piątek, 7 lutego 2014

Rozdział 14

Z dedykacją dla Pauliny Tomlinson która do mnie napisała na GG
#Marycha cię kocha <3

*Blair*
Wyszłam pośpiesznie z klasy. To był angielski, ja niestety jestem ścisłowcem. Nie cierpię nic związanego z humanistyką. Wrzuciłam wszystkie książki z plecaka do szafki szkolnej. Różnica między wagą torby z tym beznadziejnym papierem a be niego była wielka. A potem się, dziwić ze 90% populacji ludzi ma krzywe plecy. Zamknęłam metalowe drzwiczki i ruszyłam w stronę damskich ubikacji.
            Przed lustrami jakieś dwie dziewczyny malowały swoje usta i poprawiały włosy. Podeszłam do umywalki i zaczęłam szorować dłonie. Myłam ręce do puki brunetka i blondynka nie opuściły pomieszczenia. Sprawdziłam czy aby na pewno wszystkie kabiny są puste i zajęłam jedną z nich. Nie zamknęłam drzwi. Wybrałam najgorszą kabinę ze wszystkich, rzadko która dziewczyna jej używa. Wspięłam się na kibel a plecak przerzuciłam przez ramię.
            Modliłam się aby jak najszybciej zadzwonił ten głupi dzwonek. W tej toalecie było brudno i było pełno pająków, ugh. Fuj, śmierdziało. Ktoś wszedł do kibla. Ukrywałam się w sumie tylko przed moim bratem i jego paczką. Lubią mnie eskortować do klasy a zwiewanie ze szkoły nie byłoby możliwe pod ich okiem. No i jeszcze była Winter. Ale gdyby się dowiedziała że zwiewam ze szkoły, możliwe że chciałaby iść ze mną a, Summer by mnie zabiła, jakbym ją przyprowadziła.
            Zadzwonił dzwonek, nareszcie. Stanęłam na palcach i wychyliłam się znad kabiny. Sprawdziłam teren i zeskoczyłam z ubikacji. Pusto, zwiewanie ze szkoły opatentowane do perfekcji. Wyszłam na puściutki korytarz. Szybko przemknęłam korytarzem do wyjścia i opuściłam teren szkoły.

***
Spojrzałam po raz setny na zegarek. Summer kiedy skończysz. Tupałam rytmicznie nogą, zastanawiając się kiedy moja przyjaciółka skończy swoją pracę. No nie należała do najłatwiejszych, ale dostawała dużo pieniędzy, a że nie chciała by opieka społeczna ją zgarnęła, sama się utrzymywała. Niesamowicie odważna. Usiadłam na ławce i podkuliłam nogi. Wsadziłam słuchawki w uszy i zaczęłam słuchać tego co poleciało według losowej kolejności.
            Po chwili ktoś dwa razy popukał mnie po ramieniu. Otworzyłam oczy i zobaczyłam moją przyjaciółkę. Znów jej brązowe zapłakane oczy. Westchnęłam głośno, przygarnęłam ją do siebie i przytuliłam.
- Ilu?
- 3. – załkała, zaczęłam ją głaskać po włosach.
- Przypomnij mi dlaczego to robisz?
- Bo inaczej nie będę miała pieniędzy na utrzymanie. – znów zapłakała.
            Siedziałyśmy chwilę, aż Summ się uspokoiła. Ruszyłyśmy w milczeniu w stronę mojego domu.  Mowa jest srebrem a milczenie złotem. Tą zasadę wyznawałyśmy zawsze idąc do mnie do domu. Tam gotowałam nam obiad czyli Taco i sok z pomarańczy.
            Weszłyśmy do domu, obydwie rzuciłyśmy plecaki w kąt przedpokoju, po czym na torbach wylądowały jeszcze nasze kurtki. Szurając nogami po ziemi weszłyśmy do kuchni.
- No dobra, muszę zrobić dużo Taco. – wyśpiewałam.
- Coś ty taka podjarana tym jedzeniem.
- A bo ci nie mówiłam. Harry ma przyjść wieczorem spróbować mojego żarełka.
- Harry? Styles? Ten któremu postawiłabyś ołtarzyk w osobnym pokoju i klęczałabyś przed nim dzień i noc gdyby nie to ze twój brat się z nim przyjaźni? – zapytała co chwila podnosząc tonacje głosu w pisk.
- Tak ten! – powiedziałam uradowana i zaczęłyśmy piszczeć jak pojebane.
- A co masz zamiar ubrać?
- Najlepiej jak będę w dresie, jakby mi nie zależało, w sumie to tylko koleżeńskie spotkanie, ale zawsze jakieś. – uśmiechnęłam się.
- Oj no weź, załóż getry, masz szczupłe nogi i za dużą koszulkę Nialla. Chłopców to pociąga, plus 10 punktów do seksowności. – wypaliła a ja się zaśmiałam.
- Dobra, to ja lecę a ty weź zacznij robić sok pomarańczowy. – poprosiłam dziewczynę i pobiegłam do swojego pokoju.           
            Uklęknęłam przy szafie i zaczęłam szperać w szufladzie. Gdzie są te getry? Zwykłe czarne getry. Mam dresy, getry w paski poziome, pionowe, zebra, panterka? Boże, co ja nosiłam?! Wszystko latało po pokoju. Dopiero na samym dnie szafy znalazłam to czego szukałam.
            Zrzuciłam z siebie niebieskie rurki, po czym na pupę wsunęłam czarne getry. Następnie udałam się do pokoju Nialla. Otworzyłam jego szafę i zaczęłam szukać jakiegoś luźnego podkoszulka. Zrzuciłam z siebie niebieską bokserkę i zamieniłam ją na koszulkę brata. Nie jest źle. Zbiegłam na dół.
- No, no, no! Jest super. –zaśmiała się Summer.
- Dobra zabieramy się za to Taco. Wyjmij kurczaka i go pokrój. – poleciłam i zaczęła mieszać olej z przyprawami.
            Rozmawiałyśmy o wszystkim gdy Summer kroiła kurczaka. Umyłam ręce które były brudne od marynaty. Zaczęłam grzać patelnię.
- Co robić?
- Marynuj i odkładaj do miseczki. – poprosiłam gdy wsadzałam tortillę do piekarnika by była ciepła. – A jak skończysz zetrzyj ser, ja się zabiorę za siekanie cebuli i papryki. – powiedziałam.
            Wszystkie składniki wsadziłam do miseczek by się wygodnie nakładało. Usłyszałam jak olej skwierczy na patelni i zaczęłam układać marynowanego kurczaka na patelni. Pilnowałam by mięso się nie przypaliło. Kiedy uznałam że jest gotowe je również położyłam w miseczce.
            W końcu zaczęłyśmy zwijać wszystko do kupy razem. I pozostało nam tylko sprzątanie i czekanie na Harrego. Oblizałam palce z papryczki, a następnie ułożyłam wszystkie miseczki w zmywarce. Przetarłam blaty a następnie gotowe taco ustawiłam na talerzach. Jak Harry przyjdzie to się odgrzeje.
- To co ty na jakiś film? – zaproponowałam przyjaciółce
- Okej, a o której przychodzi Harry?
- Tak na 20.00.
            Poszłyśmy do salonu i zaczęłyśmy oglądać jakiś film. Moje myśli za to podążyły do mojego brata. Jaz zwykle zgarnął Suzuki* i kask, ale po jasną cholerę mu jeszcze jeden? Ma zamiar wziąć Winter na przejażdżkę? Czy na nielegalne wyścigi? Egh pewnie to drugie.
Zaczęłam się przekręcać na bok. Nawet nie zauważyłyśmy z Summer kiedy byłyśmy do góry nogami na kanapie. Nagle Summer podniosła rękę i popatrzyła na zegarek.
- Stara jest 19.30. zmywam się. – powiedziała.
- To leć.
- Trzymaj się. – odprowadziłam ją wzrokiem.
            Dalej byłam oparta o kanapę i kontynuowałam film. Zaczęłam podjadać winogrona. To pół godziny ciągnęło się jak nie wiem. Zaczęłam przeglądać gazetę która leżała na stoliczku do kawy. Kartkowanie gazet nie było moim ulubionym zajęciem. Co za zabawa. Ugh. Przewracałam się z boku na bok, by tylko zabić ten głupi czas. Nic więcej. Sekundy dłużyły się w minuty a minuty w godziny. W końcu usiadłam w normalnej pozycji i popatrzyłam na zegar wiszący na ścianie.
- 20.20?! Chyba każdemu może się zdarzyć spóźnienie – mruknęłam pod nosem i poszłam do kuchni by odgrzać wszystkie Taco. Podśpiewywałam sobie jakieś piosenki odsmażając tortillę. Ale z minuty na minutę co raz bardziej się przejmowałam że Harrego nie było.
21.00
21.30
22.0

            Wychodzi na to ze wybrał wyścigi. A a głupia myślałam ze jest inny. Co za idiotka ze mnie. On był zbyt idealny. Westchnęłam głośno. Ależ ja jestem głupia, ale cóż jestem farbowaną blondynką. Pogasiłam światła w kuchni i ruszyłam na piętro. Chyba zostanę lesbijką. Zaśmiałam się pod nosem po czym wzięłam prysznic. Przebrałam się w piżamę i poszłam spać. 

