Dziękuję za uwagę.

wtorek, 14 stycznia 2014

Rozdział 5

Jak zwykle musiałam gdzieś odpłynąć na lekcji, a właściwie do kogo. Do Horanów. Nie rozumiem jak można być tak podobnym i innym jednocześnie, różnica w zachowaniu, podobieństwo w wyglądzie i mowie, chociaż Niall ma bardziej cięty język, nie to co Blair. Prosty styl ubierania, można by było posądzić że są bliźniakami, ale jednak była ta różnica dwóch lat.
- Winter, co przed chwilą powiedziałam? – zapytała chemiczka wyciągając mnie z rozmyślań.
- Eee…
            Niall zaczął się śmiać, co za chamstwo, prawda była taka, że nie miałam zielonego pojęcia co kobieta wykładała kilka minut temu.
- W takim razie powiedz mi coś o podtlenku azotu. – boże, ale kara, wiem o wiem wszystko.
- Z punktu motoryzacji czy chemii? – zapytałam jak gdyby nigdy nic.
            Cała klasa zwróciła się w moją stronę, boże, co oni mają z tym patrzeniem się na mnie, przecież grzecznie zapytałam co mam powiedzieć.
- Obojętne.
- No to tak, Tlenek diazotu  N2O to nieograniczony związek chemiczny z grupy tlenku azotu, w którym azot jest na formalnym stopniu utlenienia I.  W rzeczywistości atomy azotu są nierówno cenne i związek ten może być traktowany jako azotek i tlenek azotu(V). W temperaturze pokojowej jest to bezbarwny, niepalny gaz o słabej woni i słodkawym smaku. Temperatura topnienia −91 °C, temperatura wrzenia −88 °C.
            Natomiast w motoryzacji podtlenek azotu jest znany jako Nitro lub NOS czyli Nitrous Oxide Systems. Podtlenek azotu jest też stosowany w tuningu samochodowym. Jest on wtryskiwany do układu dolotowego lub bezpośrednio do cylindrów, co umożliwia gwałtowne zwiększenie ilości spalanej mieszanki i powoduje chwilowy wzrost mocy silnika. Efekt jest natychmiastowy, jednak użycie może być tylko krótkotrwałe, ze względu na wytrzymałość silników. – zakończyłam swój wywód. Cała klasa patrzyła na mnie z niedowierzaniem.
- Widzę że interesujesz się motoryzacją. – powiedziała kobieta.
- Prędzej bym powiedziała że lubię chemię. – sypnęłam.
- To polecałabym ci na niej uważać. – oznajmiła i wróciła do gadania o protonach i elektronach.
- Widzę ze dobra jesteś w te klocki. – szepnął poważnie blondyn.
- Uwierz mi, nie chcę wiedzieć takich rzeczy.
- Nie rozumiem.
- I nie zrozumiesz. – oznajmiłam i zaczęła przepisywać notatki z lekcji.

***
Zostałam posadzona na stołku w stołówce. Od pół godziny jęczałam, że chcę sama chodzić, że nie musi mnie nosić, przecież go ‘prosiłam’ prawda. Chłopak postanowił pójść po żarcie kiedy ja skręcałam się z nudów na stołku. Zaraz umrę. Po chwili wrócił w towarzystwie Blair i reszty jego paczki. Chłopak mnie podniósł, zajął miejscy na krześle i usadowił sobie, mnie na kolanach. A że nie były najwygodniejsze na świecie co chwilę zmieniałam pozycję. Niall zawzięcie rozmawiał z Harry. Tak w ogóle powinnam podziękować blondynowi za przestawienie mnie. Brawa dla Nialla.
            Usiłowałam nawiązać kontakt z Blair która odpłynęła na planetę kocham Harrego Stylesa i patrzyła tyko na niego. Chyba była mocno zakochana w tym chłopaku. Gwar przy naszym stoliku przerwała piosenka Baby. Kiedyś Dan ustawił mi ją na dzwonek a ja dla beki ją zostawiłam. Zupełnie zapomniałam o telefonie który tkwił w spodniach Nialla.
- Oddasz mi go? – wyciągnęłam otwartą dłoń do Nialla.
            Niebieskooki wręczył mi komórkę do ręki. Odebrałam połączenie.
- Hej Winter. – usłyszałam w telefonie matkę Dana.
            Rodzice mojego przyjaciela byli niesamowicie wyluzowani, wszyscy mogli zwracać się do nich po imieniu bez żadnych konsekwencji. Byli super. Zawsze pozwalali Danowi na wszystko i potrafili namówić moich rodziców na coś, na co nigdy w życiu by się nie zgodzili.
- Hej Curly! – przywitała m się z kobietą.
-Skarbie, tak jak mówiłam, motor Dana będzie za jakiś miesiąc…
- Mówiłam ci żebyś go nie wysyłała. – oparłam się łokciem o stół a drugą ręką podtrzymywałam grzywkę, która opadała na moje czoło.
- Motor jest już na promie, nie cofnę tego nawet jakbym chciała, a i jeszcze coś się stało z cylindrami…
- Dobra posprawdzam jak będę miała trochę wolnego, coś jeszcze?
- Posprawdzaj go bo ogólnie jakoś tak dziwnie chodzi od miesiąca.
- Może, złe paliwo?
- Coś jest jeszcze z olejem. – oznajmiła, kiedy wyciągałam kartce i zaczęłam notować co dzieje się z Ducati Dana.
- To pewnie będę musiała sprawdzić panewki. – zapisałam w zeszycie.
- Jest coś jeszcze z komorą sprężenia.
- Spoko. Oczyścić…głowicę…-mówiłam notując – i denko tłoka.
- A z resztą co ja ci będę mówić, zastał się za pewne bo od wypadku raz Carlos się na nim przejechał, to było jakiś tydzień temu.
- Dziwię się, ze go odpaliliście, akumulator mógł paść.
- A niee, Carlos musiał odpalać go od samochodu.
- Tak myślałam. Dobra kończę, jak przyjedzie to zrobię mu gruntowny przegląd. – skłamałam. Ja + motor = Winter spierdala gdzie pieprz rośnie.
- Dobrze nie przeszkadzam ci. – usłyszałam sygnał zakończonej rozmowy.
            Kiedy się rozłączyłam zadzwonił dzwonek na lekcję. Ulga.

***
Na matematyce siedziałam z Harrym, dzięki bogu jakieś urozmaicenie. Bo zajmowanie krzesła obok Horana na trzech przedmiotach to przegięcie.
Notowaliśmy wszystko co było na tablicy po czym kazano na m rozwiązać zadanie.
- Nie cierpię matematyki. – jęknęłam usiłując wykonać obliczenia.
- Gorszy angielski.
- Nie prawda. Tam nawet mózgu nie trzeba używać.
- Matematykę wystarczy zrozumieć.
- Właśnie. – zaśmiałam się. – Ja je nie rozumiem.
- Popatrz. – chłopak przybliżył się do mnie i zaczął tłumaczyć działanie. Po chwili coś zaczęło mi świtać, niestety dalej byłam na końcu ciemnej otchłani zwanej matematyką. Teraz każde działanie Styles pokazywał mi jak je wykonać. Nareszcie ktoś kto to ogarnia. W końcu chciałam wykonać sama zadanie i zaczęłam obliczać, o dziwo wyszło mi dobrze. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Mój sukces nie trwał długo bo kolejne zadanie zawaliłam. Oparłam głowę o rękę.
- To się nigdy nie uda.- jęknęłam a Harry się zaśmiał i zaczął mi tłumaczyć jak coś wykonać.
            Całą lekcja trwała przyjemnie, Blair miała racje, on jest bardzo miły i w ogóle, no to o tam mówiła, ale na szczęście mnie nie pociąga bo blondynka by mnie zabiła. Gdy zadzwonił dzwonek wstałam z ławki i powoli ruszyłam na korytarz. O dziwo dałam radę iść i się nie krzywić. Kulałam, ale chodziłam. Postęp. Wsadziłam rzeczy do szafki i zauważyłam Harrego.
- Styles! – zawołałam do chłopaka.  
            Brunet podszedł do mnie a ja oparłam się o szafki.
- Słuchaj jest taka mała sprawa…

