czwartek, 23 stycznia 2014

Rozdział 9

Obudziła mnie cisza. Nienawidzę jak jest cicho, mam wrażenie w tedy ze jestem sama na świecie, a tego bym chyba nie zniosła. Dopiero po chwili dotarł do mnie kac który był wywołany wczorajszym alkoholem. Przypomniały mi się również wydarzenia z wczorajszego wieczora. Przeszedł mnie mały dreszcz.
            Podniosłam się powoli i spuściłam nogi z kanapy. Powoli wstałam i podeszłam do lustra. Chryste, rozmazany makijaż, włosy na wszystkie strony postawione a do tego jechało mi z ust wczorajszymi wymiocinami.
            Weszłam do szafy i wyciągnęłam swoje kochane dresy, bieliznę i opaskę na włosy. Weszłam do przestronnego pomieszczenia i zrzuciłam z siebie wczorajsze ubrania. Wzięłam długi ciepły prysznic i porządnie wymyłam włosy które lepiły się od nadmiaru lakieru do włosów, pomalowałam usta ochronną pomadką i cmoknęłam do lustra. Opuściłam kabinę i po dokładnym osuszeniu ciała założyłam dresy i opaskę na włosy. Zmyłam resztki makijażu, wymyłam dokładnie zęby i zeszłam na dół.
            W kuchni znalazłam aspirynę i rozpuściłam ją w szklance wody. Miałam wrażenie że słyszę z salony jak musuje. Tak szczerze powiedziawszy miałam gorsze kace. To to było nic po osiemnastce Dana, działo się, oj działo.            
            Zrobiłam sobie śniadanie składające się z płatków jęczmiennych, owsianych, otrębów, jogurtu, jabłka, winogron i banana. Całość była bardzo dobra i potrafiła zapchać mnie doszczętnie.
            Usiadłam na kanapie, ale po chwili zaczęłam się przewracać na boki z nudów. No tak piątek i czwartek do szkoły po nowym roku i znów wolne, gdzie w tym sens się pytam. Będąc do góry nogami na kanapie czyli nogi na oparciu a głowa spuszczona z siedzenia oglądałam jakieś powtórki z sylwestra w Nowej Zelandii.
            Usłyszałam dzwonek do domu. Krzyknęłam „Wejść” i po chwili w progu stał Niall. Oparł się o framugę drzwi prowadzących do salonu a ja mocno westchnęłam.
- Jak tam?
- Mały kac, nic więcej. – powiedziałam gapiąc się w telewizor.
- Mały, wyglądasz jakbyś miała umrzeć.
- Mój kac gigant wygląda milion razy gorzej niż to co ma  teraz. Skąd wiesz gdzie mieszkam?
- Blair mi powiedziała.
- A mój ojciec zna cię z…
- Raz szukałem popaprańca i wpadłem się zapytać czy jest u ciebie, ale jej nie było. – powiedział i usiadł obok mnie na kanapie. – A tak w ogóle jak się czujesz po wczoraj?
            Nie czułam się dobrze z tym co stało się wczoraj, upokorzenie.
- Nie chcę o tym mówić.
-Ale ja chcę wiedzieć.
            Podniosłam się do normalnej pozycji. Nie chcę mu mówić, że czuję się fatalnie z tym co się stało, że idiotka nie pomyślałam, co się może stać w takim parku, chcę się schować.
- Nie powinno cię to interesować.
- Słuchaj, chciałbym wiedzieć, jak czuje się dziewczyna, która wczoraj o mało nie została zgwałcona. – warknął.
            Przygryzłam mocno wargę.
- W miły sposób tego nie okazujesz. – wypaliłam. Westchnął ciężką, przewrócił oczami i z powrotem popatrzył  w moją stronę.
- Winter, czy wszystko okej po wczorajszym wieczorze?
- Tak, dobrze się czuję, jeśli to chcesz wiedzieć. – odparłam.
- Takiej odpowiedzi oczekiwałem.
- Tak w ogóle to po co przyszedłeś?
- Sprawdzić jak się czujesz, i czy nie ma u ciebie Blair, jak zwykle w weekendy gdzieś znika. – mruknął niezadowolony.
            Wzruszyłam ramionami, mogłabym spróbować zadzwonić do blondynki, ale za pewne na nic by się to nie zdało. Przecież ta blondynka jest strasznie roztrzepana. Wstałam z kanapy i ruszyłam do kuchni zostawiając Nialla w salonie, jednak chłopak postanowił iść za mną.
- Jadłeś kiedyś omleta owsianego z dżemem? – zapytałam wyciągając składniki na stół.
- Nie? Nigdy nie specjalizowałem się w zdrowej żywności. – wypalił.
- Jak ci zasmakuje to nauczę cię robić, wydaje mi się że Blair ucieszyła by się że jej brat postanowił zrobić domowe żarcie. – zaśmiałam się wsypując do miski otręby.
- Skąd wiesz, że nie robimy takich dań.
- Niall, mieszkasz z nią sam, z jej opowieści wynika, ze tylko się kłócicie, co za pewne nie do końca jest prawdą, bo widziałam jak się dogadujecie na WFie. Ale mówi że nie ma cię całymi dniami w domu, więc robi sobie sama płatki albo kanapki, nauczę cię gotować, i zrobisz jej porządny obiad, a nie to co sama sobie zrobi na szybko, czy też jakiegoś kalorycznego fastfood’a. – skończyłam swój wywód.