wtorek, 4 lutego 2014

Rozdział 13

ZAKTUALIZOWAŁAM NOTATKĘ

- Niall, teraz mam matematykę, wolę na niej być. – jęknęłam, kiedy chłopak ciągnął mnie za rękę w stronę parkingu szkolnego.
- Nie marudź. Na co masz ochotę?
- Stawiasz?
- Zależy co kangurku. – poruszał brwiami a ja zrozumiałam że moje pytanie było dwuznaczne.
- Zboczeniec. – wyrwałam rękę z jego uścisku.
- Oj no nie fochaj mi tu teraz. – zażądał. – Bo nie będzie przyjemnie. – mówił poważnym tonem ale jego oczy się śmiały, co oznaczało, ze chłopak się zgrywa. Chodź, pójdziemy na gorącą czekoladę, dobra? Ja zapłacę, i muffiny.
- A kino?
- Zależy co. – prowadził mnie w stronę samochodu.
- Em, mam ochotę się poryczeć…- nie chcę płakać – więc dramat romantyczny.
- Błagam cię, już wolę komedię.
- Dobra, ale chcę żelki zamiast popcornu.
- A czekolada po filmie – powiedział a ja zajęłam swoje miejsce pasażera i zapięłam pas.
- Przytyję. – jęknęłam patrząc na brzuch.
- Kangurku jesteś idealna.
- Co ty kombinujesz masz strasznie dobry humor i walisz komplementami od samego rana. – powiedziałam podnosząc jedną brew wysoko.
- Chyba mam ogromną satysfakcję z twojego wczorajszego kaca. – zaśmiał się pod nosem.
- Jesteś okropny. – powiedziałam urażona. – Cieszysz się z czyjegoś nieszczęścia. To naprawdę nie miłe. – splotłam ręce na piersi o odwróciłam się do niego plecami. Patrzyłam co się dzieje za oknem.
- Nie chodzi mi o to że cię bolała głowa. – zaśmiał się. – Byłaś wyjątkowo grzeczna.
- Nie gadam z tobą. – burknęłam.
- Jak chcesz. – wiedziałam że się uśmiecha. Dlaczego on się do cholery uśmiecha Ja jestem obrażona, więc powinien mnie przeprosić a on się śmieje. Ugh! On jest irytujący. Chce sobie iść do domu, wziąć ciepłą kąpiel z bąbelkami, albo siedzieć w ciepłej szkole i ogarniać matematykę.
            Niall zatrzymał samochód i wysiadł z niego. Obszedł auto na około i otworzył moje drzwi.
- Wysiadasz czy nie?
- Nie. – wydęłam usta.
- Dobra, ja zabieram kluczyki i nie będzie ogrzewania, miłego marznięcia. – zamknął moje drzwi i ruszył do windy która prowadziła na pierwsze piętro galerii. Spojrzałam na niego, po czym na wyłączane ogrzewanie. Szlag by to trafił.
            Otworzyłam drzwi i wyskoczyłam z pojazdu. Od razu poczułam różnicę temperatury między wnętrzem samochodu a podziemnym parkingiem. Złapałam się za ramiona i pożałowałam że nie wzięłam rękawiczek do szkoły. Ja chcę do ciepłych krajów! Kiedy tylko zamknęłam drzwi samochód zamrugał.
            Co za idiota. Wiedział że wysiądę. Z naburmuszoną miną ruszyłam w kierunku blondyna. Chłopak nawet nie zamierzał się zatrzymać. Ha, ja nie miałam zamiaru do niego dołączać. Niech sobie pomarzy. Stanęłam na ruchomych schodach które jechały na piętro galerii.
            Jezu to jest nie fair. Wszędzie przeceny a ja nie wzięłam portfela. Ja chcę ciepłe skarpetki z reniferami i rękawiczki. Wsadziłam ręce do kieszeni kurtki i podążyłam za blondynem, trzymając się jakieś siedem metrów za nim. Zaczęłam szukać po kieszeniach pieniędzy, a nóż widelec się coś znajdzie. I nie myliłam się, znalazłam dwie dyszki. Z tego co wiedziałam, Niall ciągnął mnie do kina, więc dołączę do niego potem. Weszłam do Starbucks’a i stanęłam w kolejce.
- Co podać. – drobna ruda dziewczyna za ladą uśmiechnęła się szczerze.
- Dwa razy frappe karmelowe.
- Już podaję, imię?
- Na jednym niech pani napisze Winter i serduszko, a na drugim Niall i karniaka. Niech pani nie żałuje bitej śmietany.  – uśmiechnęłam się a rudzielec się zaśmiał.
            Stanęłam w kolejce po odbiór. Odebrałam napoje i zadowolona z siebie zaczęłam szukać kina. Chłopak kupował właśnie bilety, Podeszłam do niego i wręczyłam mu kawę.
- Chyba mnie tam nie lubię. – stwierdził patrząc na rysunek.
- A ja mam serduszko. – pokazałam mu język. – Widzisz. – wyciągnęłam przed siebie swój kubek i pokazałam palcem na czarny rysunek.
- Mam być zazdrosny?
            W odpowiedz wzruszyłam ramionami. Chłopak kupił nam jeszcze duży popcorn i weszliśmy do Sali. Zajęliśmy swoje miejsca.
- Niall co to za film? – byłam prawie pewna że to nie komedia romantyczna.
- Obecność. – odszepnął.
- Zgłupiałeś, ty chyba chcesz żebym nabawiła się bezsenności. – powiedziałam.
- Uspokój się. Przecież to tylko fikcja.
- To będzie uraz do końca życia. – jęknęłam.
            Film był na początku w miarę fajny. Standardowy scenariusz horroru. Jest sobie rodzinka, przeprowadzają się do nowego domu i znajdują piwnicę lub strych. A potem już nie da się oglądać. Kiedy z ciemności wyskoczyły dwie ręce i zaklaskały stwierdziłam że będę miała uprzedzenie do klaskania na wieki. W końcu zaczęłam się chować za Nialla, a jemu było bardzo, do śmiechu. Zbeształam go wzrokiem i trzepnęłam w ramię.
- Ał. – udał że go zabolało i potarł miejsce w które mu przywaliłam. – Mogłaś mnie zabić.
- Ups? – popatrzyłam na ekran. Pisnęłam i znów schowałam się za blondyna.
- Winter przecież, to tylko, stara kobieta z pociętą twarzą, zgniłymi zielonym zębami, białkami bez tęczówek…
- Przestań, proszę. – jęknęłam dalej schowana za jego ramieniem.
            Chłopak się uspokoił na chwilę, ale po chwili znów zaczął mnie straszyć. Dźgnęłam go palcem w brzuch. Ja pieprze jaki umięśniony brzuch. Wyszłam z Sali z trzęsącymi się dłońmi.
- Nie będę spać w nocy. – jęknęłam. – Nienawidzę horrorów.
- Przecież to tylko fikcja. Czego się tu bać.
- Boże, a jak się okaże, że w moim domu też jest piwnica? Ja też się niedawno przeprowadziłam, a ta szafa, była cholernie podobna do tej co ma moja mama. - zaczynałam histeryzować. – a jak z moim pokoju zabił się człowiek? – ataki paniki nabyłam jakiś rok temu. Właśnie między innymi, dlatego nie oglądam horrorów. – Albo mieszka sobie jakiś duch?!
- Hej Winter. – Niall zauważył że coś jest nie tak. – Hej popatrz na mnie. – poprosił. W czasie takich akcji, szanse na złapanie ze mną kontaktu wzrokowego równały się zeru. Moje oczy błądziły po całej galerii. Nie byłam w stanie się uspokoić, wszystko przez głupi film, jeden dwugodzinny jebany film.
- O ja pieprze. To było na faktach. – przypomniał mi się napis na początku filmu. Teraz moja pamięć była dwa razy lepsza, tylko dlatego żeby pogrążyć mnie w histerii, aby przypomnieć każdy szczegół filmu. To nie jest nic co lubię. Wręcz nienawidzę.
- Winter, popatrz na mnie. – palcem wskazującym podniósł moją brodę tak bym była zmuszona popatrzeć na niego. – To tylko film, to sobie ktoś wymyślił. A napis został dodany by zachęcić ludzi do oglądnięcia. Nic takiego nie miało prawa się wydarzyć. Słyszysz? – mówił spokojnie. Złapał moje trzęsące się ręce. – Patrz na moje usta. – moje oczy powędrowały na wargi chłopaka. – Nic. Takiego. Nigdy. Się. Nie. Stało.
            Powoli zaczęłam się uspokajać. Niall chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę windy.

***
            Przeszło mi zupełnie w samochodzie. Teraz siedziałam z Niallem u niego w salonie i graliśmy z skojarzenia. Od pół godziny Niall sprowadzał wszystko do jedzenia.
- Yyyy mówiłeś „kurczak”, tak?
- Mhm…
- Eee, restauracja!
- Pięciogwiazdkowa.
 - Szef kuchni?
- Zawód. – wypalił a ja upiłam łyk herbaty.
- Dobrze płatny.
- Gwiazdy, w sensie celebryci. – powiedziałam. Chłopak wyjął kolejnego herbatnika z opakowania i zaczął myśleć.
- W takim razie zawodnik.
- eeee…nie wiem…może, sportowy.
- Narty.
- Trasa.
- Wyścigi. – zastygłam.
- Zagrajmy w coś innego. – poprosiłam. Niall był zaskoczony moją reakcją na to jedno słowo. Zawsze, ale to zawsze będę go unikać. Nie mam zamiaru słuchać nic o wyścigach, jakichkolwiek.
- Zróbmy omlety. – powiedział.
- Ty zrobisz. – wskazałam na niego palcem. – Blair się ucieszy.
- Mam nadzieję. – uśmiechnął się słabo. – Ostatnio, ciągle się kłócimy.
- O co?
- O wszystko. Ale generalnie za każdym razem kłótnia zbiega na temat śmierci rodziców i zaczynamy się obwiniać nawzajem. Użyłem dość mocnego argumentu. Blair nie odezwała się do mnie od wczorajszego wieczoru. – widać ze było mu źle z tego powodu.
- Co jej powiedziałeś?
- Blair, tak strasznie stęskniła się za Camilą. Naszą kuzynką. Wybłagała rodziców żeby ją zawieźli, i w tedy był ten cholerny wypadek. Wczoraj powiedziałem jej że gdyby nie zachciało jej się jechać to rodzice wciąż by żyli a ja nie miał bym jej na głowie. – w skrócie przedstawił mi co się wydarzyło.
- Powinieneś ją przeprosić, jest  końcu twoją siostrą. Chodź, zrobi coś lepszego niż omlety. Co Blair lubi najbardziej.
- Naleśniki z czekoladą.
- O boże jaki banał. Ile mamy czasu?
- Dwie godziny.
- Po tej wyżerce wybaczy ci na pewno.
***
Od półtorej godziny pisałam z Niall’em. Dlaczego. Nie mogłam zasnąć, z jakiego powodu? Horror. Zaczynałam panikować, bo zegar pokazywał 2.55 a wszystko zaczynało się o 3.07.

*Zabiję cię za ten Horror, nie mogę zasnąć. Winter*
*Przesadzasz, spróbuj zasnąć. Niall*
*Nie mogę! Zaraz mnie coś zeżre*
*Przyjdę na pogrzeb*
*Niall! Do jasnej cholery to nie jest śmieszne!*

Po tym sms’ie chłopak nie odpisał a ja patrzyłam tępo w sufit. Spanie na budowli na której było moje łóżko było mega straszne, bo nie wiedziałam co się dzieje w pokoju. Wszędzie ciemno, tylko światło które dawał księżyc. W pewnym momencie na ścianie mignął jakiś cień, a cała spietrana podniosłam się do pozycji siedzącej. Popatrzyłam za okno. Nic. Pukanie. Mój wzrok powędrował na drzwi od balkonu.
Niall
Zeszłam z drewnianego podestu i otworzyłam chłopakowi drzwi.
- Co ty tu robisz?
- Szkoda mi kasy na smsy a ty nie możesz zasnąć. – Wyjaśnił kiedy wychodziłam drabinką na drewniany podest.
- To się nie zawali?
- Nie - odparłam siedząc już w mojej pościeli.
- Aha. Rób miejsce. – Chłopak zajął jedną połowę mojego łóżka.
- Teraz dasz mi spać?
- Tak. – wypaliłam  poduszkę tak niewyraźnie, że na pewno nie zrozumiał. Chłopak objął mnie w tali i przyciągnął do siebie. Zasnęliśmy w takiej pozycji.


 Skarby moje kochane, nudźcie mnie o przeszłość Winter, ja rozumiem że to jest super ekstra ciekawe ale, ja mam swoje tempo akcji, głównym wątkiem jest właśnie to co działo się w Nowej Zelandii więc nie popędzajcie mnie, ponieważ i tak wam to nie wyjdzie. Fakt ja rozumiem, jest pisane jak jest, że niby blog ma być o tych wyścigach, ale chodzi o to, że muszę napisać ważny fragment, i znaleźć miejsce gdzie gu umieścić, jeżeli tego nie zrobię posypie mi się całe opowiadanie. Więc błagam wytrzymajcie.
Dodałam zakładkę kontakt, jakbyście chciały do mnie napisać :), w następnym rozdziale postaram się podkręcić tępo akcji, nie wiem kiedy dodam, ja też mam życie towarzyski, chodzę na rysunek więc, błagam, jak piszę na asku ze nie wiem albo ze chyba, to nie oczekujcie ode mnie cudów na kiju. To było takie uprzedzenie. Komentujcie :)

niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 12

GABRYSIU ROZDZIAŁ DEDYKOWANY TOBIE <3
*Blair*
Nie wiem jak niektóre aktorki grają te głupie suki w serialach czy filmach. Ja mam problem z udawaniem, że nie umiem algebry. Czasami aż korci mnie żeby skreślić wszystkie błędy które zrobiłam specjalnie i wykonać działanie poprawnie. Byłam wdzięczna Winter że skołowała mi te ”niesamowicie potrzebne” korki, ale nie mógłby mnie uczyć czegoś czego serio nie rozumiem, a nie coś co jest banalne i mam to w jednym palcu.
            Westchnęłam ciężko zastanawiając się czy po raz kolejny zrobić błąd w postaci źle postawionego znaku działania, czy pieprznąć się w tabliczce mnożenia.
- Dajesz radę? – zapytał Harry stając za mną. Położył rękę na moim ramieniu a ja poczułam jak motylki latają mi w brzuchu.
- Tak, zaraz to rozwiążę. – powiedziałam pochylając się nad kartką. Wpisałam zły wynik i podałam kartkę Harremu.
- Źle, źle, źle, dobrze, dobrze i dobrze. Trzy na sześć, nie jest źle. – uśmiechnął się. – Zrobimy tak, rozwiąż to zadanie – pokazał na błędne działanie. – A zabiorę cię na łyżwy i gorącą czekoladę. – uśmiechnął się i w jego policzkach pokazały się dołeczki. Jakie urocze.
- Tylko, że ja nie umiem jeździć. – było mi głupio.
- A rolki.
- Nie moja bajka. Wolę deskę  i motor brata.
            Chłopak spoważniał, doskonale wiedział że Niall kategorycznie zabrania mi jeździć. A on to se może, to jest nie fair.
- Kiedy ostatnio jeździłaś?
- W trzeci dzień świąt, ale proszę nie mów mu, bo mnie zabije. I tak już często się na mnie wścieka. – mruknęłam niezadowolona.
- Dobra nie powiem, a na łyżwach się nauczysz.
- Umiesz?
- Tak.
- Nie wyglądasz – zaśmiałam się.
- Ty nie wyglądasz na dziewczynę co umie jeździć na motorze. Dobra rozwiązuj, i idziemy na czekoladę. – boże, musze to rozwiązać bezbłędnie, przecież to jest banał. Zaczęłam bazgrać na kartce obliczenia. Wykonałam zadanie dwa razy na brudno aby mieć pewność ze jest dobrze, po czym przepisałam na kartkę którą dał mi Harry.
- Dobra, co najpierw. Czekolada czy łyżwy? – zapytał a ja zaczęłam się zastanawiać.
- Będę miała obity tyłek?
- Tak. – zaśmiał się.
- To na łyżwy nie idę.
- Oj no chodź. – Podał mi kurtkę.
            Wyszliśmy z biblioteki miejskiej. Miałam na sobie białą kurtkę z roxy, szalik na około szyi, i ciepłe rękawiczki tylko z kciukiem. Takie najlepsze bo ciepło mi we wszystkie palce. Już miałam wziąć plecak do ręki kiedy Harry sprzątnął mi go sprzed nosa i sam zawiesił sobie na ramieniu. Boże, czy on nie jest idealny?
            Przepuścił mnie w drzwiach i ruszyliśmy w stronę Londyńskiego, krytego lodowiska. Rozmawialiśmy na każde tematy, ale przez pierwsze piętnaście minut drogi rozmawialiśmy o motorach. Co się dziwić, ja je lubię, Harry jeździ. Tylko ja nie mogę, boże czasami nienawidzę Nialla.
- Jaki rozmiar? – staliśmy przy wypożyczalni sprzętu.
- 37. – odparłam.
 - Figurówki 37. – poprosił Harry i odebrał dwie pary łyżew.
            Trochę się cackałam z zawiązaniem cholernych butów ale w końcu mi się udało. Weszłam na lodowisko, gdzie Harry jeździł sobie w najlepsze. Przytrzymałam się barierki i powoli starałam się sunąć po lodzie .
- Co tam księżniczko. Chodź. – wyciągnął do mnie ręce.
- Harry ja się wywalę jak nic. – jęknęłam.
- Co to za zabawa bez przewrotki, no chodź. – w końcu podałam mu ręce.
            Chłopak mnie pchał, jechałam przed nim, i szczerze powiedziawszy nie chciałam patrzeć na to co dzieje się przede mną. W pewnym momencie przestałam czuć ręce Harrego więc doszłam do wniosku że mnie puścił. Zaczęłam piszczeć, jak dziecko. W końcu się zatrzymałam i zabrałam ręce od twarzy.
- Tak strasznie? – Harry do mnie podjechał.
- Tak. To jest niebezpieczne. – powiedziałam.
- Oj no chyba przesadzasz. – zaśmiał się.
            Pokręciłam przecząco głową. Chciałam się dostać do barierki ale mi nie szło.
- Pomóż mi…albo nie. – szybko się rozmyśliłam, jeszcze raz by mnie popchnął.
- No chodź, teraz cię pociągnę, nie popcham, jak chcesz. – zapewnił a ja podałam mu rękę.
            Chłopak jadąc tyłem dociągnął mnie do barierki.
- Chodźmy stąd proszę. – jęknęłam.
- Nie polubisz łyżwy?
- Raczej nie. – uśmiechnęłam się krzywo.
- Dobra, spróbuj ostatni raz, ja ci pokażę jak się jeździ. Jak ci się nie spodoba to idziemy na Czekoladę.
- Eeeee…dobra, niech ci będzie. – zgodziłam się. Harry ruszył powoli a ja spróbowałam za nim. Powoli się rozpędzałam. – Harry jak się hamuje? – zapytałam.
- Masz ząbki z przody, czubkiem buta. – powiedział.
            Spróbowałam zahamować. Efektem tego było wywrócenie Harrego i wylądowanie na jego klatce piersiowej. Speszona, szybko z niego zeszłam i klękłam na lodzie.
- Przepraszam.
- Ja też się wywracałem. – uśmiechnął się. – To co, może jednak ta czekolada co?
- Zdecydowanie. – Chłopak podał mi rękę i pomógł wstać. – Pociągnąć czy popchać?
- Jak ci będzie wygodniej. – wzruszyłam ramionami.
            Harry stanął za mną i trzymając mnie za biodra popchał mnie do wyjścia z lodu. Te łyżwy to jakiś koszmar. Wyszłam z lody i od raz ściągnęłam uciążliwe obuwie i zamieniłam je na swoje trepy. Założyliśmy kurtki. Harry po raz kolejny przepuścił mnie w drzwiach.
- To gdzie idziemy?
- Starbucks, albo…-przeciągnął ostatnią literę.
- No?
- Ugotujemy coś ciepłego u mnie. – powiedział.
- Nie wiem.
- Jestem mistrzem gorącej czekolady.
- Skoro tak mówisz.
            Chłopak zaprowadził mnie do jego samochodu, wrzucił plecak do bagażnika i wsiadł z drugiej strony. W radio szło „Give me love” Edd’a Sheeran’a. Harry zaczął śpiewać a po chwili nie wytrzymałam i oboje nuciliśmy piosenkę.

***
- Ona jest faktycznie pyszna. – po raz kolejny upiłam łyka czekolady od Harrego.
            Siedziałam na kanapie kocem który dał mi Harry. Chłopak zrobił gorącą czekoladę z bitą śmietaną SAM, a do tego świeże muffiny z jagodami. Boże jakie dobre.
- Ty za to musisz spróbować kiedyś mojego Taco. Pycha. – powiedziałam.
- Kocham meksykańskie żarcie.
- Nie wiedziałam. – wiedziałam. Ale Taco umiem robić od dziecka.
- Dasz mi kiedyś spróbować?
- Jasne. – uśmiechnęłam się.
- To kiedy?
- Zawsze je robię w piątek wieczorem, jak mam czas. – powiedziałam i upiłam łyk.
- Wieczorem to znaczy…
- Tak, kiedy jesteście na wyścigach. Tak mi się nudzi że robię żarcie. – przewróciłam oczami.
            Taka prawda, Niall zabrał mnie na wyścigi raptem dwa razy. To nie znaczy że nie raz zabrałam jego Hondzie na ”krótką” przejażdżkę. No ale niestety moja zabawa nie była zazwyczaj zadawalająca bo nie mam prawka i jak mnie policja złapie to pierwsze co zrobią to zadzwonią do Nialla i będę miała przedupcone.
- Do kitu.
- Zobaczymy jak bardzo lubisz taco. – bardzo lubi, a moje pokocha.
- Dobra wystawiasz mnie na próbę. – zauważył a ja pokiwałam głową.
- Moje Taco jest pyszne. Niall je ubóstwia. Zawsze wsuwa je po wyścigach. – próbowałam go podpuścić.
- Czyli albo wyścigi albo taco?
- Dokładnie.
-Raz sobie odpuszczę, raz. Chcę spróbować twoich Taco.
- Czyli w piątek o 20.00.
- Niech ci będzie księżniczko. – uśmiechnął się.
            Włączył telewizor i zaczął skakać z kanału na kanał. Ja grzałam  ręce na kubku pełnym gorącej czekolady. W pewnym momencie wyłapałam „Tylko ciebie chcę”.
- Możesz cofnąć? – zapytałam.
- Jasne. – chłopak wciskał guzik na pilocie.
- Tutaj. Możemy oglądnąć?
- Spoko, skoro chcesz. – uśmiechnął się.

            Ułożyłam się na kanapie i oparłam głowę o zagłówek. Nawet nie zauważyłam kiedy przymknęłam oczy. Kiedy byłam na granicy krainy morfeusza a rzeczywistości, poczułam jak Harry okrywa mnie kocem.




Więc takie uprzedzenie w drugim tygodni moich ferii jadę do Francji na tydzień (uwierzcie mi że nie chcę jechać). Nie wiem, czy będę miała internet więc, no żebyście mnie nie opuścili przez ten tydzień, i tak już zmutam z powodu spadku liczby komentarzy.
Zapraszam na aska itd. 

sobota, 1 lutego 2014

Rozdział 11

Weszliśmy do domu gdzie był tłum ludzi. Wszyscy pchali się na siebie, obściskiwali, obmacywali, jednym słowem ohyda. Niall ciągnął mnie za rękę między ludźmi a ja co chwila zarzucałam włosy na prawe ramię aby zasłonić szyję na której nie było już malinki. Po chwili staliśmy w salonie. Usiedliśmy na dywanie gdzie była postawiona wódka, i pusta butelka po piwie.
-Dobra! Kto gra? – krzyknął Harry.
            Niall podniósł moją rękę, dziękuję że mam coś do gadania. Harold obrzucił zebranych wzrokiem i kazał wszystkim usiąść w kółku.
- Gra prosta. Prawda, wyzwanie albo shot. Proste i logiczne. – Harry w mgnieniu oka wyjaśnił zasady gry i zakręcił butelką. Kolejno ludzie dawali wyzwania, jeszcze nikt nie brał schot’a. Nic trudnego. W końcu wypadło na mnie.
- Prawda. – powiedziałam pewnie.
- Dlaczego się przeprowadziliście? – Zapytała Perrie o ile dobrze pamiętam.
- Rodzice są grafikami komputerowymi, mały awans w dużej firmie. – odpowiedziałam i zakręciłam butelką.
            Zabawa toczyła się dalej, umieraliśmy ze śmiechu z wyzwań, po pół godziny kilku osobom znudziło się granie więc zabawa się zacieśniła. W końcu po raz drugi zostałam wylosowana.
- Co wiesz o motoryzacji? – zapytał Harry a ja zdrętwiałam na to pytanie. Uśmiech zbladł z mojej twarzy i napięłam wszystkie swoje mięśnie, to był odruch automatyczny.
- Wystarczająco dobrze by rozłożyć motor na części. – wysyczałam przez zęby.
W mojej głowie zapaliła się lampka „chcą wiedzieć coś o mojej przeszłości”. Teraz mogłam liczyć jedynie na shoty. Nastawiłam w telefonie w odtwarzaczy „Baby” tak że gdy będzie trzeba, jednym ruchem włączę dzwonek swojego telefonu. Rozluźniłam się nieco ale byłam pewna że jak na mnie wypadnie kolej, moje mięśnie napną się w brew mojej woli.
            No cóż, przez chwilę była fajnie, butelka omijała mnie szerokim łukiem – to dobrze. Ale nic nie trwa wiecznie. Butelka zaczęła trafiać co kilka razy we mnie. Powoli upijałam się, aż w końcu nie byłam w stanie wypić drinki.
- Prawda czy wyzwanie? – zapytała jakaś blondynka której ewidentnie nie znałam- to na pewno nie Perrie.
- Wyzwanie. – wybełkotałam.
            Akurat Niall gdzieś zniknął, więc musiałam sobie radzić sama, nawet na siedząco się kiwałam. Podpierałam się jedną ręką, a drugą dłonią trzymałam palec gotowy włączyć „baby”.
- Pocałuj Harrego.
- To nie jest dobry pomysł. – wypalił Harry.
- Oj no weź, jeden całus. – zaśmiała się.
- Daj sobie spokój. – do salonu wszedł Niall z niezbyt zadowoloną miną.
- Och dajcie spokój, nikogo nikt nie zabije, a oni się pocałują, przecież to nic nie znaczy. – kłócili się kiedy ja usiłowałam utrzymać równowagę na siedząco.
- No dawaj, Winter! – Harry z niechęcią się do mnie przybliżył już miałam go pocałować, kiedy nacisnęłam przycisk w telefonie. Po pokoju rozległo się „Baby” – Mój genialny dzwonek. Wstałam z ziemi i zaczęłam udawać że rozmawiam z mamą.
- Tak mami! – zapiszczałam do telefonu i zaczęłam chichotać. Wyszłam na świeże powietrze i oparłam się o drzewo.  Świat kręcił się niemiłosiernie, a mi się chciało śmiać, gdzie w tym logika? W końcu wybuchłam śmiechem. Mała cena a moje tajemnice.
- Jak się czujesz? – usłyszałam Nialla. Powoli opierając się  o drzewo odwróciłam moją osobę w jego stronę.
- O kurwa! Raz, dwa trzy…- zaczęła liczyć ile widziałam Niallów. – Boże, ile ciebie jest.
- Co jest tak ważne że to chronisz?
- Nic! – wyskoczyłam. – Dobra, coś tam jest, ale nie powiem. – boże mam za długi język, dlaczego się nie zamknęłam?! – Nie dobrze mi. – jęknęłam kiedy w moim brzuchu się zakotłowało.
- Oddychaj.
- To nic mi nie pomoże. – Zgięłam się w pół i zwymiotowałam.
            Niall doskoczył do mnie i chwycił moje włosy w kucyka. Mam deja vu. Znów to samo.
- Nigdy więcej się nie napiję. – jęknęłam między falami wymiocin. Czułam ciastka mamy wymieszane z alkoholem. Ta mieszanka powodowała ze chciało mi się rzygać jeszcze bardziej.
- A żebyś jeszcze dotrzymała tej obietnicy. – Chłopak głaskał mnie po plecach. – Koniec?
- Chyba tak. – zaśmiałam się.
- Chyba musisz iść spać. – wypalił Niall.
- Nie no, bez przesady, fajnie jest. – wrócił mi nastrój imprezowiczki.
- A chcesz znów puścić pawia?
- Nieeeee.
- To chodź do domu. – wziął mnie na ręce.
- Masz odrosty. – zauważyłam. – Po co się farbujesz?
- Bo nie podoba mi się brąz.
- Obrażasz moje włosy. – chwyciłam jeden z loków spoczywających na moim ramieniu.
- Ty masz śliczne włosy jeśli chcesz wiedzieć. – zaśmiał się.
- Dlaczego nie jesteś pijany? – zapytałam, bawiąc się jego włosami.
- Bo się hamowałem. Dla mnie ta gra to nic. – wsadził mnie do samochodu po czym zapiął mój pas. Zaczęłam się chichrać, kiedy uderzył głową o dach samochodu. Nie mogłam przestać. Śmiałam się w niebogłosy kiedy chłopak zajął miejsce za kierownicą.
- Ej piłeś nie powi…
- Winter, w stosunku do ciebie, ja nie wypiłem ani kropli.
            Znów zaczęłam się śmiać. Boże pójść na imprezę i nie wypić ani kropli? Co za idiotyzm.
- Tak…hahhahaha…się nie…hahhahaa…da! – udało mi się powiedzieć.
- Winter, da się, spróbuj zasnąć, bo w twoim stanie podróż przez pięć minut samochodem może nie być przyjemnym doświadczeniem.
- Dobra, dobra. – powiedziałam  końcu. Oparłam głowę o szybę i zamknęłam powieki. Niall miał rację, od jazdy zrobiło mi się niedobrze i ledwo hamowałam wymiociny. Ale dotarłam do domu. Udało mi się.
- No Kangurku, wysiadaj. – Niall podał mi rękę, ale nie ustałam na nogach. Niall przytrzymał mnie za łokcie w ostatnim momencie. – Dobra, podeprzyj się.
- A nie możesz mnie wziąć na ręce? – Jezus co ja gadam.
- Jak chcesz. – znów wziął mnie na ręce  zaniósł do pokoju.
            Rodzice spali, ewidentnie. Mama jak nie śpi to siedzi za zwyczaj przed laptopem bawiąc się swoimi programami, a tata ogląda mecze. Uśmiechnęłam się na samą myśl, że po raz pierwszy pójdę spać później niż mama. Ona jest pracoholiczką, tata za to zupełne przeciwieństwo. Nawet nie wiem gdzie się szlaja po południami.

***
            Tan dzień było do bani. Byłam na dość dużym kacu, rano dostałam opierdziel od mamy że przyszłam późno z imprezy, ojciec ma przyjść do szkoły zrobić wykład o grafice komputerowej. Nie wspominając już o jedynce z ostatniej kartkówki, którą urządziła nam matematyczka, Harry chciał mi pomóc ale zauważyła, ze ściągam więc o ”C”* mogłam sobie pomarzyć. A no i jeszcze Niall znów mi zrobił malinkę, ale czy to jest warte opisywania po raz kolejny? – nie sądzę.
            Szłam korytarzem, miałam kaptur naciągnięty na głowę, jeżeli jakiś nauczyciel złapał mnie i zobaczył jakie mam wory pod oczami to by pomyślał że mam podbite oko. Stałam obok mojej szafki kiedy na horyzoncie pojawił się mój ojciec. – Kurwa tylko tego brakowało. Zaczęłam się rozglądać, za miejscem gdzie mogłam się schować. I normalnie Bóg mnie posłuchał. Za regałem szafek były drzwi z napisem „Tylko dla personelu placówki”. Tak, tak, bo posłucham. Ruszyłam w ich stronę, wślizgnęłam się do środka i o dziwo wyszłam za szkołę. Byłam na tyłach budynku, między śmietnikami. Nie było źle. Jeden z kontenerów był zupełnie czysty i nowy. Wdrapałam się na bryłę plastiku i usiadłam na niej, ja sobie posiedzę, a ojciec niech robi co chce. 
            Siedziałam chwilę w ciszy kiedy drzwi gwałtownie się otworzyły. Okazało się że to Harry. Zdziwił się moim widokiem.
- Co ty tu robisz?
- Emmm…chyba jestem, ale nie jestem pewna. – zaśmiałam się.
- Nie o to mi chodzi, to miejsce zna tylko…dobra niech będzie. Elita. – oznajmił.
- Uciekam przed ojcem. Weszłam tu, żeby nie narobił mi siary. A ty?
- Uciekłem przed jakże wilce nudzącym wykładem na temat grafiki komputerowej. O ile wiem to nie jaki pan Johnson. – popatrzył na mnie a ja się zaśmiałam.
- Zejdź na chwilę. – poprosił, zeszłam z kontenera, a chłopak otworzył wieko i wyciągnął z niego czarny worek na buty. Wysypał jego zawartość. Papierosy i zapalniczka. Ciekawie.
- Palisz? – zapytałam.
- Generalnie z nas wszystkich nikt nie pali, ale tutaj każdy sięga po peta. Nawet Blair.
- Niall wie?
- Nie. – odparł. – Umowa między nami jest taka, że to co było tutaj zostaje tutaj. Wiesz ile te śmietniki słyszały? – wypalił. – Szluga? – wyciągnął  moją stronę papierosy.
- Pewnie. – nie zawahałam się.
- Paliłaś?
- Nie nałogowo. – usiedliśmy na śmietniku, po wrzuceniu do niego worka. – Tak jak wy, w sensie raz za czas. –włożyłam szluga do ust i przybliżyłam do zapalniczki, którą trzymał Harry.
- Mówisz że nic stąd nie wychodzi?
- No. Chcesz się wyżalić?
- I to jak. – oznajmiłam i opowiedziałam chłopakowi co działo się w Nowej Zelandii

***
- Woow. Książkę o tym napisz. – zaśmiał się.
- Gdyby to był takie proste. Stary moje życie jest pogmatwane. – również się uśmiechnęłam.
- Było. – poprawił mnie.
- No nie wiem, co mi Niall zgotuje. – mruknęłam ponuro.
- Ja też nie wiem. Pojawiłaś się i normalnie coś mu się stało. Gość chodził każdego wieczoru na panienki, a teraz trzyma się tylko i wyłącznie ciebie, co jest nienaturalne. – wypalił.
- A tak z innej beczki. Jak idą korki z Blair?
- Nie jest źle…drobne błędy w obliczeniach, dlatego wszystko zawala, w algebrze notorycznie, zapomina o znakach dodatnich i ujemnych. – podrapał się po głowie.
- No to chyba dobrze.
- Nawet bardzo, lepiej niż z tobą.
- Dzięki kurde, pomogłeś. – udałam obrażoną.
- Oj no nie dąsaj się.
            Usłyszeliśmy dzwonek, zeszliśmy ze śmietnika i weszliśmy na korytarz szkolny.


Dobra może jakoś specjalnie długaśny nie jest ale na pewno do krótkich nie należy. Sorry że nie dodawałam, ale była wywiadówka i tak mnie zeżarł stres że wylądowałam u lekarza, bo mnie brzuch bolał. 
Druga sprawa - komentarze. Nie żebym narzekała, ale kurcze jeszcze kilka rozdziałów temu było 18 a teraz nawet 10 nie ma, to strasznie dometywuje :(
Zapraszam na aska postaci, bla bla bla, no dobra ja spadam do następnego
 STO LAT HAROLDZIE EDWARDZIE STYLES


poniedziałek, 27 stycznia 2014

Rozdział 10


- Dobra ja muszę iść. – oznajmił wstając z kanapy.
- Idę  z tobą, zobaczę czy jest Blair. – powiedziałam i ruszyliśmy do przedpokoju. Założyłam swoje conversy i grubą kurtkę. Nałożyłam nauszniki na uszy i znalazłam swoje skórzane rękawiczki. Wyszliśmy na ple i poczułam mocny wiatr. Schowałam się za Niallem bo był wystarczająco duży żeby robić mi za parawan.
- Poważnie? Schowasz się za mną?
- Wiesz co, większość czasu spędzałam w ciepłym miejscu i tam nie było czegoś takiego jak śnieg więc daj sobie spokój. – poprosiłam i ruszyliśmy powoli, w prawdzie nie było daleko ale i tak zmarzłam jak diabli. Brr. Weszliśmy do domu, rzuciłam kurtkę na krzesło i pobiegłam na górę. Wpadłam do pokoju i zobaczyłam Blair i Summer.
            Brunetka miała lekko podkrążone oczy i podpuchnięte policzki, widać było że płakała, ale wolałam się nie wtrącać. Usiadłam na łóżku i położyłam się nogami na poduszkach.  Dziewczyny siedziały tylko w ciszy ale po chwili Blair zaczęła nawijać, no jasne przecież ten blond potwór nie wytrzymałby ani sekundy w ciszy. Summer patrzyła jeszcze na mnie przez chwilę i dołączyła do rozmowy.
- Ej! Bo Niller wieczorem wychodzi, więc mam dom dla siebie, wiec zróbmy sobie babskie party, co wy na to? – powiedziała Blair.
- No dobra. – zgodziłam się. – Gdzie idzie?
- Pewnie wychodzi na miasto. – wiedziałam że to zdanie ma jakiś drugi sens, coś ukrywa.
- Ja też mogę zostać. – uśmiechnęła się Summer.

*dwie godziny później*                            
            Razem z Summer wychylałyśmy się zza framugi drzwi Blair, czekając aż blondynka da nam sygnał ze możemy wyjść z jej pokoju. Farbowaniec wytłumaczył nam, że Niall by się wściekł jakby się dowiedział że jego siostra organizuje jakąś imprezę. Po chwili Blair pojawiła się na korytarzu i pomachała do nas ręką.
- Wyszedł. Pewnie wróci nad ranem. – oznajmiła i chwyciła nas za ręce, po czym pociągnęła w stronę jakiegoś pomieszczenia.
- Teraz Winter, bo Summer już widziała to pomieszczenie. Przysięgnij, ze nie powiesz Niallowi że byłaś w środku. Zabiłby mnie. – zaśmiała się.
- Poważnie?
- Tak.
- No dobra. – wzruszyłam ramionami i dziewczyna otworzyła szeroko drewniane drzwi.
            Weszłam do ogromnego pomieszczania, na ścianach wisiały chyba wszystkie rodzaje gitar, na środku pokoju stał fortepian, dwa futrzane fotele przy ścianie ze zdjęciami. A za fortepianem była postawiona szafa, na której po ustawiane były za pewnie śpiewniki.
- Jak tu pięknie. Kto gra?
- Ja zaczęłam na gitarze po śmierci rodziców. – powiedziała Blair. – Ale tylko na klasycznej. Reszty nie chcę ruszać. Chodźcie, klapnijcie sobie na fotelach. – Dziewczyna podeszła do gitary klasycznej wykonanej z białego drewna. Ściągnęła ją z ściany po czym skierowała się do szafy z której to wyjęła stroik. Usiadła na wysokim krześle i zaczęła stroić instrument.
- Dobra, to co śpiewamy?
- A ja wiem? – zapytała Summer.
- E…a co umiesz?
- Tam są śpiewniki, czytam nuty więc, nie będzie problemu. – kiwnęła głową na regał.
- Wiem! – krzyknęła Summer. – Co wy na „Honey, honey”.
- Dobra. – zaśmiała się Blair i zaczęła szarpać za struny.
            Zaczęłam śpiewać sama i popatrzyłam na Summer. Dziewczyna puściła mi oczko i dalej śpiewałam. Po chwili zauważyłam ze dziewczyna mają zamiar śpiewać chórki. A ja może nie lubię śpiewać solo? Zaczęła się śmiać, śpiewanie szło mi na poziomie normalnym, nie byłam jakaś super dobra, a one kazały mi śpiewać prawie całą piosenkę samej, dzięki!
- what you mean to me. – skończyłam w miarę czysto. – Dlaczego śpiewałam sama?  
- Bo ci dobrze szło. – Summer lekko uderzyła mnie pięścią w ramię.
- No dobra to co jeszcze śpiewamy?

*Następny dzień*Niedziela wieczór*

            Sączyłam herbatę podjadając ciasteczka które właśnie robiła moja mama. Tata gdzieś wyszedł, nawet nie wiem gdzie. Chciałam sięgnąć po kolejne kiedy oberwałam po łapie.
- Ej! Winter ile już zjadłaś? – zapytała mnie mama.
- Nie wiem. – wzruszyłam ramionami.
            Wyciągnęłam rękę ale mama znów mnie po niej zdzieliła. Wydęłam usta i się wyprostowałam. Usiadłam na stołku i upiłam łyk herbaty. Do okna zapukał Niall. Przetarł szybę i dzięki temu widać go było wyraźniej, kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się, w tym samym momencie spadła na niego kupa śniegu z dachu. Spadłam z krzesła śmiejąc się. Co za bałwan. Chwyciłam marchewkę z lodówki i wyszłam do niego w klapkach na pole. Wsadziłam mu warzywo do ust i zaczęłam się śmiać.
- Ha-Ha. Bardzo śmieszne. – otrzepał się ze śniegu, cały biały puszek wylądował na mnie, a że byłam tylko w krótkim rękawku zaczęłam piszczeć. – Właź do domu, bo się pochorujesz. – powiedział blondyn a ja posłusznie weszłam do sieni. Chłopak zdjął buty i kurtkę i weszliśmy do domu.
- Cześć Niall. – przywitała się moja mama.
- Dzień dobry pani Johnson. – uśmiechnął się chłopak.
- Masz może ochotę na ciasteczko? – moja mama wyciągnęła talerz na którym leżały ciastka które chciałam przed pięcioma minutami zdobyć.
- Ej! A mi nie chciałaś dać! – oburzyłam się.
- Bo jesteś gruba. – mama zaśmiała się pokazując na moją smukłą sylwetkę.
- Dobra, jak chcesz, mogę nie jeść, jak w Nowej Zelandii, spoko, dla mnie to nie problem. – wypaliłam grając tym mamie na nerwach.
- Nie weźmiesz mnie na poczucie winy. – wypaliła z grobową miną. No tak wszystko co było w Zelandii jest tak drażliwym tematem że lepiej o przeszłości w ogóle nie rozmawiać.
- Idziemy na domówkę do Harrego. Taki kameralny wypad. – Niall skierował te słowa do mojej mamy.
- Możesz ją zabrać, i tak by zrobiła co chce. – tak strzelaj focha. Nie ogarniam czasami mojej matki.
- Dzięki mamuś też cię kocham. – uśmiechnęłam się głupio.
            Matka sięgnęła po ciastko i rzuciła nim w moją stronę, złapałam je i włożyłam do ust po czym pobiegłam do pokoju. Niall po chwili wszedł do niego za mną.
- Więc mówisz że zwykła posiadówka?
- Myślisz że powiedziałbym twojej mamie że zabieram cię na grube Hous party? – zapytał.
- Co w tym dziennego? Czekaj. – wychyliłam się na korytarz. – Mamo! Niall mnie zabiera na grube party! Będzie alko!
- Zabezpieczcie się! – nic więcej ze strony mojej matki.
- Aha. – Niall nie wiedział co powiedzieć.
- A co miała mi powiedzieć nie zabroni mi bo nie może. – podeszłam do mojej garderoby. Sięgnęłam po tunikę i getry. Kazałam Niallowi zamknąć oczy, a sama zaczęłam się przebierać.
- Może być? – zapytałam blondyna.
- Idealnie. – pokazał kciuki w górę.
            Weszłam do łazienki i związałam włosy na góry, ale szybko zrezygnowałam z tego pomysłu gdy zobaczyłam, że malinka od Nialla zniknęła. Pomalowałam szybko usta i poprawiłam rzęsy tuszem. Wyszłam z toalety, po czym skierowałam się do biurka, na którym ładował się mój telefon.
- Gotowa?
- Tak. – uśmiechnęłam się.
            Chłopak szelmowsko otworzył przede mną drzwi i jak na dżentelmena przystało, ukłonił się nisko, a ja z wysoko podniesioną głową wyszłam z pokoju. Chłopak wziął mnie za rękę. Założyłam kurtkę i czapkę, po czym wyszliśmy z mojego domu.
- Nie upijesz mnie? – zapytałam chłopaka.
- Nie wiem, co planują moi kumple. – zaśmiał się. – Ale puki co nie mam zamiaru Kangurku. – puścił mi oczko.






Ja wiem, ja wiem, krótki, ale kurcze, nie wiedziałam jak napisać ten rozdział, wszystko na około mnie rozpraszało, a do tego Chills, omg, po prostu umieram, więc tak. Ja sobie będę wymyślać Violent, i w głowie będę miała fajne pomysły, nawet mam już kilkanaście. Tak więc, ja będę umierać, i wy też z tęsknotą za moim pisaniem ponieważ jutro jest WYWIADÓWKA  życzcie mi powodzenia w przetrwaniu dnia jutrzejszego. Amen <3
No i przypominam aby na asku się udzielać <3 - Honey 

czwartek, 23 stycznia 2014

Rozdział 9

Obudziła mnie cisza. Nienawidzę jak jest cicho, mam wrażenie w tedy ze jestem sama na świecie, a tego bym chyba nie zniosła. Dopiero po chwili dotarł do mnie kac który był wywołany wczorajszym alkoholem. Przypomniały mi się również wydarzenia z wczorajszego wieczora. Przeszedł mnie mały dreszcz.
            Podniosłam się powoli i spuściłam nogi z kanapy. Powoli wstałam i podeszłam do lustra. Chryste, rozmazany makijaż, włosy na wszystkie strony postawione a do tego jechało mi z ust wczorajszymi wymiocinami.
            Weszłam do szafy i wyciągnęłam swoje kochane dresy, bieliznę i opaskę na włosy. Weszłam do przestronnego pomieszczenia i zrzuciłam z siebie wczorajsze ubrania. Wzięłam długi ciepły prysznic i porządnie wymyłam włosy które lepiły się od nadmiaru lakieru do włosów, pomalowałam usta ochronną pomadką i cmoknęłam do lustra. Opuściłam kabinę i po dokładnym osuszeniu ciała założyłam dresy i opaskę na włosy. Zmyłam resztki makijażu, wymyłam dokładnie zęby i zeszłam na dół.
            W kuchni znalazłam aspirynę i rozpuściłam ją w szklance wody. Miałam wrażenie że słyszę z salony jak musuje. Tak szczerze powiedziawszy miałam gorsze kace. To to było nic po osiemnastce Dana, działo się, oj działo.            
            Zrobiłam sobie śniadanie składające się z płatków jęczmiennych, owsianych, otrębów, jogurtu, jabłka, winogron i banana. Całość była bardzo dobra i potrafiła zapchać mnie doszczętnie.
            Usiadłam na kanapie, ale po chwili zaczęłam się przewracać na boki z nudów. No tak piątek i czwartek do szkoły po nowym roku i znów wolne, gdzie w tym sens się pytam. Będąc do góry nogami na kanapie czyli nogi na oparciu a głowa spuszczona z siedzenia oglądałam jakieś powtórki z sylwestra w Nowej Zelandii.
            Usłyszałam dzwonek do domu. Krzyknęłam „Wejść” i po chwili w progu stał Niall. Oparł się o framugę drzwi prowadzących do salonu a ja mocno westchnęłam.
- Jak tam?
- Mały kac, nic więcej. – powiedziałam gapiąc się w telewizor.
- Mały, wyglądasz jakbyś miała umrzeć.
- Mój kac gigant wygląda milion razy gorzej niż to co ma  teraz. Skąd wiesz gdzie mieszkam?
- Blair mi powiedziała.
- A mój ojciec zna cię z…
- Raz szukałem popaprańca i wpadłem się zapytać czy jest u ciebie, ale jej nie było. – powiedział i usiadł obok mnie na kanapie. – A tak w ogóle jak się czujesz po wczoraj?
            Nie czułam się dobrze z tym co stało się wczoraj, upokorzenie.
- Nie chcę o tym mówić.
-Ale ja chcę wiedzieć.
            Podniosłam się do normalnej pozycji. Nie chcę mu mówić, że czuję się fatalnie z tym co się stało, że idiotka nie pomyślałam, co się może stać w takim parku, chcę się schować.
- Nie powinno cię to interesować.
- Słuchaj, chciałbym wiedzieć, jak czuje się dziewczyna, która wczoraj o mało nie została zgwałcona. – warknął.
            Przygryzłam mocno wargę.
- W miły sposób tego nie okazujesz. – wypaliłam. Westchnął ciężką, przewrócił oczami i z powrotem popatrzył  w moją stronę.
- Winter, czy wszystko okej po wczorajszym wieczorze?
- Tak, dobrze się czuję, jeśli to chcesz wiedzieć. – odparłam.
- Takiej odpowiedzi oczekiwałem.
- Tak w ogóle to po co przyszedłeś?
- Sprawdzić jak się czujesz, i czy nie ma u ciebie Blair, jak zwykle w weekendy gdzieś znika. – mruknął niezadowolony.
            Wzruszyłam ramionami, mogłabym spróbować zadzwonić do blondynki, ale za pewne na nic by się to nie zdało. Przecież ta blondynka jest strasznie roztrzepana. Wstałam z kanapy i ruszyłam do kuchni zostawiając Nialla w salonie, jednak chłopak postanowił iść za mną.
- Jadłeś kiedyś omleta owsianego z dżemem? – zapytałam wyciągając składniki na stół.
- Nie? Nigdy nie specjalizowałem się w zdrowej żywności. – wypalił.
- Jak ci zasmakuje to nauczę cię robić, wydaje mi się że Blair ucieszyła by się że jej brat postanowił zrobić domowe żarcie. – zaśmiałam się wsypując do miski otręby.
- Skąd wiesz, że nie robimy takich dań.
- Niall, mieszkasz z nią sam, z jej opowieści wynika, ze tylko się kłócicie, co za pewne nie do końca jest prawdą, bo widziałam jak się dogadujecie na WFie. Ale mówi że nie ma cię całymi dniami w domu, więc robi sobie sama płatki albo kanapki, nauczę cię gotować, i zrobisz jej porządny obiad, a nie to co sama sobie zrobi na szybko, czy też jakiegoś kalorycznego fastfood’a. – skończyłam swój wywód.
- Dobra, ale jak mi zasmakuje.
 -To jedziemy z tym koksem. – zaśmiałam się i posmarowałam patelnię oliwą z oliwek. Chłopak przyglądał się każdemu mojemu ruchowi. Po chwili posmarowałam omleta dżemem i postawiłam go przed chłopakiem.
- Smacznego. – podałam mu sztućce, po czym usadowiłam się obok niego na stole i patrzyłam jak próbuje mojego drugiego śniadanka. Przełknął i wziął kolejny kęs. Po chwili potrawa znajdowała się w całości w jego żołądku . Patrzyłam na niego wyczekująco.
- Szukam jakiejś wady ale chyba mi nie wyjdzie, więc musisz mnie  nauczyć robić to coś.
- Omlet. – podpowiedziałam.
- Naucz mnie robić omlety. – zaśmiał się.
- No to chodź. – pociągnęłam go za rękę do blatu stołu postawiłam go przy misce i usiadłam na blacie. – Wbij dwa jajka, tylko bez skorupek.
- Taką lebiodą to chyba nie jestem. – zaśmiał się pod nosem i po chwili usłyszałam jak przeklina. Zaczęłam się zwijać ze śmiechu, musiał wykrakać, co za idiota. Zasłoniłam ręką usta, bo chłopak zgromił mnie wzrokiem. – Dobra.
- Łyżka jogurtu i szczypta soli. – podyktowałam.
            Niall dodał składniki i popatrzył na mnie. Wyciągnęłam rękę z trzepaczką i podałam ją blondynowi. Chłopak zaczął memłać w misce ale ewidentnie mu nie szło. Podeszłam do chłopaka, stanęłam przed nim i przechyliłam lekko miskę. Chwyciłam jego dłoń z trzepaczką i zaczęłam nią kierować. Wiedziałam ze chłopak się uśmiechał.
-A teraz sam. – wykręciłam się zmieszana całą sytuacją. Zajęłam swoje miejsce na blacie i dyktowałam dalej składniki omleta. Kiwałam nogami w przód i w tył. Po chwili nalał wszystko na rozgrzaną patelnię i zaczął smażyć papkę, która wyszła mu w misce. Po chwili usłyszeliśmy charakterystyczne skwierczenie. Po dwóch minutach smażenia kazałam mu obrócić omleta, w prawdzie, nie szło mu dobrze ale po chwili doszedł do tego jak obrócić ciasto.
- Z tej strony smaż krócej. – poinstruowałam.
- Dobrze kangurku.
- Kto to wymyślił? – zapytałam zaciekawiona.
- Ale co? – patrzył właśnie na spód omleta.
- To całe kangurku, zaledwie kilka sekund w szkole i mam ksywę.
- Ja to wymyśliłem, i tylko ja tam mogę mówić. – zsunął placka na talerz. – Z czym chcesz?
- Ja? Przecież ja jestem pełna, nic nie zjem. – zaśmiałam się.
- Dobra, to zjemy po pół. I mam pomysł z czym. – uśmiechnął się tajemniczo. – Ale masz zamknąć oczy.
            Przymknęłam powieki, machałam nogami do góry i dół, w pewnym momencie lekko otworzyłam oko i zobaczyłam Nialla stojącego przy lodówce.
- Mówiłem coś, masz zamknąć oczy. 
- Dobra, dobra. – wykonałam polecenie. Słyszałam jak chłopak odkręca słoik i otwiera jakieś wieczko. Nie wiedziałam czy mam mu ufać. A jak mnie otruje? Oczywiście żartuję tak?
- Długo jeszcze? – zapytałam z zamkniętymi oczami.
- Sekundę, kangurku. – zaśmiał się.
            Po chwili czułam że stoi tuż przede mną. Lekko się odsunęłam co nic nie dało, bo moje plecy napotkały ścianę w kuchni. Super.
- Otwórz usta. – poprosił.
- Jak chcesz żebym ci zrobiła loda, to na to nie licz.
- Skarbie, bardzo, bardzo bym chciał, żebyś mi zrobiła dobrze, ale proszę tylko żebyś otworzyła usta nic więcej. – zaśmiał się.
- Nie otrujesz mnie, ani nic z tych rzeczy? – zapytałam niepewnie.
- Nie mam zamiaru kangurku, otwieraj usta. – ponagli i lekko rozchyliłam wargi.
            Chłopak włożył widelec z omletem i czymś słodkim. Cokolwiek to było, było to dobre. Zamlaskałam ustami ale nie byłam w stanie rozpoznać tego smaku. Otworzyłam oczy i lekko odchyliłam głowę widząc twarz Nialla tuż przy swoim nosie.
- Co to było? – zapytałam dalej tkwiąc w tej pozycji.
- Dżem morelowy i jogurt naturalny. – odparł odsuwając się ode mnie. – Smakowało?
- Jak będziesz robić w domu kolacje to mnie zaproś. – zaśmiałam się i zeskoczyłam z blatu. – A teraz trzeba sprzątnąć, wiesz takie zasady.
- O boż…- westchnął.
- Nie ma tak. Ja umyję naczynia a ty będziesz wycierać.
- Dobrze kangurku. – mierzwił mi włosy.
- Nie odtykaj ich! Układałam je pół ranka. – powiedziałam jak jakaś farbowana dziewucha z filmów.
- O Jezus, tak, to się nazywa artystyczny nie ład, siedzisz nad nim dziesięć godzin, a potem jak się lekko jeden kosmyk przekrzywi lecisz to poprawić. Niesamowite. – zgrywał się razem ze mną.
            Idiota, zaczynałam go lubić, jak trzeba potrafi sobie dać na luz, co naprawdę cenie sobie w chłopakach. Plus dla ciebie Horan.

- No to do roboty. – zaczęłam myć naczynia a Niall je wycierał.





Rozdział taki trochę krótki, starałam się by był taki no...ciekawy, jeśli chodzi o tą waszą motoryzacje co nudzicie. Będzie nie martwcie się, to musi się sprowadzić do jednego wątku. No, mam nadzieję ze uzbroicie się w cierpliwość. Jeszcze trochę was po przynudzam a potem przeszłość Winter będzie wychodzić na wierzch, dobrze?
Jakbyście chcieli się czegoś o mnie dowiedzieć zapraszam na mojego tumblra, oprócz zdjęć mam tam takie głupie wpisy :P http://winterxoxo7.tumblr.com/