***
- Jak mogłaś! – krzyknęła na mnie Blair.
- Ale o co ci chodzi? – zapytałam siedząc na łóżku u siebie w pokoju. Od ponad godzin nudziłam się jak pies a blondynka wpadła wkurzona na całego do mnie do pokoju.
- Umówiłaś się z Harrym, przecież wiedziałaś! – krzyknęła.
 - Wcale się z nim nie umówiłam.
- To co mu dawałaś.
- Tak z innej beczki…- ominęłam pytanie. – załatwiłam ci korki z matmy.
- Po co mi, jestem dobra z matematyki. – wypaliła obrażona.
- To udawaj, że nie umiesz. – powiedziałam.
- Jezus, nie zmieniaj tematu.
- Geniuszu, masz korki z Harrym, on ci będzie dawał lekcje matematyki! On ją umie, a ty udawaj że nie, Będziesz miała częste spotkania. – powiedziałam.
- Poważnie? – wyszeptała. – Ja pierdole, idiotko, przecież ja się zbłaźnię! – krzyknęła i rzuciła się na mnie. Zrobiłam unik i podniosłam się z łóżka.
- Nie ma za co. – przytuliłam ją a ona siedziała jak sparaliżowana.
- Mam korki z najprzystojniejszym chłopakiem na ziemi!- Zaczęła krzyczeć. Skakałyśmy po łóżku jak napalone nastolatki w filmach.
            Nagle Blair się zatrzymała i popatrzyła za okno.
- Kiedy pierwsza lekcja? – zapytała nagle.
- Eee, ma do ciebie zadzwonić. – powiedziałam i usiadłyśmy na łóżku.
            Postanowiłam odnaleźć stabilizator i nałożyłam go na kolano, wróciłam na łóżko i zaczęłam rozmawiać z Blair. Dziewczyna gadała jak nakręcona o Harrym, zaczęłam się śmiać, kiedy zadzwonił jej telefon. Obydwie popatrzyłyśmy w jego kierunku. Podniosła komórkę i pokazała palcem na ekran. Niemo powiedziała Harry jakby mógł nas usłyszeć.
- Halo? – zapytała a ja pokazałam jej kciuki w górę. – Jasne, nie, nie Niall to nie problem. – była zdenerwowana i słychać było sztuczny głosik. – Tak, no to do zobaczenia.- Odłożyła telefon i jakbyśmy były zsynchronizowane zaczęłyśmy piszczeć.




Mamy rozdział 5, trochę długo zeszło, ale nie za bardzo miałam pomysł jak popchnąć akcję do przody wybaczcie, dziękuję za 14 komów i zapraszam do pytania postaci na asku :)

sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział 4

Chłopak prowadził mnie przez korytarz z uśmiechem na twarzy za to ja nie mogłam jakoś tego dokonać. Wszystkie dziewczyny patrzyły na mnie spojrzeniem kobry, które ewidentnie mówiło ‘zabiję cię’. Wszyscy ustępowali nam drogi. Niall ma rację, jest bardzo ceniony w tej szkole. Spuściłam głowę. Tylko by brakowało żeby ktoś mnie poznał. Te dziewczyny rozbierały Nialla wzrokiem.
- Nie chowaj się. – zaśmiał się chłopak.
- A może mi tak dobrze?
- Ale ja chcę, żeby każdy wiedział że jesteś moja. – wyszeptał mi do ucha a ja lekko zadrżałam. – Podnieś głowę.
            Założyłam opadające włosy za ucho by było widać moją twarz i wyprostowałam się. Teraz byłam na widoku. Wszystkie dziewczyny zabijały mnie wzrokiem, jednocześnie starając się być jak najlepiej wyglądać, aby Niall je zauważył. W sumie sama nie rozumiałam, wszystkich odpychały ‘nowe’ osoby, a Niall i jego siostra, chociaż w blondyn w dziwny sposób to okazywał, zajęli się mną. Mam być wdzięczna, czy bać się że Niall mi coś zrobi.
            Stanęliśmy w szatni.
- Blair! – zawołał w głąb pomieszczenia.
            Po chwili zza ściany wyłoniła się farbowana blondynka. Co oni mają z tymi włosami. To mnie ciekawi. Blair w momencie znalazła się obok mnie.
- Jak fajnie że mamy razem WF, tylko wiesz dzisiaj mamy zaliczenia, nie wiem czy chcesz ćwiczyć. – powiedziała prowadząc mnie w głąb pomieszczenia.
            Zaczęłam się przebierać.
- To mi nie przeszkadza. – przeciągnęłam białą koszulkę przez głowę. – Lubię WF. Wręcz uwielbiam. W Nowej Zelandii miałam same ‘A’.
- Błagam, tutaj to nie przejdzie . Nasza nauczycielka wstawiła ostatnią szóstkę chyba za czasów swojej młodości. Nie da się u niej dostać dobrej oceny, to kategorycznie niemożliwe. A dzisiaj zaliczenia, skok przez kozła, krótki dystans i jeszcze wspinanie się po linie. Nie koniecznie w tej kolejności.  – zaśmiała się gdy wiązałam buty.  – Będziemy w budynku zaliczać kozła i linę, a biegi na koniec. Pewnie znów z chłopcami.
- A oni co zaliczają?
- Dwutakt, yyy…w sumie to nie wiem, chyba jeszcze rzut piłką lekarską, trochę to nudne ale zawsze jakaś ocena. – uśmiechnęła się wprowadzając mnie na salę. Wszystko było przygotowane. Materace pod linami i za kozłem. No tak kozioł nie jest jak z marzeń, widziałam miliony razy leprze, czego ja się spodziewałam po szkolnym sprzęcie. Stanęłyśmy na zbiórce. Pani powtórzyła dokładnie co mówiła mi Blair. Zaliczenia bla, bla, bla. Stanęłyśmy obok liny i patrzyłyśmy na inne dziewczyny. W pewnym momencie wyłapałam jak jedna dziewczyna przygląda mi się groźnym wzrokiem.
- Blair, a tej co się stało? – zapytałam wskazując głową na rudą.
- To jest Stella, podobno jest zakochana w Niallu po uszy, wiesz, chce go mieć dla siebie, a że na jej drodze stoisz ty i jej rude włosy nigdy go nie będzie miała. Będziesz miała konkurencję na WFie.
- Nie sądzę. – zaśmiałam się .
            Dziewczyny dostawały kolejno ‘b’, lub ‘c’. Stella  zaczęła się wdrapywać bez użycia nóg. Też tak umiem nic, trudnego. Wszyscy patrzyli na nią, jak na księżniczkę, chyba to ona była tą suką, która jest w każdej szkole. Dostała ‘b+’. Pani wywołała moje nazwisko.
            Stanęłam obok liny i popatrzyłam do góry, nisko. Kobieta po raz steny powtórzyła że nie musze zaliczać dzisiaj. Jednak byłam nie ugięta. Wyskoczyłam i uchwyciłam się mocno liny. Napięłam mocno mięśnie brzucha i wyprostowane nogi podniosłam tak by było pod kątem prostym do brzucha. Niech sobie Stella nie myśli że jest wspaniała bo wspina się po linie bez nóg. Przecież na świecie znajdzie się dużo osób lepiej wysportowanych od niej, na przykład ja. Chyba mam za duże ego.
- Patrzcie! – usłyszałam za sobą. No tak, widać ze nikt nie wykonał tego ćwiczenia tak jak ja. Czułam na sobie wzrok wszystkich. Kiedy byłam na samej górze, spuściłam nogi wolno, a lina zbujała się jak liana. Zaczęłam schodzić aby nie zetrzeć skóry z rąk.
            Stella zabijała mnie wzrokiem, a pani się do mnie uśmiechnęła.
- No! I o to chodzi, to pierwsze ‘a’ wpisane prze ze mnie od dwóch lat, gratulacje Johnson. – powiedziała kobieta wpisując do dziennika piątkę. Wyszczerzyłam zęby do Blair i przybiłam jej piątkę.
- No pokonałaś ją z klasą. – powiedziała mi do ucha a ja się zaśmiałam.
- To nic. – wypaliłam.
            Rozmawiałam z blondynką przez dziesięć minut. Inne dziewczyny nawet nie próbowały powtórzyć tego co ja. Blair nawijała o tym co dzieje się w tej szkole. W zamian za to powiedziałam jej co odwalił Niall. Stwierdziła tylko że jego powinni wysłać do psychiatry. Zgodziłam się z nią.
- Teraz kozioł. Standard, rozbieg, wyskoczenia, podpieracie się kozła i lądujecie na materacach. Nie mam zamiaru nikogo zbierać z ziemie więc z łaski swojej nie zabijcie się. – poprosiła.
- Słuchaj. – warknęła Stella. – Jeżeli myślisz że jesteś fajna, bo umiesz się wspinać, to teraz ci się to nie uda, lepiej nie wchodź mi w drogę bo cię zniszczę. – warknęła.
- W główkę wszystko dobrze? – zapytałam. – Bo chyba nie. – ominęłam ją i stanęłam obok Blair.
- Boże suka z tej idiotki. – wypaliła blondynka.
- Jestem tego samego zdania. Nie wydaje mi się aby mnie pokonała. – wypaliłam. Stella jako pierwsza wykonała przeskok. Tak jak myślałam. Jest rozciągnięta ale nie tak jak ja. Blair dostała ‘b’ więc przybiłam jej piętkę.
- Johnson! – pani mnie wywołała.
- Wykaż się. – syknęła Stella.
            Stanęłam tam gdzie startowały wszystkie dziewczyny po czym zrobiłam jeszcze dwa kroki w tył. Zdjęłam buty i skarpetki i rzuciłam je na bok. Strzeliłam palcami i popatrzyłam z wyższością na Stellę.
- Patrz uważnie, bo zrobię to tylko raz. – wypaliłam. Wiedziałam, ze tym jednym zdaniem zainteresuję wszystkich więc po raz kolejny czułam się jak na zawodach gimnastycznych. Różnica taka, tutaj nie mam z kim walczyć.
            Związałam jeszcze włosy w koka i stanęłam prosto. Wzięłam rozbieg. Gdy wybiłam się z wyskoczni, zamiast podeprzeć się kozła, zwinęłam swoje ciało w kulkę. Wykonałam dwa salta i wylądowałam w półprzysiadzie z wyciągniętym rękami do przodu. Tylko po to by nie stracić równowagi.
- Winter coś mi się widzi że z tobą nawiążę wspólny język. – powiedziała Nauczycielka. – kolejne ‘a’ tego dnia. Gratulacje.
            Już miałam minąć Stellę kiedy wpadł mi do głowy pewien głupi pomysł. Zatrzymałam się przed nią, strzepnęłam niewidzialny kurz z ramienia i poszłam do Blair. Ruda była czerwona z wściekłości.
- Gdzie się tego nauczyłaś? – zapytała blondynka.
- Grałyśmy w dwadzieścia pytań, nie pamiętasz, mówiłam że moim ulubionym sportem jest gimnastyka.
- No tak, ale…ale…nieważne. – poddała się. – zaraz zaliczamy biegi. Zazwyczaj biegamy w parach. Jeden chłopak, jedna dziewczyna. Wywołują nas jak im pasuje. Wiesz zależy od wuefisty. Możesz biec z kimś spoko a może ci się trafić jakiś nerd. – zaśmiała się. – Ale dałaś popis. Wszyscy patrzyli się na ciebie. – Mówiła kiedy zakładałam buty. – ktoś powiedział ze jesteś kangurem. Osobiście uważam że to nic, taka wiesz…hmm…ksywka. Teraz będziem biegać, pewnie znowu zgarniesz piątkę. – powiedziała rozmarzona. Stałyśmy na polu i patrzyłyśmy na bieżnię.
- O boże! – zapiszczała Blair. – Ciacho na drugiej. – powiedziała.
            Popatrzyłam w daną stronę i ujrzałam jej brata i jakiegoś chłopaka w lokach.
- Twój brat? – zaczęłam zgrywa idiotkę.
- Głupiaś! – szturchnęła mnie w ramię. – Chodzi o tego w loczkach. Harry Styles. Znam go od małego, jest mega miły, przystojny i w ogóle wszystko w jednym.
- A mi się wydaje że ślinią się do twojego brata. – powiedziałam.
- Nie znają się. Poza tym nie ślinią się do mojego brata tylko do popularności którą zapewnia. I jeszcze jedna poprawka, ślinią się do piątki. Zayn, Harry, Liam, Louis no i Niall. Wiesz taka elita szkolna. Jest tam jeszcze Perrie, Diana i Eleonor. – wyliczyła. – Teraz kolejno pary ci wymienię. Zayn z Perrie, Liam z Dianą a Louis z Eleonor. Harry i mój braciszek to single. Chociaż Niall szuka lasek na jedną noc. Co jest wkurwiające. A najgorsze jest to że jestem traktują mnie jako młodszą siostrę Nialla a nie Blair. Wkurwiające.
- Nie przejmuj się. – poklepałam ją po plecach.
- Nie wiesz jak to jest. – stwierdziła.
- Może nie miałam czegoś takiego ze starszym bratem ale, podobnie było z moim przyjacielem. Zawsze byłam ‘ta od Dana’.
- No dobra, chyba wiesz jak to jest. Chodź, będą nas dobierać w pary.
- Nie rozumiem tylko po co. – westchnęłam ciężko.
- Chyba dla beki, zawsze patrzą na reakcje uczniów. Są bardzo wredni. – szepnęła Blair.
            Dziewczyna odwróciła głowę w stronę nauczycieli. Dziewczyna napotkała na polu swoim polu widzenia brata. Powiedziała, że wróci za chwilę i pobiegła w stronę blondyna. Patrzyłam przez chwilę jak rodzeństwo rozmawia ze sobą, Niall się uśmiechał tak samo jak Blair. Słodko. Po chwili chłopak zmierzwił jej włosy po czym dziewczyna wróciła do mnie podskokach.
- Jednak nie taki straszny brat, jakim go opisujesz. – zaśmiałam się.
- Horan! – krzyknęli nauczyciele równo.
            Rodzeństwo równocześnie zwróciło głowy w stronę nauczycieli. Normalnie jakby byli zsynchronizowani. Mieli biec razem, Blair bardzo się ucieszyła. Widać ze lubiła spędzać czas z bratem. Nauczyciele wywoływali nazwiska, okazało się że mam być z Styles’em, ty w którym duży się Balir.
- Zazdro. – szturchnęła mnie w ramię. – Spadam, teraz ja.
- Jestem po tobie.
            Blair ustawiła się na starcie. Nauczyciel Nialla wypuszczał uczniów a wuefistka zapisywała wyniki. Widziałam jak biegnie Blair z Niall’em. Fajnie to wyglądało, w prawdzie Blair została trochę w tyle, ale też sobie nieźle radziła. Niall bardzo szybko znalazł się na mecie.
            Kazano mi podejść na start.
- Harry. – loczek podał mi rękę.
- Winter.
- Mówili że Summer.
- Nie ta pora roku. – zaśmiałam się.
- Faktycznie, niezły popis z tym kozłem. Podwójne salto, ćwiczyłaś coś?
- Tak. – odparłam.
- Na miejsca!
- A powiesz i co?
- Gotowi?!
- Ćwiczyłam…-nie dane mi było skończyć zdania.
- Start!
            Start miałam bardzo dobry, przecież to tylko osiemdziesiąt metrów tak? No cóż, przyszalałam dziś na WFie więc karma się na mnie odbiła. Poczułam przeszywający ból w kolanie. Od razu się zatrzymałam. Chciałam dojść do mety, ale ból w nodze mi na to nie pozwalał, pokulałam do nauczyciela.
- Co jest Johnson?
- Zapomniałam stabilizatora kolana. – powiedziałam.
- Uczennice, myślicie tylko żeby dobrze wyglądać. Horan. – mężczyzna skinął na chłopaka. – Odeskortuj koleżankę do pielęgniarki.
- Dam sobie radę. – zaczęłam protestować.
- Ledwo chodzisz. – wypalił Niall.
- Bez gadania. – facet patrzył na mnie groźnym wzrokiem.
            W sumie miałam zamiar podeprzeć się na Niallu niestety chłopak miał inny plan. Wziął mnie na ręce w stylu panny młodej. Uderzyłam go pięścią w pierś.
- Weź mnie odstaw.
- Nie ma mowy skarbie. – zaśmiał mi się w twarz.
- Przestań tak mówić.
- Dobrze kangurku.
- Kangurku?
- Tak, nie podoba się? – zapytał zaciekawiony.
- Nie, no przecież, mi wszystko odpowiada, a zwłaszcza to że mnie niesiesz. – warknęła z sarkazmem.
- Wiedziałem że się dogadamy. – Chłopak stanął tyłem do białych drzwi i nacisnął klamkę łokciem. – Dzień dobry. – przywitał się od razu.
- Pan Horan i…
- Winter. – przedstawiłam się. Opowiedziałam kobiecie o moim problemie z kolanem. Przez chwile stukała w różne miejsce. Kazała i wstać i przejść się po gabinecie, czego nie byłam w stanie wykonać. Niall się śmiał, za co skarciłam go wzrokiem, co za dupek, miał mi pomóc i sobie iść, a nie siedzieć i się ze mnie lać.
- Myślę, że z tą nogą nie bardzo będziesz mogła funkcjonować skoro tak cię boli, wrócisz do domu.
- Nie! Ja zostanę, naprawdę nic mi nie jest.
- Cukiereczku… - zaczęła starsza kobieta. – nie stawiasz nogi na ziemi, myślę że będziesz musiała z powrotem wrócić do stabilizatora na kilka dni, a potem nie forsować kolana.
- Ale to mój pierwszy dzień, niech mi pani pozwoli zostać. Proszę. – byłam nie ugięta.
- No nie wiem.
- Niall mi pomoże…
- Co? – zapytał a ja walnęłam go łokciem w brzuch. – Z wielką przyjemnością. – udało się.
- Dobra, ale to ten jeden jedyny raz.
            Opuściłam korytarz  podbierając się na Niallu. Kiedy tylko znaleźliśmy się a drzwiami odsunęłam się od chłopaka. A prawdę nie miałam z nim ochoty spędzać ani godziny, minuty czy sekundy. To było zbyteczne.
- A ty gdzie. Miałem ci pomagać. – uśmiechnął się cwaniacko.
- Ale nie musisz, dam sobie radę. – burknęłam.
- Nie wyglądasz.
- To patrz.  – zaczęłam powoli iść w stronę mojej szafki, lekko kulałam.
- W cale się nie krzywisz. Mam ci pomóc, i to zrobię z wielką przyjemnością, a zwłaszcza że sama o to poprosiłaś. – chłopak podszedł do mnie po czym zabrał mnie na barana. No świetnie, nie tylko będę musiała spędzić całego dnia z nim, to jeszcze będę zabijana wzrokiem przez cały dzień przez zazdrosne dziewczyny.
            Chłopak niósł mnie korytarzem. Wszyscy patrzyli na mnie, poważnie? Przecież najbardziej popularniejszym chłopakiem w szkole którego nie lubię, i w cale żadna dziewczyna nie chce mnie udusić gołymi rękami.
- Coś ty taka nadąsana.
- Wcale się nie dąsam.
- W ogóle kangurku.
- Przestaniesz? Co ja mam wspólnego z kangurem? – nie odpowiedział tylko uśmiechał się cwaniacko, boże, czy on umie zrobić inną minę?! Jest strasznie irytujący, weźcie go zabierzcie ode mnie.
- Co masz teraz?
- Nie wiem, chemię chyba. – powiedziałam. – Masz zamiar nosić mnie cały dzień na plecach?
- Tak.
- Po co? Nie możesz mnie zostawić, i sobie pójść, po co ci ja?
- Powiedziałem że jesteś moja, i nie zmienię zdania skarbie, niech każdy wie że ma cię nie dotykać bo należysz do mnie, nie będziesz spotykać się z żadnym chłopakiem bez mojego pozwolenia. – warkną wkurzony.
- Przepraszam?! Nie jestem żadnym przedmiotem ani twoją własnością, mam własną wolę i mogę robić co mi się żywnie podoba. Nie masz nic do gadania.
- Uwierz mi mam dużo. – znów się cwaniacko uśmiecha, niech on przestanie, to jest irytujące, do jasnej cholery!
- Przestań – powiedziałam po chwili niezręcznej ciszy.
-Ale co.
- Się tak uśmiechać, to irytujące.
-Ale że jak.  – robił to celowo, żeby mnie zdenerwować, jak boga kocham.
- Tak właśnie.
- Nie wiem o co ci chodzi.
- Ugh, jesteś itrytujący! – burknęłam kiedy posadził mnie na krześle w Sali chemicznej. Nareszcie jakiś przedmiot który ogarniam.

Mam nadzieję że rozdział się podobał, jest chyba wystarczająco długi, z boku bloga jest zakładka aska, możecie pytać postacie i mnie o co tylko chcecie XD


piątek, 10 stycznia 2014

Rozdział 3

Nie wierzę, po prostu nie wierzę. Goniłam po moim domu od pół godziny szukając telefonu. Zgubiłam go, a jak zgubiłam go to mnie w jak już pójdę na inny świat, dusza mojego najlepszego przyjaciela mnie zamorduje ponownie, jeśli to możliwe. Poduszki leżały na podłodze pokoju. No tak szukając na łóżko, strąciłam wszystko z budowli na której stało moje łóżko. Zeskoczyłam na podłogę. Nie miałam czasu na złażenie po drabince. Wpadłam na korytarz i zaczęłam przeglądać wszystkie komody, w kwiatkach nawet sprawdzałam, bo po wczorajszym wieczorze byłam totalnie rozkojarzona. Złapałam się za głowę.
- Nie, nie, nie, nie. Boże, zabiję się. – chodziłam tam i z powrotem przygryzając paznokieć. – Boże, boże, boże. Najgorszy początek roku na świecie.
            Dlaczego ten telefon. Akurat telefon. TEN.TELEFON. Jedna z najważniejszych rzeczy na świecie. Nie, nie dlatego że ma wysoką wartość pieniężą tylko dlatego że dostałam go os Dana na urodziny. Chodziłam od kuchni, przez korytarz do salonu jak nakręcona. Zaraz sobie coś zrobię. Usłyszałam dzwonek. Pobiegłam otworzyć drzwi. Zobaczyłam szeroko uśmiechniętą Blair.
- Twój telefon.
- Boże, dziękuję ci. – od razu zabrałam jej telefon i zaczęłam sprawdzać czy wszystkie pliki znajdują się na karcie telefonu. Zdjęcia, muzyka, filmy. Uff wszystko jest.
- Znalazłam go w kuchni. Aż dziwo że nikt go nie ukradł. Jaki model?
- Eee…chyba Xperia Z. Dostałam go od przyjaciela na urodziny. – powiedziałam przecierając ekran palcem. Cały z wina. – Ugh. – westchnęłam i weszłyśmy do kuchni. Wsadziłam telefon pod kran i zaczęłam go obmywać.
- Fajnie jest mieć taki telefon, można go zabrać na basen. I porobić fajne foty.
- Wiem, większość musiałam pousuwać bo zapchałam go zdjęciami Dana. – zaśmiałam się. – Ale wcześnie je wywołałam. Co i tak nie zmienia faktu że robiłam nowe i dalej mam ich dużo.  – powiedziałam.
- Pokarzesz mi?
- Może kiedyś. – stwierdziłam.
- Proszę. – zaświeciła oczami.
- Dobra. Ale ostrzegam Dan nie umiał robić min do zdjęć, to najgorsze zdjęcia na świecie.

            Pokazałam jej zdjęcie Dana który miał okulary na nosie i lekko rozchylone usta. A to zdjęcie zrobiłam mu z zaskoczenia, kiedy ślinił się do takiej jednej dziewczyny. Zawsze zgrywał w szkole aniołka, nikomu kto znał go ze szkoły nie przeszło by przez głowę że gość się ścigał. Do tego był najlepszy.
- Faktycznie głupie zdjęcie. – zaśmiała się. – Ale wiesz co, ładny jest. Umów mnie z nim.
- Nie możliwe. – powiedziałam zmieniając głos na grobowy.
- Dlaczego.
- Nie ważne. – warknęłam. Nie mam ochoty opowiadać o Danie, to chyba był błąd pokazać zdjęcie mojego przyjaciela.
- Dobra, bez spiny. – szturchnęła mnie lekko w ramię. – Jutro szkoła, cieszysz się? Wiesz że jest prawdopodobieństwo że lekcje będziesz mieć z moim bratem? On też ma taki zestaw lekcji jak ty. Ma same dobre oceny. Jest masakrycznym ścisłowcem. Fajnie by było jakbyś go w końcu poznała.
- Może go wczoraj widziałam.
- Może, farbowany blondyn, niebieskie oczy, miał na sobie czarne rurki i białe supry. – zamarłam. To chyba ten sam chłopak który mnie wczoraj…o matko! Odgarnęłam włosy na bok pokazując malinkę.
- Idiotko dałaś sobie to zrobić! – pisnęła przerażona.
- Dała to sobie zrobić twojemu bratu! – powiedziałam jeszcze wyższym głosem.
- O kurwa. – szepnęła.

***
Był wieczór. Cały dzień sprzątałam dom bo to co zrobiłam w kilka minut, podczas szukania telefonu wyglądało jak burdel po jednej wielkiej orgii. Leżałam na łóżku z tabletem  oglądałam Plotkarę. Ciepłe kakao grzało moje ręce, a ja patrzyłam jak zaczarowana na ekran. Kątem oka zobaczyłam że mój telefon miga co oznaczało powiadomienie. Sięgnęłam po niego i przejechałam palcem w bok odblokowując ekran. Zobaczyłam wiadomość od anonima.

Następnym razem zasłoń roletę :*

Zamarłam. Boże widział mnie w bieliźnie, moje policzki dostały czerwonych wypieków. Wiedziałam że musiał to być brat Blair. Szybko zapisałam sobie jego numer. Odłożyłam telefon na bok nie mając zielonego pojęcia co mu odpisać. Jak to możliwe, że najbardziej rozgadana dziewczyna świata będzie siostrą takiego przerażającego chłopaka. Bardzo przerażającego.
            Przejechałam ręką po włosach. Podeszłam do ściany i opuściłam roletę, poprzednio, nie zastanawiając się, pokazując środkowy palec. Kiedy tylko zasłona dotknęła zewnętrznego parapetu. Walnęłam się w czoło otwartą dłonią.
- Jestem. Głupią. Idiotką. – klepałam się w czoło. Podbiegłam do telefonu przewidując że dostanę wiadomość. Nie pomyliłam się.

Nie ma co, odważna jesteś.

Wspaniale Winter, wkopała się na maksa.

***

Stałam oparta o blat sekretariatu za którym siedziała intendentka i kilka recepcjonistek. Czekałam na swój plan lekcji. WF, rozszerzona chemia  i biologia, do tego fizyka, matma i angielski. Już skaczę z radość na myśl że ledwo dostanę przepustkę do następnej klasy. Jedyne co mnie cieszy do WF i Chemia z czego jestem dobra. Pani, dała mi zestaw podręczników, kod do szafki, plan lekcji i jakiś dokument który mieli podpisać nauczyciele. Podziękowałam wrzeszcząc na laskę w duchu, czemu tak długo. Wydostałam się z sekretariatu w towarzystwie dyrektora, który miał mnie przedstawić. Jakby każdy nastolatek tylko na to czekał. Na przedstawienie swojej osoby przez starego gościa w okularach, na oczach trzydziestu osobowej klasy. Dyro przepuścił mnie w drzwiach. Kazał mi się zatrzymać przed tablicą. Wszyscy uczniowie wstali i patrzyli to na dyrektora to na mnie. Jak zaraz nie przestaną to powystrzelam wszystkim łby.
- Witajcie, od dzisiaj w naszej szkole jest nowa uczennice Winter Johnson, będzie uczęszczać z wami na fizykę.  – powiedział. Szepnął coś jeszcze do nauczyciela, a kiedy opuścił salę, wykładowca fizyki kazał mi usiąść na samym końcu z …Przełknęłam głośno ślinę i poprawiłam pasek torby na ramieniu. Ruszyłam na tył klasy i zajęłam swoje miejsce obok Nialla. Chłopak cwaniacko się uśmiechał, dlaczego z nim.
- Coś ty taka spięta. – zapytał. – Przecież nic ci nie zrobię.
- Aha. – odpowiedziałam na odczepne. Chciałam słuchać fizyka, ponieważ byłam lewa z fizy.
- Jesteś nowa, a ja ci pomogę odnaleźć się w tej szkole.
- Z pewnością. – niech da mi spokój.
- Słuchaj skarbie, jestem cenioną osobą w tej szkole. – warknął ewidentnie zirytowany tym że usiłuję go spławić. – Tylko ja sprawię że nie będą cię postrzegać za ufoludka.
- Widzisz, dla mnie to nowy start i wolę wyjść z tego sama. – burknęłam przepisując notatki z tablicy.
- Kujonek? I co średnia 6.0?
- O boże jakbym chciała. – przewróciła oczami.
- W takim razie jakie masz stopnie?
- Jadę na trójach ze wszystkiego z wyjątkiem chemii i WF, mogłabym jeszcze pochwalić się mechaniką, ale jej tu nie ma. – mruknęłam dalej przepisując kolejne wory.
- Mówisz że nie jesteś aniołkiem?
- Nie, nie jestem, ale diabłem wcielonym też nie. – powiedziałam.
- Horan! Johnson! Czy ja wam przeszkadzam.?! – zapytał nauczyciel wyraźne wkurzony.
            Już miałam odpowiedzieć grzecznie ‘przepraszam’ ale najwspanialszy pan Horan musiał zabrać głos. Myślałam że zapadnę się pod ziemię.
- Może trochę. – wypalił patrząc za okno.
- To może, pójdziesz do dyrektora i od razu pokażesz naszej drogiej Winter gdzie znajduje się gabinet.
- Z wielką przyjemnością. – powiedział i przerzucił plecak przez ramię. Unikając groźnego wzroku nauczyciela powędrowałam za blondynem. Pierwszy dzień, pierwsza godzina i już na dywanik do dyra.
- Dlaczego się odezwałeś? Nie mogłeś siedzieć cicho? – zapytałam wkurzona.
- To nie w moim stylu skarbie.
- Przestań tak mówić, to denerwujące. – poprosiłam.
- Dobrze skarbie.
- Ugh. – tupnęłam nogą jak pięciolatka.
            Weszliśmy do gabinetu dyrektora. Niall rozsiadł się na kanapie. Widać było że jest tu stałym gościem.
- Winter co cię…siedziałaś z Horanem? To wszystko wyjaśnia. Odpuszczę ci. – powiedział – tobie też się upiekło. – wskazał na Nialla który ewidentnie się uśmiechał. – Co macie teraz?
- WF – wypaliłam.
- To pozwól iż będę ci towarzyszyć. – zrobił głupią minę.
            Dlaczego ja mam takiego pecha. Przewróciłam oczami i wyszłam z gabinetu. Już miałam wyjść z sekretariatu kiedy przypomniałam sobie że nie wiem gdzie jest szatnia. Odwróciłam się na pięcie i popatrzyłam na blondyna.
- Nie wiesz gdzie szatnia?
- Właściwie to nie i miałam się ciebie zapytać, ale…- przerwałam dramatycznie.
- Ale?
- Przypomniało mi się że znam jeszcze jedną osobę o nazwisku Horan i jest ona o niebo milsza. – powiedziałam.
- Tylko musisz ją znaleźć. – wypalił, szliśmy pustym korytarzem szkolnym.
- To nie problem. – wyjęłam telefon i zaczęłam pisać sms.
            W pewnym momencie Niall wyrwał mi telefon z dłoni.
- Ej! Oddaj go. – wyciągnęłam rękę w jego stronę a on wyciągną rękę najwyżej jak mógł, nie było szans. – Po za tym co z tego że zabierzesz mi go na godzinę?
- Zabawa i satysfakcja. – wypalił.
- Dupek. – powiedziałam po cichu co widocznie mu się nie spodobało.
- Powtórz to jeszcze raz a nie skończy się to dobrze.
- Uderzysz mnie? – wystraszyłam się nie na żarty, od razu odsunęłam się od niego.
- Nie biję dziewczyn jeśli to chcesz wiedzieć. – wypalił.
            Na chwilę zapadła cisza, niezręczna cisza. Szliśmy po cichu korytarzem kiedy zadzwonił dzwonek.
- To gdzie ta szatnia? – zapytałam.

- Chodź, pokażę ci. – chwycił mnie za nadgarstek. 

Wybaczcie że tak długo czekaliście ale niestety mama ukradła mi laptopa bo się nie uczę. Upsi... zabieram się za rozdział 4 a wy komentujcie XD

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Rozdział 2

Chwyciłam swoje różowe słuchawki z małym napisem sony, po czym nasunęłam je na głowę. Uklęknęłam przy skrzyni umieszczonej pod budowlą na której stało moje łóżko. Uchyliłam wieko i wyciągnęłam z niej stabilizator na kolano po czym nasunęła go na nogę. Pomachałam kolanem. Jak zwykle nie czułam różnicy, ale wolałam nie narażać się gniewowi mojej matki, która bardzo przejmowała się moim zdrowiem. Zbiegłam na dół. Usiadłam przy stole i wzięłam płatki od mamy.
- Nie mów że idziesz biegać. – poprosił Ojciec.
- Tak idę. – uśmiechnęłam się. – Blair, mnie prosiła, abym z nią pobiegła.
- Winter, podejrzewam że twoje kolano tego nie wytrzyma. – jęknęła mama podając mi śniadanie.
- Mamooo. – jęknęłam. – Wiesz dobrze że mnie nosi, jak się nie przebiegnę. A że nie mogę uprawiać gimnastyki, to zostaje przy bieganiu. – powiedziałam.
- A ten twój skateboarding? – zapytała. Chciała abym nie przeciążała kolana.
- Mamo, każdy sport, będzie uszkadzał moje kolano, to że od roku jeżdżę na desce, nie wynikło chyba z tego że jest to bezpieczne. – zaśmiałam się.
- A z czego?
- Że jest to środek transportu, i to lubię. – szybko zjadłam śniadanie. Związałam włosy w wysokiego kucyka. Znalazłam adidasy, grubą bluzę i frotkę na rękę. Wyszłam na dwór gdzie miała czekać gotowa Blair. Blondynka stała przed furtką, a gdy mnie zobaczyła pomachała mi radośnie.
            Stanęłam tuż obok niej.
- Masz jakąś trasę?
- Taką krótką. Tylko 3 kilometry.
- Trzeba coś dłuższego opatentować, może by tak godzinka biegu, no to 13 kilosów było by odpowiednie. – powiedziałam do niej wiążąc buta.
- Mówisz? Nie myślisz że to za dużo?
- Kiedyś biegałam więcej, aby utrzymać formę. Teraz już nie muszę, więc biegam tylko 13, ale wydaje mi się, że mogę trochę odzyskać dawne sprawności, więc jak będziemy zwiększać powolutku dystans to będziemy mieć kondycję jak ta lala. – zaśmiałam się.
- Jak mój brat. Boże, on spędza czas w kilku miejscach. Kluby, szkoła, praca, siłownia i raz dziennie w domu. – zaśmiała się.
- Masz słuchawki?
- Mam. – pomachała mi kolorowym kabelkiem z dżekiem.

***
- Wow! – krzyknęła Blair przy mojej furtce. – To było coś, chyba przebiegłyśmy więcej niż normalnie.
- Ty, przebiegłaś więcej niż normalnie. Ja przebiegłam mniej. O 3 kilometry- oparłam się o ścianę i przy pomocy jednego ćwiczenia zaczęłam rozciągać mięśnie w nogach. Blair dołączyła do mnie. Po chwili weszłyśmy do kuchni i nalałam nam po dużej szklance wody.
- Nie połykaj. – powiedziałam. Wypłukałam usta z flegmy i splunęłam do zlewu.
- Dlaczego?
- Bieg daje nam kondycję, ale też spalamy. Napij się dopiero po prysznicu. Organizm zużyje zapas energii umieszczonej w ciele, a nie z te co mu właśnie dostarczysz – wyjaśniłam.
- Co miała z biologii?
- Dwa. – wzruszyłam ramionami. – W szkole uczyłam się na zasadzie, byle by zdać. – powiedziałam beznamiętnie.
- Ale musiałaś mieć z czegoś dobre oceny. – powiedziała.
- No miałam z chemii i WFu.
A z tego co mówiłaś to jakie przedmioty wybrałaś*?
- Eee…ścisłe. Mam Chemię, Fizykę, Biologię i WF.
- Ale nie masz z nich dobrych ocen.
- Jak się pouczę. Chemia jest prosta. Jakoś łatwo mi wchodzi. Nie uczę się w domu tylko na lekcji. – powiedziałam.
- To wiele wyjaśnia. Dobra spadam się wykąpać, przyjdę do ciebie wieczorem. – zaśmiała się na myśl o zbliżającym się sylwestrze.
 - Do zobaczenia. – pomachałam jej jak wychodziła przez taras.

***
Stanęłam przed lustrem. Obróciłam się po czym uśmiechnęłam się zadowolona. Popsikałam jeszcze swoją szyję różową pumą. Miałam na sobie czarną sukienkę po uda, czarną kamizelkę z imitowanym futerkiem i portowe koturny. Wszystko prezentowało się bardzo fajnie na mojej szczupłej sylwetce. Wyszczerzyłam swoje śnieżnobiałe ząbki i wyszłam z pokoju. Rodzice od dawna byli na innej imprezie więc mogłam wyjść bez ich wiedzy. Wyszłam na ulicę i skierowałam się pod dom Blair, która pokazała mi gdzie mieszka podczas biegów. Wślizgnęłam się do środka i od razu spotkałam szaloną blondynkę, z nieco wyższą brunetką. Dziewczyny podeszły do mnie.
- Super, że przyszłaś! – Blair przekrzyczała muzykę, która dudniła w całym domu.
- Jestem Summer! – krzyknęła brunetka i podała mi dłoń, na której były miliony bransoletek.
- Ja Winter! – okrzyknęłam i wybuchłyśmy śmiechem. No tak Summer i Winter.
            Weszłyśmy do kuchni gdzie Summer stanęła przy drzwiach a Blair podeszła do lodówki. Summer stała i co chwila sprawdzała czy ktoś idzie. W kuchni nie było tak głośno, mogłyśmy zniżyć rozmowę na normalny poziom głośności.
- Co tak czatujecie?
- Wiesz, ja w stosunku do was mam 17 lat i nie mogę pić wina. Jakby się Niall dowiedział to by mnie zabił. Znaczy nie zabił, ale uziemił do końca życie. Niestety ma taką władzę więc wolałabym aby tu nie przylazł. – powiedziała i rozlała wina do kieliszków. – I jak? – skierowała pytanie do Summer.
- Puk co, jest czystko. – wszystkie wzięłyśmy po kieliszku wina. Powoli wzięłam łyk.
- Bardzo dobre. – uśmiechnęłam się.
- Wiadomo. Dobra zwijamy się do pokoju. – Blair, chyba miała opatentowane o od lat. Szybko przeszłyśmy przez korytarz, na którym roiło się od obleśnych par, które nie wstydziły się macać swoje ciała w miejscu publicznym. Fuj. Zamknęłyśmy białe drzwi w wskoczyłyśmy na łóżko z kieliszkami wina.
- Nie ma jeszcze dwunastej, ale za nowy rok. – zaśmiała się Blair i lekki brzęk szkła rozniósł się po pokoju.
- Dość duża impreza. – stwierdziłam.
- Boże, on nigdy nie może zaprosić pięciu znajomych tylko kurde całe miasto. To jest męczące. Nie wspominając już o tym, że od kilku lat normalnie nie zamieniliśmy zdania. Albo kłótnia, albo monosylaby. – zauważyła ze smutkiem.
-Nie przejmuj, się. Kiedyś zmądrzeje.
- Obawiam się że nie. – westchnęła. – Ej mogę się pobawić twoimi włosami?
- To znaczy?
- Wyprostuję, albo pokręcę, zrobię pasemka.
-Pasemka? Czemu by nie. – uśmiechnęłam się. Rozsiadłam się na łóżku. Blair pobiegła od szafki i wyciągnęła ogromne podło z akcesoriami fryzjerskimi. Summer owinęła mnie ręcznikiem, aby nie ubrudzić mi sukienki. Spięły mi włosy u góry i zostawiły tylko te na karku.
- Tu z tyłu zrobimy ci białe pasmo włosów, będzie fajnie wyglądać. Takie w sam raz do twojego imienia. – oznajmiła Blair i zabrała się do pracy. Siedziałam prosto przez pół godziny. Dziewczyny wyprostowały moje włosy, oraz zrobiły mi dwa białe pasemka, jedno zaraz przy czole, a drugie, tak jak mówiły, na karku. Podeszłam do dużego lustra.
- Świetnie!
-Dobra ja muszę siku. – powiedziała Blair i skierowała się do drzwi.
- Zaczekaj idę z tobą. – podbiegłam do niej.
- Ja zostanę. – oznajmiła nam Summer.
            Łazienka umieszczona była na dole, w pobliżu korytarza prowadzącego do kuchni. Blair oznajmiła mi że, idzie pierwsza i zamknęła się w małym pomieszczeniu. Oprałam się o ścianę i zgięłam jedno kolano w nodze opierając stopę o ścianę. Moje oczy skakały z osoby na osobę. Większość dziewczyn przypominała dziwki, faceci wyglądali o niebo lepiej ale co drugi miał w spodniach erekcję więc starałam się odwrócić głowę w inną stronę. Mój wzrok zatrzymał się na wysokim chłopaku. Miał włosy postawione do góry i ewidentnie je farbował ponieważ brązowe odrosty . Oczy były niebieskie jak morze, wysoka postura, szerokie ramiona. Miał na sobie biały podkoszulek z dekoltem w serek, czarne rurki i białe supry. Wyglądał zjawiskowo. Nagle zaczął iść w moją stronę. Noga która oparta była o ścianę wylądowała z powrotem na ziemi. Stałam lekko sparaliżowana strachem. Chłopak szedł przez ciebie, i wszyscy odsuwali się z jego drogi. Stanął przede mną i uśmiechnął się tajemniczo. Przełknęłam głośno ślinę. Stał blisko, za blisko. Objął mnie w pasie i przysunął do siebie tak że stykaliśmy się ciałami. Strach paraliżował moje ruchy, nie mogłam się ruszyć. Przygryzł moją skórę na szyi i zassał ją. Jęknęłam cicho a chłopak się uśmiechnął. Po chwili dmuchnął w świeżo co zrobioną malinkę i zbliżył usta bo mojego ucha.
- Jesteś moja. – szepnął. Miałam zamknięte oczy. Kiedy je otworzyłam chłopaka nie było.
            Byłam lekko zaszokowana tym co stało się kilka sekund temu.
- Winter, teraz ty. - oznajmiła Blair wychodząc z łazienki. – Hej, ziemia do Winter.

- Eeee…wiesz co…-patrzyłam się w głąb korytarza. - …ode chciało mi się. Chodźmy na górę.


*Polacy wyjeżdżający do Anglii do Colegu(u nas liceum)mają sześć przedmiotów. Obowiązkowy Matematyka, Angielski i Polski trzy pozostałe sami sobie wybierają. Nie wiem jak działa ten system dla anglików, podejrzewam że wybierają cztery przedmioty. Każdy ma swój indywidualny plan lekcji.

Dodaję rozdział, nie wiem kiedy dodam next bo nie mam nic napisanego a tak wgl to jestem zdruzgotana i płaczę bo DARK 


środa, 1 stycznia 2014

Rozdział 1

Obudziło mnie to cholerne pikadło. Powinno się zabić, wynalazcę budzika. Po co to wynaleźli skoro żaden człowiek na świecie go nie lubi. To nie ma sensu. Podeszłam do lustra i pierwsze co zobaczyłam to afro na mojej głowie. Moje włosy nie lubię być ułożone podczas snu więc wyglądałam jak czarownica. Owinęłam się w koc z reniferami i zeszłam na dół. Znalazłam karteczkę na stole.
Skarbie jesteśmy na zakupach, wrócimy wieczorem, rozumiesz, trzeba zaopatrzyć dom do reszty.
Mama i tata.
No tak. Śniadanie świąteczne spędziłam na lotnisku. No cóż. Skoro wybrali taki a nie inny termin. Sądziłam że w święta sklepy nie będą czynne, no ale to jest Londyn. Tu zawsze się coś znajdzie. Usiadłam w salonie i chwyciłam jabłko. Wbiłam zęby w soczysty owoc po czym uruchomiłam telewizor za pomocą pilota. Od kilku dni czułam się paskudnie. Nagła zmiana klimatu źle na mnie działała. Miałam zakatarzony nos i podkrążone oczy. Nie mogłam spać, mimo tego że urządziłam pokój tak by przypominał mi całkowicie mój kraj. Trofea z zawodów gimnastycznych, medale, zdjęcia z przyjaciółmi, pamiątki. Nic nie pomagało. Dałabym sobie uciąć rękę ze mój pokój jest najbardziej "słonecznym" miejscem w Londynie. Tak właśnie. Jeszcze kilka dni  i witaj nowa szkoło. To jest coś o czym marzę. Wolałabym zacząć chodzić od początku nowego roku. Nie byłabym takim dziwolągiem jak teraz. A tak to będę postrzegana za ludka z kosmosu. Po prostu świetnie.
            Usłyszałam dzwonek do drzwi. Kto śmie, mnie nachodzić, w dni świąt, gdy mam ponury nastrój z powodu przeprowadzki. O ciągle wstałam z bardzo wygodnej kanapy i skierowałam się do drzwi. Ktoś bardzo wkurzył się na dzwonek bo bez przerwy go wciskał.
- Idę no! – krzyknęłam i od kluczyłam drzwi.
            W przejściu stała drobna farbowana blondynka z niebieskimi oczami. Miała lekko zaróżowione policzki i szeroki uśmiech. Wskoczyła do domu. Szybko zamknęła drzwi. Dała mi tackę z babeczkami. Wyglądały apetycznie.
- Jestem Blair Horan. Mieszkam trzy domy stąd. – uśmiechnęła się. – Nareszcie ktoś bliski mojemu wieku w okolicy. Jest jeszcze Summer ale ona mieszka daleko. Niestety. - mówiła chaotycznie podążając a mną do kuchni. Postawiłam wszystkie babeczki na zdobnym talerzu nalałam mleka do szklanek i wskazałam jej na krzesło naprzeciwko mnie. – Ale w sumie fajnie ze będę miała kogoś pod ręką, tak się cieszę. Tak więc jak ci się podoba w Londynie…yy…jak masz na imię.
- Winter. – odparłam a ona się zaśmiała.
- A moja przyjaciółka to Summer. Beka jak rzeka. Skąd pochodzisz?
- Z nowej Zelandii.
- Masz na imię Winter, pochodzisz z Nowej Zelandii i przeprowadziłaś się na inną cześć globu boo…
- Tata dostał awans.
- Wow. Mocno. Ja nie mam rodziców. Mieszkam z bratem. Jest straszy ode mnie o dwa lata ale jest pełnoletni dlatego może się mną opiekować. Do stłaszny dupek. Mófie si. – wepchała sobie babeczkę do ust. Połknęła to co miała w ustach. – Wyrywa laski, potem je zalicza i zostawia. Na szczęście w weekendy daje sobie siana i nikogo u nas nie ma. Tego bym nie zniosła. Spróbuj z białym kremem pycha. Sama robiłam. – powiedziała. – Jak podoba ci się w Londynie?
- Nie podoba mi się. – westchnęłam.
- Poważnie? Miliony osób chce się tu przeprowadzić a ty nie chcesz? Miazga. Też jestem nie tutejsza, jestem z Irlandii. Ale mieszkam tu już kilka lat więc znam okolicę. Właśnie, wpadniesz na sylwestra? Proszę. Nie będę siedzieć sama w śród tych gołych bab co przyjdą do mojego braciszka.
- Nie wiem.
- Winter to dobra okazja by się pokazać na mieście. Będzie fajnie. Mówię ci. A jak nie to zamkniemy się w moim pokoju i nikt do nas nie wejdzie.
- Blair, nie że ciebie nie lubię, ale poznałam, cię dosłownie pięć minut temu. – lubiłam ją ale nie byłam pewna co do sylwestra.
- Dobra, mamy 48 godzin do Sylwka. Poznasz mnie i spędzisz jedną nockę u mnie. – oznajmiła. – Dwadzieścia pytań. Albo więcej.
- Okey. Wiek?
- Mam siedemnaście lat.
- A ja osiemnaście. – uśmiechnęłam się.
- W takim razie moja kolej. – uśmiechnęła się. – Eee Ulubiony sport.
- Gimnastyka sportowa i bieganie. – nie stosowałam się do zaleceń lekarza. Odkąd dostałam stabilizator na kolano biegałam ile wlezie żeby utrzymać formę.
- Ja też lubię biegać. Przebiegniesz się ze mną? Wieczorem?
- Blair…
- Tak wiem, prawie się nie znamy. – gadałyśmy kilka dobrych godzin. Dziewczyna była prze zabawna. Polubiłam ją mimo tego że była młodsza o rok. Była zabawna. Ciągle opowiadała co się dzieje w jej nienormalnej szkole i jakie towarzystwo się trzeba wbić żeby jej nie ruszyli. Co chwila wspominała coś o swoim bracie. Chyba jej imponował. Mówiła że go nienawidzi a raz że jest kochany i bardzo się nią opiekuje. Zjadłyśmy wszystkie babeczki. Postanowiłam zaprowadziłam ją do mojego pokoju. Gdy zobaczyła co mam wstawionego opadła jej szczęka.
- O boże to jest odlotowe. Ale czemu masz coś takiego?
- To było w małym pokoju w starym domu. Pokój był mały ale wysoki, podobało mi się to więc postanowiłam to zabrać ze sobą. – uśmiechnęłam się. – Chodź poklepałam miejsce na kanapie.
- To jest super. – szczerzyła zęby do wszystkiego.
- Wiesz co? Przyjdę na Sylwestra, pod jednym warunkiem. Nie odstępujesz mnie młoda na krok, drugi. Pomożesz mi się ubrać.
- Jasne! – zaklaskała w ręce.