- Dobra, ale jak mi zasmakuje.
 -To jedziemy z tym koksem. – zaśmiałam się i posmarowałam patelnię oliwą z oliwek. Chłopak przyglądał się każdemu mojemu ruchowi. Po chwili posmarowałam omleta dżemem i postawiłam go przed chłopakiem.
- Smacznego. – podałam mu sztućce, po czym usadowiłam się obok niego na stole i patrzyłam jak próbuje mojego drugiego śniadanka. Przełknął i wziął kolejny kęs. Po chwili potrawa znajdowała się w całości w jego żołądku . Patrzyłam na niego wyczekująco.
- Szukam jakiejś wady ale chyba mi nie wyjdzie, więc musisz mnie  nauczyć robić to coś.
- Omlet. – podpowiedziałam.
- Naucz mnie robić omlety. – zaśmiał się.
- No to chodź. – pociągnęłam go za rękę do blatu stołu postawiłam go przy misce i usiadłam na blacie. – Wbij dwa jajka, tylko bez skorupek.
- Taką lebiodą to chyba nie jestem. – zaśmiał się pod nosem i po chwili usłyszałam jak przeklina. Zaczęłam się zwijać ze śmiechu, musiał wykrakać, co za idiota. Zasłoniłam ręką usta, bo chłopak zgromił mnie wzrokiem. – Dobra.
- Łyżka jogurtu i szczypta soli. – podyktowałam.
            Niall dodał składniki i popatrzył na mnie. Wyciągnęłam rękę z trzepaczką i podałam ją blondynowi. Chłopak zaczął memłać w misce ale ewidentnie mu nie szło. Podeszłam do chłopaka, stanęłam przed nim i przechyliłam lekko miskę. Chwyciłam jego dłoń z trzepaczką i zaczęłam nią kierować. Wiedziałam ze chłopak się uśmiechał.
-A teraz sam. – wykręciłam się zmieszana całą sytuacją. Zajęłam swoje miejsce na blacie i dyktowałam dalej składniki omleta. Kiwałam nogami w przód i w tył. Po chwili nalał wszystko na rozgrzaną patelnię i zaczął smażyć papkę, która wyszła mu w misce. Po chwili usłyszeliśmy charakterystyczne skwierczenie. Po dwóch minutach smażenia kazałam mu obrócić omleta, w prawdzie, nie szło mu dobrze ale po chwili doszedł do tego jak obrócić ciasto.
- Z tej strony smaż krócej. – poinstruowałam.
- Dobrze kangurku.
- Kto to wymyślił? – zapytałam zaciekawiona.
- Ale co? – patrzył właśnie na spód omleta.
- To całe kangurku, zaledwie kilka sekund w szkole i mam ksywę.
- Ja to wymyśliłem, i tylko ja tam mogę mówić. – zsunął placka na talerz. – Z czym chcesz?
- Ja? Przecież ja jestem pełna, nic nie zjem. – zaśmiałam się.
- Dobra, to zjemy po pół. I mam pomysł z czym. – uśmiechnął się tajemniczo. – Ale masz zamknąć oczy.
            Przymknęłam powieki, machałam nogami do góry i dół, w pewnym momencie lekko otworzyłam oko i zobaczyłam Nialla stojącego przy lodówce.
- Mówiłem coś, masz zamknąć oczy. 
- Dobra, dobra. – wykonałam polecenie. Słyszałam jak chłopak odkręca słoik i otwiera jakieś wieczko. Nie wiedziałam czy mam mu ufać. A jak mnie otruje? Oczywiście żartuję tak?
- Długo jeszcze? – zapytałam z zamkniętymi oczami.
- Sekundę, kangurku. – zaśmiał się.
            Po chwili czułam że stoi tuż przede mną. Lekko się odsunęłam co nic nie dało, bo moje plecy napotkały ścianę w kuchni. Super.
- Otwórz usta. – poprosił.
- Jak chcesz żebym ci zrobiła loda, to na to nie licz.
- Skarbie, bardzo, bardzo bym chciał, żebyś mi zrobiła dobrze, ale proszę tylko żebyś otworzyła usta nic więcej. – zaśmiał się.
- Nie otrujesz mnie, ani nic z tych rzeczy? – zapytałam niepewnie.
- Nie mam zamiaru kangurku, otwieraj usta. – ponagli i lekko rozchyliłam wargi.
            Chłopak włożył widelec z omletem i czymś słodkim. Cokolwiek to było, było to dobre. Zamlaskałam ustami ale nie byłam w stanie rozpoznać tego smaku. Otworzyłam oczy i lekko odchyliłam głowę widząc twarz Nialla tuż przy swoim nosie.
- Co to było? – zapytałam dalej tkwiąc w tej pozycji.
- Dżem morelowy i jogurt naturalny. – odparł odsuwając się ode mnie. – Smakowało?
- Jak będziesz robić w domu kolacje to mnie zaproś. – zaśmiałam się i zeskoczyłam z blatu. – A teraz trzeba sprzątnąć, wiesz takie zasady.
- O boż…- westchnął.
- Nie ma tak. Ja umyję naczynia a ty będziesz wycierać.
- Dobrze kangurku. – mierzwił mi włosy.
- Nie odtykaj ich! Układałam je pół ranka. – powiedziałam jak jakaś farbowana dziewucha z filmów.
- O Jezus, tak, to się nazywa artystyczny nie ład, siedzisz nad nim dziesięć godzin, a potem jak się lekko jeden kosmyk przekrzywi lecisz to poprawić. Niesamowite. – zgrywał się razem ze mną.
            Idiota, zaczynałam go lubić, jak trzeba potrafi sobie dać na luz, co naprawdę cenie sobie w chłopakach. Plus dla ciebie Horan.