Do następnego

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Rozdział 8

Niall trzymał mnie mocno za nadgarstek i ciągnął przez tłum ludzi tańczących na parkiecie, chyba zapomniał już w jakich butach jestem, bo nie mogłam za nim nadążyć. Chłopak wprowadził mnie do loży da VIP. Poważnie jest tak Bardzo Ważną Osobą żeby dostać własną lożę? Mam się cieszyć czy płakać? Usiadłam na Nialla kolanach bo tak sobie zażyczył i groźnym wzrokiem oznajmił że mam się nie kłócić.
            Przy stoliku siedział Zayn z Perrie, Louis i Eleonor, i jakiś Mark. Liama i Diany miało nie być, a za jakąś chwilę miał się pojawić loczek z moją przyjaciółką.
            Sączyłam swojego drinka od pół godziny, Blair rysowała wzroki na stoliczku mokrą wykałaczką, Perrie bawiła się paznokciem, a Eleonor była już tak wstawiona że spała na kolanach Louisa. Chłopacy zawzięcie dyskutowali z Markiem jakiejś dziewczynie.
- Mówię wam taka dupa. – oznajmił chłopak.
- To co , posunąłeś ją? – zapytał Niall a ja się zdenerwowałam. Chłopcy zauważyli grymas na mojej twarzy ale po chwili wstałam i stanęłam przed nimi wszystkim i zaczęłam łagodnie.
 - Chłopcy żeby było jasne. – mówiłam spokojnie – Posunąć to możecie krzesło, zaliczyć egzamin a przelecieć się można samolotem. Blair idziesz ze mną na parkiet?
- Nareszcie. – dziewczyna była ewidentnie znudzona.
            Weszłyśmy między ludzi i zaczęłyśmy się gibać w rytmu muzyki. Moje buty nie dawały mi wielkiego pola do popisu ale i tak fajnie się bawiłam. Śpiewałyśmy pojedyncze kawałki i co chwila stałyśmy przy barze zamawiając kolejne shot’y. Dołączyła do nas Perrie więc w trójkę było czadowo, taniec, śpiewa shot, taniec, śpiew, shot. Ciekawie.
            Zmęczone wróciłyśmy do stolika. Zaczęłam się obracać zastanawiając się gdzie wcięło blondyna, nie żeby coś, ale zostałam zaproszona przez niego abym mu towarzyszyła więc wymagałam automatycznie odwózki do domu. Nagle koło mnie wyrósł Harry.
- Jak się bawisz?! – przekrzyczał muzykę.
- Fajnie! Widziałeś Nialla?! Jestem zmęczona i chciałabym jechać do domu! – ledwo słyszałam co mówię.
- Nie!
- Weź lepiej Blair odwieź bo jest wstawiona! – pokazałam na moją pijaną przyjaciółkę.
            Dopiero po kilku sekundach zobaczyłam, ze chłopak co chwila spogląda za moje ramię. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Nialla liżącego się z jakąś panienką. No świetnie z mojej podwózki nici. Chwyciłam kurtkę do ręki i ruszyłam w stronę wyjścia.
            Nie chodzi o to że jestem zazdrosna, nie chodzi o to że się martwię. Jestem wkurwiona, miałam być jego osobą towarzyszącą, a chyba każdy zna podstawy kultury i powinien mnie nie zostawiać, doskonale wiedział ze jestem na parkiecie, i mógł się przyłączyć, nie powiedziałam, że  nie protestowałabym, chodzi o to że mógł nie lecieć w ślinę z pierwszą lepszą dziwką.
            Uruchomiłam GPS w moim telefonie i ruszyłam we wskazaną mi stronę. Weszłam do ciemnego parku co od razu mi się nie spodobało. Boże, nie dość że środek zimy to ja nastawiłam się na przejazd samochodem i szybkie przejście do klubu, a teraz maszeruje z gołymi nogami przez park w którym to jest pełno śniegu, jeziorko, i jeszcze wieje. Super. Moje nogi zaczęły lekko dygotać, dobrze że miałam chociaż kurtkę dżinsową którą narzuciłam na ramiona.
            Nagle usłyszałam, śmiechy, kopniętą szklaną butelkę i kroki. Westchnęłam ciężko. Powoli przyśpieszyłam patrząc w telefon czy aby na pewno dobrze idę. Park był ogromny co nie było plusem dla mnie, wręcz przeciwnie. Słyszałam jak ci faceci idą za mną, zaczynałam się bać. Nie chciałam biec bo za pewne bym się wywaliła, a że to są mężczyźni dopadli by mnie w kilka sekund. Jakbym zdjęła te buty, to nie byłoby problemu.
- Hej, laleczko! – ignoruj ich Winter, po prostu ignoruj. – Nie słyszałaś do ciebie mówię.
            Nie zatrzymuj się, nie zatrzymuj się. Głupie buty!
- Skarbie! Nie bądź taka. – słyszałam jak jeden z nich do mnie podbiega, zatrzymał się prosto przede mną. Nawet w tych koturnach byłam od niego niższa. Chciałam go wyminąć ale zagrodził mi drogę. Po chwili dołączyli do niego kumple. Nie pokazuj że się boisz, są tylko pijani…kurwa są aż pijani.
- Puść mnie. – boże co się stało z moją pojebaną odwagą? Znów pnie pozostawiła na pastwę strachu? Ewidentnie.
- Przecież, chcemy się tylko zabawić, będzie fajnie  - zaśmiał się jeden a ja przełknęłam ślinę. – Zostawcie mnie…
- Bo co? Nikt cię nie usłyszy, a potem nie uwierz, nawet nie znasz naszych nazwisk. – chłopak zaśmiał mi się w twarz a ja automatycznie się cofnęłam wpadając na jego kumpla. Od razy się od niego odepchnęłam.
- Stary ona ma malinę. – burknął jeden z nich. Co? Malinka od Nialla? O co chodzi.
- Od kogo? – Facet ścisnął mój nadgarstek tak że jęknęłam z bólu. – Nie mam zamiaru się powtarzać. – wycedził przez zęby.
- Mój chłopak. – skłamałam, ale chyba mi nie uwierzył bo uściślił palce na moim nadgarstku odcinając dopływ krwi do dłoni.
- Nie kłam suko. – spoliczkował mnie! Dlaczego aż tak mu zależy na tej malince. – Mów od kogo ona jest.
- Horan. – jęknęłam nazwisko Nialla modląc się by puścił moją rękę.
- Stary spierdalamy. – wypalił jeden z goryli chłopaka.
- Przecież widać ze kłamie, jak myśli że ktoś zrobi jej malinkę i powie że to ten sukinsyn to już jest nietykalna, chciało by się co dziwko? – powiedział mi do ucha a ja poczułam jak łzy zbierają się w kącikach moich oczu.
- Puść, błagam. – powiedziałam łamiącym się głosem, miałam zdrętwiałą rękę, nienawidzę tego uczucia. – Proszę.
- Nie słyszałeś co dziewczyna powiedziała? – boże, chyba po raz pierwszy się cieszę ze tu jest, największy idiota na ziemi. – Puść ją.
- Kogo my tu mamy, Niall Horan we własnej osobie, kto by pomyślał. A gdzie twój orszak.
- Żeby skopać ci dupę nie wiele trzeba. – zaśmiał się blondyn.
- Tylko że nas jest trzech, a ty jeden. – Usiłowałam się wyszarpnąć z ręki wysokiego mężczyzny. Nich puści błagam! – Trzymają tą dziwkę. – popchnął mnie do swojego kumpla który chwycił mnie za ramię. Usiłowałam się wyszarpnąć.
            Nawet nie zauważyłam kiedy Niall pchnął chłopaka na ziemię i zaczął okładać go pięściami, nie chciałam tego widzieć, zrobiło mi się niedobrze. Jeden z podwładnych w pół przytomnego faceta uciekł a drugi bardzo chciał zwiać ale dostał zadanie, trzymania mnie. Jak zaraz się nie odsunę to się schewtam na jego buty. Przeniosłam swój wzrok z powrotem na Nialla. Miał ręce w krwi a tamten chłopak leżał ledwo utrzymując świadomość.
- Niall przestań! – krzyknęłam przerażona. Wbiłam koturn w stopę trzymającego mnie goryla o podbiegłam do blondyna. – Niall błagam! – dotknęłam jego ramienia i chłopak zatrzymał zaciśniętą pięść kilka milimetrów przed zakrwawionym policzkiem faceta.
            Wstał z niego i chwycił mnie za rękę. Zrobiło mi się niedobrze od patrzenia na rękę blondyna, a alkohol który wypiłam kilka minut temu w klubie również domagał się wyjścia. Zatrzymałam się a chłopak popatrzył na mnie pytająco. Zgięłam się w pół i zwymiotowałam na trawnik. Niall nie zastanawiał się długo co robić. Chwycił moje włosy w kucyka a drugą dłonią masował moje plecy. Co za upokorzenie, zwymiotować, chwilę po tym jak próbowali cię zgwałcić. Chciałam się zapaść pod ziemię.
- Jest okey? – zapytał gdy się wyprostowałam. Pokiwałam tylko głową i pociągnęłam nosem, chciało mi się płakać, i to bardzo. – Hej wszystko już dobrze. – przyciągnął mnie do siebie i przytulił, właśnie tego mi trzeba było, przytulić się. Szczelnie owinął swoje ramiona wokół nie. Trwaliśmy chwilę do siebie przytuleni do puki nie zaczęłam dygotać.
- Chodź odstawię cię do domu. – chwycił mnie delikatnie za rękę i ruszyliśmy w stronę jego auta. Wiedziałam, ze na ręce pojawią się siniaki, ale jak je wytłumaczyć ze są na około. Usiadłam po stronie pasażera oparłam głowę o szybę, męczona zamknęłam oczy i oparłam się o szybę.

***
Rytmiczne kołysanie wybudziło mnie ze snu, ale nie miałam siły podnieść powiek, chciałam dalej spać. Po chwili bujanie ustało i usłyszałam głos taty.
- O witaj Niall, zasnęła?
- W samochodzie. Mogę ją zanieść do pokoju?
- Oczywiście, tylko wiesz, połóż ją na kanapie, bo jej łóżko jest umieszczone na takiej drewnianej wierzy więc nie wniesiesz jej tam, wystarczy że wejdziesz pod tą budowle i położysz na miękkiej kanapie. – znów rytmiczne kołysanie tylko tym razem mocniejsza, Niall musiał wspinać się po schodach. Po chwili leżałam na miękkiej kanapie która znajdowała się pod budowlą łóżka, tak jak to mój ojciec opisał. Niall ściągnął mi buty i przykrył kocem. Już miał wychodzić kiedy go zatrzymałam.
- Niall? – powiedziałam do poduszki.
- Tak?
- Dziękuję. – nie otwierałam oczu. Byłam zbyt zmęczona.
- Nie ma za co kangurku. – pocałował mnie w czoło i skierował się do drzwi.
- Niall? – znów go zatrzymałam.
- Tak?
- Dobranoc.

- Dobranoc kangurku – odparł i opuścił mój pokój gasząc przy okazji światło.



Rozdział dedykuję KELI, za zrozumienie że komentarze typu "świetne", "cudo" "życzę weny" jedynie demotywują do dalszego działania. Dziękuję KELI za komentarz. Nie zrozumcie mnie źle, dziękuję za wszystkie komentarze, ale czasami mam tak ze otwieram maila z powiadomieniem o komie i oczekuje czegoś bardziej oryginalnego od zwykłego "świetnie", jeżeli już komentujecie z komputera, to chciałabym wiedzieć co spodobało się w danym rozdziale, czego mam unikać, czego oczekujecie, bo czasami siedzę nad rozdziałem i się zastanawiam, czy zrobić tak, czy siak. Jeżeli was uraziłam to przepraszam, do następnego kangurki.