- No to do roboty. – zaczęłam myć naczynia a Niall je wycierał.





Rozdział taki trochę krótki, starałam się by był taki no...ciekawy, jeśli chodzi o tą waszą motoryzacje co nudzicie. Będzie nie martwcie się, to musi się sprowadzić do jednego wątku. No, mam nadzieję ze uzbroicie się w cierpliwość. Jeszcze trochę was po przynudzam a potem przeszłość Winter będzie wychodzić na wierzch, dobrze?
Jakbyście chcieli się czegoś o mnie dowiedzieć zapraszam na mojego tumblra, oprócz zdjęć mam tam takie głupie wpisy :P http://winterxoxo7.tumblr.com/

Do następnego

11 komentarzy:

  1. Jak sama zauważyłaś rozdział był krótki ale Bardzo Ciekawy <3333333 Do nastepnego :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Hymm... Rozdział był zadowalający.. Krótki lecz ciekawy z czego jestem mile zaskoczona ponieważ przeważnie gdy jakaś autorka pisze krótkie rozdziały są one nudne jak flaki z olejem.. U Ciebie tego nie ma... Bez znaczenia czy jest krótki czy długi i tak nie jest nudny!! (przepraszam za błędy piszę na telefonie ).xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny rozdział :)
    No to teraz już wiem skąd Niall zna tatę Winter. Swoją drogą ciekawe gdzie wywiało Blair... Może ma 'korki z matmy' z Harrym?
    Ogulnie to fajnie że akcja powoli się rozkręca bo jestem bardzo ciekawa przeszłości Winter. Ciągle zadaje sobie pytania typu 'Czemu oni się przeprowadzili?', 'Kim dla niej był lub jest Dean (chyba dobrze napisałam)'
    Sądze że dowiem się tego nie długo :)
    Pozdrawiam, życzę weny i czekam na kolejny
    XX

    OdpowiedzUsuń
  4. -jeśli liczysz, że zrobie ci loda, to wet na to nie licz....
    Rozjebałaś mnie. Może i krutkie, ale nie nudne. Lubię wątki, z humorem, lubie się śmiać czytając, a ten rozdział mi to zapewnił.
    :c jestem spóźniona...
    Wiśnia

    OdpowiedzUsuń
  5. Boże, najlepszy blog jaki czytam! :* ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Oba rozdzialy sa fenomenalne :) a ten podoba mi sie najbardziej. Byl taki lekki i milo sie go czytalo, naprawde super. Zycze duzo weny i pozdrawiam xoxo.
    -Tori

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny! Bardzo podoba mi się ta ksywka - kangurek. Jest bardzo fajna!

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny rozdział! Już nie mogę się doczekać co będzie w kolejnym!!! Czekam nn!

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam to Swietny rozdział, już nie mogę się doczekać następnego ;)
    Jeśli masz ochotę to wpadnij do mnie ;)
    http://not-good-enough-zayn.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń